Z nietypową prośbą do Rady Gminy Dźwierzuty w imieniu zespołu „Wrzosy” zwróciła się jedna z jego członkiń. Chodzi o znalezienie mu nowego instruktora. Związany z „Wrzosami” od początku ich istnienia Janusz Ałaj już z nimi nie współpracuje. Członkowie zespołu zarzucają mu, że ostatnio unikał grania z nimi, wymawiając się urlopem albo zwolnieniem, a w tym samym czasie występował za pieniądze. Sam Ałaj rozwiązanie współpracy kwituje z ulgą. – Zakończę wreszcie to piekło – mówi.

SKARGA NA SESJI

Porzucone „WrzosyW gminie Dźwierzuty nie ma chyba osoby, która nie zna zespołu „Wrzosy”. Złożona z osób w starszym wieku grupa w ciągu blisko dziesięciu lat istnienia występowała na dożynkach, wiejskich festynach i reprezentowała Dźwierzuty podczas imprez organizowanych w powiecie i województwie. Od początku, z dwuletnią przerwą spowodowaną zwolnieniem z Gminnego Ośrodka Kultury, kierownikiem zespołu i instruktorem muzycznym był Janusz Ałaj, udzielający się także w innych projektach muzycznych. On też pełnił rolę akordeonisty „Wrzosów”. Wygląda jednak na to, że teraz drogi jego i zespołu rozeszły się na dobre. Konflikt ujrzał światło dzienne podczas niedawnej sesji Rady Gminy.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  W imieniu zespołu „Wrzosy”, jedna z jego członkiń, Halina Majek, żaliła się wójt Mariannie Szydlik i radnym na instruktora. – Pan Ałaj z dnia na dzień rzucił nas na głęboką wodę, z opiekuna stając się hejterem – ubolewała Halina Majek, zgłaszając także uwagi do postawy dyrektor GOK-u Danuty Kuchcińskiej. Jako przykład podała planowany występ zespołu na sierpniowych dożynkach w Jedwabnie. – Pani dyrektor, bez konsultacji z nami, odmówiła nam występu, na którym stawił się pan Ałaj. Powiedział, że „Wrzosy” są jego i nie mogły przyjechać, po czym wystąpił tam za pieniądze – wytykała instruktorowi członkini zespołu. Dźwierzuccy seniorzy mieli też zagrać w Miłakowie jako laureaci nagrody, ale i ten koncert nie doszedł do skutku z powodu nieobecności instruktora. – A tego samego dnia miał on występ w Szczytnie – informowała radę Halina Majek. Ma żal do Ałaja, że jako pracownik ośrodka kultury, sam jest z nią na bakier. – Powinien przeprosić starsze osoby, podziękować za współpracę, a nie zostawić tak bez słowa – żali się kobieta, dając do zrozumienia, że instruktor ponad pracę z zespołem przedkłada granie za pieniądze, i to w czasie, gdy przebywa na zwolnieniu czy urlopie. Członków zespołu miała także zaboleć uwaga Ałaja, że przez występy z nimi nie rozwija się muzycznie, a wręcz przeciwnie – popada w regres. – Bardzo proszę wysoką radę, pomóżcie nam znaleźć instruktora, bo tylko w was jest cała nadzieja – apeluje Halina Majek.

ZAKOŃCZĘ TO PIEKŁO

Janusz Ałaj odpiera stawiane mu zarzuty. Zapewnia, że grając w Jedwabnie, nie przebywał na zwolnieniu lekarskim, a będąc na urlopie ma prawo robić to, co chce. – Jako instruktor GOK-u w zakresie obowiązków nigdzie nie mam zapisu, że muszę się zajmować zespołem – mówi. Podkreśla jednak, że bardzo wiele mu poświęcił, kosztem życia prywatnego i rodziny. W pewnym momencie stało się to dla niego nie do wytrzymania. – Byłem na każde ich zawołanie. Ciągali mnie po kościołach i cmentarzach, gdzie musiałem grać na pogrzebach, nieraz stojąc na mrozie i w śniegu w koszuli, bo przecież grałem na akordeonie. Do tego „zajeździłem” dwa prywatne instrumenty – wylicza Janusz Ałaj. Przypomina, że „Wrzosy” były pupilkami poprzedniego wójta Czesława Wierzuka. Zażyłość ta powodowała, że kiedy zespół chciał gdzieś wystąpić, Ałaj bez dyskusji musiał z nim jechać. – Kiedy tylko próbowałem się jakoś wymówić, od razu był telefon do wójta i polecenie wyjazdu. Jakakolwiek dyskusja nie wchodziła w grę – wspomina Janusz Ałaj. Dziwi się, że członkowie zespołu tak bardzo ciepło wypowiadają się o nowej wójt, bo jeszcze do niedawna, podczas prób, pod jej adresem wyrażali się, delikatnie mówiąc, niepochlebnie. Instruktor przyznaje, że teraz, po zmianie władzy w gminie wreszcie nadarzyła się okazja, żeby zamknąć współpracę z „Wrzosami” i wyzwolić się spod apodyktycznych metod ich działania. – Wreszcie zakończę to piekło – kwituje z ulgą. Żałuje też, że jego zaangażowanie na rzecz zespołu niekorzystnie odbiło się na innych muzycznych projektach, które tworzył. – Przez ten zespół musiałem rozwiązać cztery inne, bo nie miałem wolnych terminów – żali się Ałaj.

NIECH SZUKAJĄ SPOŁECZNIKA

Z kolei dyrektor GOK-u Danuta Kuchcińska podkreśla, że nie ma wpływu na to, co jej podwładny robi prywatnie. Potwierdza, że w ostatnim czasie Ałaj odbierał zaległy urlop, w trakcie którego przydarzył mu się wypadek, co skutkowało dość długim zwolnieniem lekarskim. Zespół obecnie odbywa w GOK-u próby bez instruktora. Danuta Kuchcińska nie kryje, że wolałaby, aby został nim ktoś niezwiązany zawodowo z ośrodkiem kultury. – Najlepiej, żeby była nim osoba z ich kręgu, działająca społecznie. Tak funkcjonują inne podobne zespoły – podpowiada dyrektor. Przyznaje, że duże zaangażowanie Janusza Ałaja we współpracę z „Wrzosami” rzutowało na jego pracę w GOK-u. – To nam blokowało pewne sprawy, bo ciągle gdzieś musiał wyjeżdżać – mówi Danuta Kuchcińska.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}