POŻĄDANE ULICZKI Z NAZWAMI

Pożądane uliczki z nazwami

Nasi Czytelnicy z Nowego Gizewa nie bardzo są zadowoleni z tabliczek, które stoją u wlotów, czy też wylotów licznych uliczek na tym rozległym osiedlu. Ich zdaniem dość tajemnicze oznakowanie cyfrowe nie ułatwia dotarcia do konkretnej posesji samym mieszkańcom osiedla, a co dopiero służbom ratowniczym, np. pogotowiu czy straży pożarnej - fot. 1. Chcieliby oni tabliczek z konkretnymi nazwami, jak np. ul. Piaskowa (od rodzaju nawierzchni), czy coś w tym rodzaju, jak to jest np. w miejscowości Narty. Z tymi tabliczkami to problem nie tylko w Gizewie, bo np. na podobnym i ciągle rozrastającym się osiedlu na Kamionku w ogóle brak jakichkolwiek oznakowań istnego labiryntu uliczek. Na dobrą sprawę nie wiadomo nawet, które domki stoją na terenie Kamionka, a które już na Szczycionku, bo oba osiedla się stykają. Wielki kłopot w związku z tym mają tam listonosze, nic już nie mówiąc o wspomnianych wcześniej służbach ratowniczych. Problemu jednak nie rozwiąże „Kurek”, bo sprawa leży w gestii gminnej rady. Ta może ustanowić nazwy ulic, ale trzeba też wiedzieć, że pociąga to za sobą rozmaite dalsze biurokratyczne procedury, m. in. wymianę dowodów osobistych, gdyż zmieniają się wówczas dane adresowe, itp. itd.

OSOBLIWE RONDO

Nieco dalej za Gizewem, jeśli poruszamy się od strony Szczytna, mamy Rudkę. Zaraz za tą miejscowością w ubiegłym roku położono asfalt na drodze do Płozów. W miejscu skrzyżowania z szosą wiodącą do Wawroch zbudowano coś w rodzaju pobocznego ronda, przy którym usytuowano przystanek autobusowy - fot. 2. Rondo ma charakter pętli autobusowej, ale jest miniaturowe i to do tego stopnia, że większy pojazd nie jest w stanie się na nim „wyrobić”, czyli zatoczyć tak wąskiego okręgu. W jakim celu je zatem wybudowano - wie pewnie tylko sam projektant. Ponadto, co obecnie modne, wokół ronda postawiono szereg barierek, które, jak się domyślamy, mają zapewnić bezpieczeństwo pieszym.

O ile część owych konstrukcji spełnia swoje zadanie, o tyle postawienie barierki od strony lasu wydaje się być pozbawione sensu - fot. 3. O co tu chodzi? - można by zapytać, barierka ma bronić pieszym wstępu do lasu? Chyba nie takie były założenia projektu. Gdyby konstrukcja stała kawałek dalej, tak jak to pokazuje czerwona strzałka na fot. 3., wszystko byłoby w porządku. Uniemożliwiałaby ona wejście na szosę, a piesi poruszaliby się wtedy za nią po poboczu drogi, stanowiącym namiastkę chodnika (żółta strzałka na fot.3).

TAJNE NUMERY I ADRES

Przy opisywanym przystanku, jak to widać na fot. 2, ustawiono pojemnik na używaną odzież, buty i zabawki. Jest to bez wątpienia pożyteczna rzecz, a poza tym na pojemniku została umieszczona lista osób (z wiadomych powodów personalia nie są pełne), które otrzymały zakupiony ze sprzedaży zebranej odzieży sprzęt rehabilitacyjny, m. in. wózki inwalidzkie.

Taka informacja przekonuje, że warto przeszukać własne szafy i komody, aby to i owo, co nam zbywa, oddać potrzebującym Poza tym świadczy o rzetelnym podejściu firmy do sprawy, ale niestety, nie do końca. Dlaczego? Oto na pojemniku zamieszczone są też dodatkowe informacje o tym kto i jak odbiera złożone do wnętrza rzeczy. Jest też „wymieniona” nazwa firmy odpowiadającej za terminowe wybieranie zawartości oraz stan techniczny pojemnika. Cudzysłów w poprzednim zdaniu nie jest omyłką, bo oto jak wyglądają rzeczone informacje - fot. 4. No, niestety, tak jak to u nas często bywa. Jak coś powstaje cennego i pożytecznego, to towarzyszy temu jakaś taka niemożność wykonania wszystkiego rzetelnie do końca. Gdzieś tak dwa, trzy lata temu pisaliśmy o podobnych pojemnikach w Szczytnie, które zostały wypełnione po brzegi i część odzieży składano potem obok, wprost na chodniku. W tamtym czasie były jednak na pojemnikach adresy i telefony do firmy, bodajże z Olsztynka, która zajmowała się wybieraniem odzieży. Zadzwoniliśmy pod wskazany numer i poskutkowało. No tak, ale gdzie interweniować, gdyby podobna sytuacja zdarzyła się teraz?

