Przedłużone święta

Święta, święta i już po... Minęły one szybko i jeden z nielicznych śladów, jaki po nich pozostał to iluminacja świetlna miasta wraz z życzeniami "Wesołych Świąt" świecącymi jeszcze w środę (7 stycznia) na ratuszowej wieży. Na owe nieaktualne życzenia zwrócili mi uwagę Czytelnicy - trudno się z nimi nie zgodzić, jednak w kwestii świątecznej iluminacji miasta miałbym inne zdanie. Ta niechby uchowała się jak najdłużej, bo miasto wygląda dzięki niej bardzo urokliwie. Świadectwem minionego czasu radości i zabawy są także wiszące do dzisiaj na ogłoszeniowych słupach liczne plakaty zapraszające na rozmaite gwiazdkowe imprezy. Pośród nich i takie, które oprócz wspaniałej zabawy obiecywały także promocję alkoholi kolorowych. I to nie jakąś tam marną, a wysoką, czy raczej mocną, jak na alkohol przystało, bo aż 40% (fot. 1)!

Ćwiartka żołądkowej gorzkiej, alkoholu bez wątpienia kolorowego, kosztuje 10,10 zł. Przy 40% obniżce trzeba by dać 6,10 zł, czyli mniej więcej tyle, ile za markowe, zagraniczne piwo, albo dwa nasze. Tak niska cena zachęca do wzmożonych zakupów i w konsekwencji do nadużycia alkoholu, co z kolei może objawić się obniżoną sprawnością umysłową. Tak, jak podejrzewam, stało się w przypadku autora plakatu, który ani chybi pierwszy padł ofiarą promocji. Gdyby bowiem nic a nic wcześniej nie wypił, nie napisałby wyrazu alkohol, tak jak to napisał, czyli z ortograficznym błędem (na fot. 1 zostało to podkreślone białą linią).

Z innych ciekawszych plakatów dają się zauważyć te promujące pewien "ekskluzywny" kalendarz, jaki miał ukazać się w feralny piątek 13 grudnia minionego roku. Minął miesiąc z okładem, a plakaty wciąż oblepiają trzy, spośród czterech energetycznych słupów, jakie stoją wokół skrzyżowania ze światłami (fot. 2).

I już nie chodzi o to, iż niektóre są w opłakanym stanie, lecz o to, iż do tej pory nikt ich nie usunął, a do estetycznych ozdób z pewnością nie należą.

DZIEŃ ZWYCIĘSTWA

Powoli, małymi kroczkami zbliża się pewna rocznica. Oto 23 stycznia 1945 r. miasto nasze wydarte zostało III Rzeszy i przeszło do rąk radzieckich, w rezultacie czego wkrótce stało się polskie. Fakt ów, ale na swój sposób, upamiętnia jeden z nielicznych szczycieńskich pomników stojących u wrót Zespołu Szkół nr 2 przy ul. Polskiej.

Obecnie pomnik (fot. 3), czy też jak inni uważają anty-pomnik, pokryty grubą warstwą śniegu, ukrywa wyryte na płytach inskrypcje, które z prawdą historyczną niewiele mają wspólnego.

Choć bowiem mamy już dawno za sobą pierwszą dekadę istnienia III Rzeczypospolitej, kraju wolnego i niepodległego, to nadal granitowe tablice głoszą, iż 23 stycznia 1945 r., Szczytno zostało wyzwolone, a wolność przyniosła Armia Radziecka.

Wynika stąd, iż wszyscy żyjemy w jakiejś dziwacznej, niewiele mającej wspólnego z obecnymi i historycznymi realiami epoce. W związku z tym proponuję władzom miasta, aby przygotowały 23 stycznia jakiś capstrzyk, czy inny rodzaj manifestacji ku czci wyzwolicieli. W ten sposób stanie się zadość treściom wyrytym na tablicach.

PS.

Ów pomnik o wątpliwych walorach estetycznych, głoszący w dodatku zamiast prawdy fałsz historyczny stoi tuż u wrót placówki edukacyjnej. Jest to swoiste kuriozum - ciekawe, co na to nauczyciele? Młodzi, tj. uczniowie niewiele bowiem sobie z tego robią, traktując rzecz w kategoriach ściśle praktycznych. Dwie okalające pomnik ściany-murki wykorzystują jako swojego rodzaju wiatrochrony. Kryjąc się w ich zaciszu, palą tam papierosy. Wskazuje to biała strzałka na fot. 3, zaś wynik z sesji palenia w dniu 10 stycznia obrazuje fot. 4.

