Dobiegają (podobno) końca prace związane z rewitalizacją ruin zamku krzyżackiego w Szczytnie.
Terminów otwarcia było już kilka, ten ostateczny to 6 czerwca. Czy wszystko będzie na tip-top? Trochę w to wątpimy, ale Polak przecież potrafi, a terminu otwarcia po raz kolejny zmieniać nie zamierzamy. Jednego z naszych stałych Czytelników, pana Łukasza, zastanowił wygląd drzwi prowadzących do przygotowywanych pomieszczeń (fot. 1) . Jego zdaniem powinny one wyglądać jakoś tak bardziej historycznie – w końcu mówimy o średniowiecznym zamku. Projektanci z nas żadni, ale nam też się wydaje, że dysponując takim budżetem (najpierw 10, potem 15, ostatecznie jeszcze więcej milionów), pomyślelibyśmy o czymś bardziej ambitnym i finezyjnym niż wrota przypominające wejście do sklepu czy biura. No, chyba że miał być to taki powiew nowoczesności, by nie zagubić się w mrokach średniowiecza…{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NABOŻEŃSTWO MAJOWE ZE ZMIANAMI

Trwający od prawie dwóch tygodni maj to w tradycji katolickiej miesiąc maryjny, czyli poświęcony Matce Bożej. Jednym z elementów celebracji jest nabożeństwo majowe, oparte na odmawianiu lub częściej odśpiewywaniu Litanii loretańskiej. Nabożeństwo odprawiane jest codziennie w późnych godzinach popołudniowych w świątyniach. Tam, gdzie do kościoła jest dalej, wierni zbierają się przy krzyżach i przystrojonych na biało-niebiesko kapliczkach, by tam się modlić o potrzebne łaski i dziękować za nie. Tak jest chociażby w Siódmaku (fot. 2), gdzie od lat grupka wiernych zbiera się przed umieszczoną tu figurką Matki Bożej.
Nie wszyscy wiedzą, że tekst litanii w ostatnim czasie się zmienił – bliżej początku wprowadzono wezwania „Matko nadziei” i „Matko miłosierdzia”, bliżej końca – „Pociecho migrantów” (fot. 3) . Zostały one dodane w czerwcu ubiegłego roku przez papieża Franciszka, a dwa miesiące później tłumaczenie na nasz język zatwierdziła Konferencja Episkopatu Polski. Jeszcze pod koniec XX wieku, za pontyfikatu Jana Pawła II, dodano zawołanie „Królowo rodzin” - tych i innych nieco wcześniejszych zmian może nie być w starszych książeczkach do nabożeństwa, z których pewnie korzysta jeszcze część osób spotykających się na majowych modlitwach pod chmurką.
KŁOPOTY Z PRZEJAZDEM

Wśród problemów zwracających uwagę naszych Czytelników poczesne miejsce zajmuje skrzyżowanie tuż przy głównym przejeździe kolejowym w Szczytnie. Planowane było tu rondo, ale do jego powstania w najbliższym czasie raczej nie dojdzie. Problem w tym miejscu powstaje zwłaszcza w momentach zamknięcia przejazdu i tuż po otwarciu szlabanu. W tym drugim przypadku kierowcy z ulic podporządkowanych (Chrobrego, Kolejowa) muszą odczekać niekiedy długie minuty, zanim będą mogli się włączyć do ruchu – sznurek przejeżdżających przez przejazd ciągnie się (zwłaszcza w sezonie) od skrzyżowania ze światłami (które niekiedy też jest z tego powodu blokowane) aż do okolic szpitala. Przypadek pierwszy dotyczy zmotoryzowanych, którzy nie są zainteresowani pokonywaniem przejazdu, a chcą np. z ul. Chrobrego wjechać w Kolejową czy Warszawską. Teoretycznie jest to wykonalne, ale kłóci się z przepisami. Na odcinkach obu ulic w rejonie skrzyżowania pociągnięta jest podwójna ciągła, a do tego dochodzą jeszcze przejścia dla pieszych (fot.4) . Mimo tego nie brakuje śmiałków omijających stojące pojazdy i przejeżdżających przez skrzyżowanie przy zamkniętym przejeździe. Gdyby policja stała tu jeszcze częściej, wystawiałaby mandaty na potęgę – o ile kierowcy nie doszliby do wniosku, że jednak łamać przepisów nie warto. Jeden z naszych Czytelników postuluje, by zastanowić się nad delikatną przebudową odcinka ul. Chrobrego i wytyczeniem tu trzeciego pasa. Można byłoby w tym celu wykarczować rosnące od parudziesięciu lat krzaki oddzielające jezdnię od chodnika. Jak widać na fot. 5 , należałoby przesunąć także słup, a chodnik poprowadzić po drugiej stronie rosnących tu wciąż jeszcze kasztanów. Choć ulica jest tutaj dość szeroka, sam pas po żywopłocie by nie wystarczył.