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

EGZOTYCZNE KACZKI NAD LEMANAMI

Nasz stały Czytelnik Bolesław Zaborowski dostarczył do redakcji zdjęcia ciekawych wodnych ptaków, które niedawno przyleciały na Jezioro Lemańskie. Wylądowały na jednej z kładek, pochodziły to tu, to tam a potem pluskały się w wodzie - fot. 5. Niestety, drugiego dnia gdzieś odleciały i odtąd słuch wszelki po nich zaginął. Pan Bolesław prawidłowo zidentyfikował je jako kaczki mandarynki, których naturalnym środowiskiem są Chiny, Japonia i Mandżuria.

Skąd zatem tak egzotyczne ptaki u nas na Mazurach? Rozwiązanie tej przyrodniczej zagadki można znaleźć m. in. w Wikipedii. Otóż już od stuleci, a dokładnie od XVIII wieku kaczki mandarynki z powodu pięknego upierzenia były hodowane w całej Europie. W jakiś czas potem zbiegłe osobniki utworzyły osiadłe populacje, głównie w pobliżu dużych miast, gdzie bytują do dziś i są spotykane także w Polsce. Dodajmy jeszcze, że jaskrawe barwy, takie jak na fot. 5, mają tylko samce. Samiczki są szarobrunatne i posiadają charakterystyczny wąski biały pas wokół oczu i na podgardlu. Mandarynki, co ciekawe, gnieżdżą się chętnie w dziuplach oraz budkach lęgowych, takich jakie zawieszają na drzewach leśnicy. Pisklęta opuszczają gniazdo zaraz po wykluciu, ale umiejętność latania zdobywają dopiero po 40-45 dniach. Ich puch jest tak gruby i lekki, że chroni pisklęta przy upadkach z gniazd na ziemię nawet z wysokości 10 metrów.

ZAPOMNIANY PARK

Mamy w mieście dość specyficzny, nastrojowy, ale zaniedbany park przy SP nr 3. Miejsce jest piękne i z racji wiekowych drzew, i panującej tu specyficznej, można by rzec majestatycznej aury, zupełnie innej niż na skwerze nad małym jeziorem – fot. 6.

Tutaj niepotrzebne, wręcz niepasujące byłyby alejki brukowane nowoczesną kostką. Wystarczyłyby ziemne, czy żwirowe, zaakcentowane jedynie jakimiś odpowiednimi krawężnikami. No, ale te trzeba dopiero urządzić. Na razie, jak widać na pierwszym planie (fot. 7), są tu kosze na śmieci (dość licznie rozstawione), brakuje natomiast ławeczek. To co bowiem stoi, znajduje się w stanie szczątkowym i przysiąść na czymś takim nie sposób. Miejscami park jest też nieco zdziczały – widać uschłe i powalone drzewa. Z kolei niegdyś okazały pomnik-fontanna upamiętniający kanclerza Otto Bismarcka obecnie powoli się rozpada – fot. 7. Na zdjęciu mamy widok od tyłu resztek pomnika, gdzie rozciąga się zaciemniony zakątek zaśmiecony butelkami i puszkami na napojach procentowych. W powietrzu unosi się tu przykra woń odchodów i to wcale nie zwierzęcych. Co nieco zmieni się w tym parku - niedługo zostaną ustawione nowe, eleganckie ławeczki. Jak nas informuje Krystyna Lis z UM, obecnie dobierany jest ich wgląd (i cena), aby pasowały do miejsca. Sam pamiętam z dzieciństwa małe, ale efektowne mostki drewniane przerzucone przez tamtejsze rowy. W parku wtedy jeszcze obsadzonym piękną, rzadką kwitnącą roślinnością odbywały się pikniki w Zielone Świątki, ale obchodzone ówcześnie jako rolnicze święto pod patronatem Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego.

Dziś tak po mostkach, jak i kwiatach nie ma najmniejszego śladu. Warto jeszcze dodać, że przed wojną park był znacznie większy niż obecnie. Rozpościerał się na sporej części dzisiejszych ogródków działkowych i sięgał od szkoły do ul. Kochanowskiego. Poza tym funkcjonował w nim mały amfiteatr, boiska do gier zespołowych oraz kort tenisowy. Jak wynika z zapisów historycznych, park stanowił chlubę miasta i należał do najpiękniejszych obiektów tego typu na Warmii i Mazurach. Powstał w 1906 r., a jego fundatorem był miejscowy fabrykant Richard Anders. Do niego należały grunty, na których utworzono park dla wszystkich. W obecnych czasach taka postawa obywatelska – oddanie części własnych włości na cele ogólne byłaby chyba nie do pomyślenia.

{/akeebasubs}