W szczycieńskich świątyniach frekwencja podczas niedzielnych mszy jest wciąż stosunkowo niewielka, ale w miniony czwartek na ulice miasta wyszła rzesza wiernych podobna do tej z lat ubiegłych, gdy nie było jeszcze mowy o żadnych pandemiach i obostrzeniach.

W trakcie długiego weekendu tłok na naszych ulicach i chodnikach był zauważalny, a potrzeba powrotu do normalności uwidoczniła się także podczas obchodów Bożego Ciała. Procesja rozciągała się momentami na prawie pół kilometra. Nie brakowało rodziców z małymi dziećmi (fot. 1) , osób młodych, w średnim wieku i tych najstarszych. Po raz drugi procesja przemierzyła trasę różniącą się od tej znanej od dziesięcioleci. Pierwszy ołtarz umieszczono w pobliżu szczycieńskiego ratusza, drugi – na ul. Odrodzenia, trzeci – przy dworcu autobusowym (fot. 2) , czwarty znajdował się już w kościele św. Brata Alberta. Podczas procesji nie mogło zabraknąć tradycyjnego sypania kwiatków przez dziewczęta (fot. 3) . Inny zwyczaj znany z obchodów Bożego Ciała to zrywanie gałązek ze stojących przy ołtarzu brzózek (fot. 4) , co ma zapewnić urodzaj i uchronić przed nieszczęściami.

To, co dla jednych jest rodzajem folkloru i pretekstem do stworzenia długiego weekendu, dla innych stanowi okazję do zamanifestowania swojej wiary. Europejska tradycja obchodów Bożego Ciała sięga XIII wieku, zwyczaj organizowania procesji jest nieco młodszy, a święto ma przypominać katolikom o realnej obecności Chrystusa wśród swego ludu.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
RZUT OKA NA ŚCIEŻKĘ

Coraz konkretniejszych kształtów nabiera przedłużany szlak rowerowy prowadzący po dawnej linii kolejowej do Biskupca. Niedawno w gminie Dźwierzuty wylewano asfalt na skrzyżowaniach ścieżki z drogami dla samochodów, są już jednak także dłuższe odcinki szerokości 2 metrów z położoną masą bitumiczną (fot. 5) . Ci, którzy chcieliby wjechać na świeży asfalt kawałek za Ochódnem, muszą jeszcze uzbroić się w cierpliwość. Przygotowane jest na razie tylko podłoże, a znak formalnie zakazuje poruszania się po usianej ostrymi kamykami nawierzchni (fot. 6). Jak sprawdziliśmy, w długi weekend nie był np. gotowy mostek nad drogą w Nowych Kiejkutach.
Czas na dokończenie prac jeszcze jest i mamy nadzieję, że już wkrótce miłośnicy dłuższych rowerowych przejażdżek (ponad 30 km w jedną stronę) będą mieli powody do zadowolenia – trasa kolejowa do Biskupca była naprawdę malowniczo pociągnięta. Gdy po dłuższej przerwie zrobiliśmy przejażdżkę istniejącym odcinkiem ścieżki rowerowej, uświadomiliśmy sobie, że szlak o tej samej porze w roku ubiegłym wyglądał inaczej. Przeglądając zdjęcia z wiosny 2020 roku, dostrzegliśmy, że ścieżka miała wyraźne pobocze, na które mogli np. schodzić lubiący tędy spacerować piesi.

W ostatnim czasie pobocze w zasadzie znikło, a wybujała roślinność zwęża także samą ścieżkę (fot. 7) i powoli niszczy jej krawędzie. Pewien dyskomfort można odczuwać także tuż za stacyjką w Ochódnie – ktoś z rozpędem zahacza tu, wyjeżdżając z drogi gruntowej, i przy okazji rozsiewa na ścieżce kamyki (fot. 8) . A może przydałyby się jakieś barierki? Tego typu nie na każdego jednak działają. Tuż przy przecięciu ścieżki dla rowerzystów z drogą krajową nr 58 w pobliżu Zielonki ustawiono już na początku znak nakazujący zejście na chwilę z roweru, w ubiegłym roku dostawiono barierki mające uniemożliwić przejeżdżanie przez drogę. Wiele osób nic z tego sobie jednak nie robi i znaleziono już obustronne luki, by bez zsiadania z dwuśladu przez ruchliwą drogę sobie przejechać (fot. 9).
Gdy tak sobie postaliśmy parę minut, widzieliśmy np. rodzinną przejażdżkę (mama, tata z dzieckiem z tyłu) – i nikt nie zawracał sobie głowy kwestią przestrzegania przepisów. A przy okazji czegoś uczył swojego potomka…
ECHA STUKOTU KÓŁ
Mija właśnie 20. rocznica zawieszenia pasażerskich połączeń kolejowych ze Szczytna do Ostrołęki. Na całą trasę 10 czerwca 2001 r. normalne połączenia już nie wróciły. Po zmianie rozkładu dwadzieścia lat temu pozostawiono dwa składy kursujące do Wielbarka i z powrotem. Bardzo szybko i one znikły, by powrócić na krótko (już w wersji szynobusowej) w minionej dekadzie. Obecnie na linii Szczytno-Ostrołęka używany jest jako stacja pośrednia jedynie przystanek w Siódmaku. Kawałek dalej zaczyna się dobudowane niedawno odgałęzienie do lotniska w Szymanach.
Trasa służyła przez powojenne lata nie tylko podróżującym z dawnego województwa olsztyńskiego do ostrołęckiego. Kursowały tędy pociągi dalekobieżne m.in. do Szczecina, Gdyni, Lublina, Białegostoku, a w latach 90. jeździł tą trasą nawet międzynarodowy skład do i z białoruskiego Grodna. Kolejowi podróżni w wieku jeszcze niekoniecznie podeszłym pamiętają zapewne zmianę kierunku jazdy w Szczytnie. Przez pewien czas w składzie Ostrołęka-Olsztyn wymieniano lokomotywę – spalinowóz, który ciągnął wagony z Ostrołęki, był wymieniany na kopcącą ciuchcię z naszej parowozowni. W późniejszych latach lokomotywa była już jedna na całą trasę, tylko musiała w Szczytnie przebyć spory kawałek, by zmienić kierunek jazdy. Jeszcze na przełomie lat 80. i 90. w pociągach na tej trasie bywało tłoczno, a w okolicach Wszystkich Świętych do wagonów niektórzy wchodzili oknami. Pociągi do Ostrołęki były skomunikowane z autobusami na Kurpiach. „Kurek” pamięta, że spory tłumek wysiadał na stacji w Parciakach i do granic możliwości napychał autobus w kierunku Jednorożca. Pod koniec funkcjonowania szlaku tory poprawiano w zasadzie tylko na odcinku do Chorzel, gdzie pociągi mogły momentami pędzić stówką. Dalej jeździły już one coraz wolniej, pasażerów było coraz mniej i ostatecznie z 4-5 składów na całej linii zostały tylko wspomniane dwa do Wielbarka. Zapuszczona stacja (kiedyś węzłowa) w tym miasteczku kojarzy się z wieżą ciśnień, wzbogaconą jakiś czas temu o maszty przekaźnikowe, oraz znajdującą się na budynku dworcowym tabliczką WYJŚCIE DO MIASTA, choć Wielbark praw miejskich wówczas nie miał. Jak widać, torowisko główne przed wjazdem na tutejszą stację jest utrzymane w niezłym stanie (fot. 10). Boczne tory są już jednak niemal w całości zarośnięte.
Szczytno (właściwie Ortelsburg) uzyskało kolejowe połączenie z Ostrołęką w 1915 r., gdy Niemcy podczas pierwszej wojny światowej w szybkim tempie pociągnęli odcinek zaczynający się w Wielbarku (w prawo odchodziła zbudowana wcześniej trasa do Nidzicy). Różne były późniejsze losy linii, przedzielonej w 1918 granicą niemiecko-polską. Od paru ładnych lat mówi się o jej rewitalizacji na odcinku Ostrołęka-Chorzele. Zdemontowano już stare torowiska, obecnie prowadzone są prace związane z przebudową mostu na Narwi w Ostrołęce. Rozważane jest nawet pociągnięcie linii przez centrum Ostrołęki – dworzec w tym mieście znajduje się na obrzeżach, a taka lokalizacja w naszych czasach niekoniecznie zachęca do korzystania z usług kolei. Czy pociągi pasażerskie kiedyś na linię nr 35 wrócą? To marzenie miłośników kolei, z sentymentem korzystających z okazji typu przejażdżka pociągiem retro wpuszczanym co pewien czas na dostępne odcinki.{/akeebasubs}