Pomysł wart rozważenia, ale jakoś powątpiewamy w jego realizację. Kawałek dalej jest zakręt o dość dziwnym profilu (przy samej krawędzi jezdni stoi kolejny inteligentnie umieszczony słup), co utrudniłoby sprawę. Jadącym ul. Chrobrego i widzącym sznur samochodów pozostaje przewidzieć sytuację, zawrócić na nieodległym parkingu (fot. 6) i pojechać którąś z równoległych ulic. Analogiczne problemy mają np. jadący ul. Warszawską i zamierzający skręcić przed przejazdem.
Chcącym upłynnienia ruchu przypominamy, że nasze miasto należy do sieci Cittaslow i jakikolwiek pośpiech nie jest tu w dobrym tonie…
BEZPIECZNIE W LESIE
„Kurek”, gdy był jeszcze małym ”Kurczaczkiem”, wychowywał się w przeświadczeniu, że po zmroku las należy tylko do zwierząt i myśliwych. Na zbieranie runa jest już zwyczajnie za ciemno, a nocne spacery wśród drzew dobre są jedynie w książkach lub filmowych horrorach. Od początku maja mamy w naszym kraju możliwość nie tylko chodzenia po lesie, ale i nocowania w nim przy blasku księżyca (lub bez niego). Stało się tak po wprowadzeniu programu „Zanocuj w lesie”, będącego ukłonem w stronę ludzi lubiących z lekka ekstremalne formy rozrywki. Miejsca do nocowania wyznaczono także w naszym powiecie, a odpowiednie informacje znajdziemy na stronach nadleśnictw. Dla przykładu podamy, że Nadleśnictwo Szczytno wyznaczyło taką strefę noclegową w swojej zachodniej części, a konkretnie między jeziorami w okolicach Dzierzek, Nart, Rekownicy i Pidunia.
W lesie można nocować, można w nim się zgubić. Stary sprawdzony sposób rozwiązania problemu to szukanie mchu na drzewach – koniecznie od strony północnej. Bywa jednak i tak, że mech porasta pień dookoła i ten sposób odpada. W wypadku zagubienia się w lesie punktem odniesienia może być słońce, ale nie zawsze chce ono świecić. Brak telefonicznego zasięgu bywa w wielu miejscach normą – i co wtedy? Praktycznie w każdym sezonie podajemy informacje o głównie starszych osobach, które spędziły w takiej dezorientacji paręnaście godzin. Wynika to głównie z kręcenia się w kółko i zmieniania kierunku marszu. Najsensowniej iść w jedną stronę. Nasze lasy to nie syberyjska tajga czy puszcza amazońska i po góra dwóch godzinach powinniśmy zobaczyć ludzkie siedziby. Istnieje jeszcze prostszy sposób. Opisany on jest chociażby na tablicach umieszczonych na odwiedzonej przez nas niedawno ścieżce dydaktycznej w Lipniku (fot. 7). W lasach, najczęściej przy rozstajach dróg, spotkamy słupki z wymalowanymi liczbami. Nie jest to tylko tajny kod leśników (choć z oznakowania korzystają głównie oni), ale i pomoc dla tych, którzy w lesie się pogubili. Tereny leśne podzielone są na oddziały. Mają one zazwyczaj kształt prostokąta. Słupki są ustawiane w południowo-zachodnim narożniku oddziału. Na każdym boku znajdują się cztery różne liczby – dwie mniejsze (ale następujące kolejno po sobie) od strony północnej, dwie większe – od południowej. Oddziały numeruje się od wschodu w stronę zachodu, zaczynając od północno-wschodniej części lasu. Na mapie linie oddziałowe tworzą siatkę przebiegającą zgodnie z układem południkowo-równoleżnikowym lub nieco przesuniętą w kierunku zachodnim. Tak czy owak kierunek mniej więcej północny wyznaczy nam krawędź między częściami słupka zawierającymi mniejsze liczby. Na fot. 8 nie widzimy liczb 227 i 236. Jeśli chcemy iść na północ, na pewno nie wybierzemy kierunków wyznaczanych przez 236 i 237. Takie słupki znajdują się co kilkaset metrów, a w pewnym momencie się kończą – po prostu wychodzimy z lasu.
I pozostaje tylko wiedzieć, w którym kierunku – w stosunku do domu, w którym mieszkamy, lub innego punktu wypadowego - znajduje się odwiedzany przez nas las. Jeśli tej świadomości nie mamy, z szybkim trafieniem na miejsce będzie problem.
Tekst i foto:
