Bożego Ciała i sukienka biała, czyli przemarsz wiernych z Najświętszym Sakramentem ulicami Szczytna.
W uroczystości ku czci Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie z pełną świadomością brałam udział w roku 1968. Tuż po przystąpieniu do Pierwszej Komunii Świętej dostąpiłam zaszczytu „sypania kwiatów”, więc przeżycie zapadło mi w pamięci na zawsze. Ówczesna katechetka pani Jadwiga Jurkiewicz na lekcjach religii z wielkim pietyzmem wpajała nam prawdy wiary, przygotowywała do Pierwszej Komunii, czuwała też nad prawidłowym przebiegiem każdego kościelnego święta. Podczas procesji prowadziła ubrane w śliczne, białe sukienki dziewczynki, które właśnie przed Najświętszym Sakramentem nisko się kłaniały i z otwartych dłoni wysypały płatki pachnących róż, piwonii oraz innej wonnej roślinności zebranej przez dzieci i ich rodziców. Wówczas procesja szła ulicami: Kętrzyńskiego, Paderewskiego, Poznańską i wracała ulicą Konopnickiej do kościoła. Wędrowaliśmy modląc się, śpiewając, ale też podziwiając przystrojone kwiatami i świętymi obrazami okna. Zatrzymywaliśmy się przy czterech stacjach, prosząc o oddalenie nieszczęść: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas, Panie”... Podczas procesji zawsze było ciepło, a tuż po jej zakończeniu zwykł padać deszcz.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W tamtych czasach wierni zadawali sobie dużo trudu, by pięknie udekorować domowe okna, a okna naszego mieszkania przy ulicy Konopnickiej 68 tuż przed kościołem, moi rodzice przemieniali w unikatowy ołtarzyk. Mój ojciec przywoził dwie brzózki, które swoim sposobem przymocowywał do okiennej futryny. Mama zrywała z ogrodu piwonie oraz inne kwiaty i stawiała je w wazonach na parapecie. Okno obowiązkowo zasłonięte było białym płótnem, do którego szpileczkami pracowicie przypięte były kwiaty głogu, a pośród tej kwietnej kaskady królował obraz z wizerunkiem Jezusa Chrystusa klęczącego w Ogrójcu. Wystrój budził podziw, ale i też pożądanie, bowiem ci wszyscy, którym nie udało się zerwać gałązek brzozowych z czterech stacji, w tej piątej, nieoficjalnej, ale poświęconej przez księdza Batowskiego w te gałązki się zaopatrywali. Mimo że wielkie spustoszenie powstawało na naszym oknie, to rodzice co roku zadawali sobie dużo trudu, aby je udekorować. Po procesji prawie wszyscy wracali do domów, niosąc w rękach gałązki brzozowe. Miały one niezwykłą moc. Zatykane za świętym obrazem zapewniały Bożą opiekę i chroniły przed złymi duchami. Umieszczane w ziemi na polu lub w ogrodach gwarantowały urodzaj. Ja sama już jako dorosła osoba z procesji przynosiłam i w ziemię na działce wtykałam taką brzozową, pochodzącą z ołtarza Bożego Ciała gałązkę. Mimo że na przestrzeni lat uczestniczyłam w wielu procesjach wiodących bocznymi i głównymi ulicami, to najbardziej pamiętam tę, gdy w białej sukience ulicami Szczytna wędrowałam i kwiatami sypałam.
Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}