Widać, iż młodzi palą głównie "LM-y" zaś ci, co "jarają" "Monte Carlo" są w wielkiej mniejszości, ale tak jedni, jak i drudzy nie wykazują zamiłowania do porządku, czy czystości. Porzucają puste opakowania byle gdzie, nawet prosto pod nogi, choć kilka kroków dalej stoją kosze na śmieci.

FELIETON OPTYMISTYCZNY

czyli rzecz o tym, że można pękać ze śmiechu, nawet wtedy, kiedy jest nam smutno

Winien jestem przeprosimy Czytelnikom za wyjątkowo chudzieńką (oj, chudzieńką) kronikę, jaka ukazała się w poprzednim numerze. Cóż, ostatnio naszły mnie przypadłości dwojakiej natury (fizycznej i duchowej), więc z dyspozycją, jak u Małysza, marnie.

Ledwo zdążyłem się obejrzeć, nadszedł Nowy Rok. Stary był ni taki, ni siaki, a ten jaki będzie - nie wiadomo i to nie nastraja optymistycznie. W dodatku zdałem sobie sprawę, że za mną już ponad pół wieku. Teraz leci już z górki (i to zatrważająco szybko), czyli widoki na przyszłość mizerne. Wokół pachnie odradzającą się komuną, krzewi się libertynizm, za pomyłkę w PIT-ach można iść do paki, słowem zgroza!

Życie jednak toczy się dalej, nieubłaganie mijający czas porywa nas swym wartkim nurtem, no i nie ma wyjścia - trzeba robić dobrą minę do złej gry. Ale jak?

Skąd znaleźć tyle sił, kiedy nie ma się nawet ochoty na sen. Leżę sobie w nocy na kanapie, przewracam z boku na bok i nic. Sen nie nadchodzi. Co u licha? Sięgam po rozmaite książki, ale to zbyt niebezpieczne, bo niektóre porwać mogą tak, iż ani się obejrzymy, a za oknem świt. Co zatem robić? Ano, wydawało mi się, znalazłem wyjście. Sięgnąłem po iluś tam tomową Encyklopedię Powszechną PWN, wszak tak nudna i wybitnie mało porywająca lektura znuży mnie kompletnie, powieki same opadną, oddam się bezwolnie królestwu nocy, nie wiedzieć kiedy wpadając w objęcia Morfeusza...

Nic z tego, okazuje się, iż czytanie, zwłaszcza na wyrywki, tego naukowego dzieła może przynieść zgoła nieoczekiwane skutki - rozśmieszyć i ubawić po pachy.

M jak moment

Jest takie dwuczłonowe hasło, brzmiące dość pikantnie, choć pochodzi z dziedziny atomistyki. Łączy określenia takie: spin, dipolowy moment magnetyczny i elektryczny oraz moment kwadrupolowy. Jak ono brzmi? Pewna podpowiedź tkwi w definicji: konkretnie chodzi o moment jądrowy!

Skojarzenia (zwłaszcza w nocy) budzą się zupełnie inne i jest już nieco weselej.

A co to jest dwubramnik? Nazwa nam tego nie wskaże, bo chodzi o... czwórnik elektryczny. No, kto domyśliłby się tego, że czwórnik może być zwany przekornie dwubramnikiem (to taka specyficzna konfiguracja połączeń elektrycznych).

Komedia pomyłek

Jak usnąć nad tak frapującą lekturą? A skoro zabawa i komedia, to coś skusiło mnie, aby wyszukać hasło Molier, wszak to mistrz tego gatunku.

Okazuje się, że z pozoru bezimienny Molier (Moliere) ma jednak imię i nazwisko, a całość brzmi tak: Jean Babtiste Puquelin. W swoim czasie był mistrzem gatunku łączącym commedia dell' arte z farsą, co owocowało przezabawnymi dziełami scenicznymi, m.in. "Chorym z urojenia". Tak też i ja, doszedłem do wniosku, że przypadłości moje bardziej są urojone niż rzeczywiste, bo Naczelny w nie nie uwierzył, nic więc nie pozostało, jak pojawić się w biurze i wziąć do roboty.

BARAKOWÓZ Z KURKAMI

- Komu teraz podpadliście, bo, jak widzę, znowu zostaliście eksmitowani - usłyszałem kilka dni temu w telefonicznej słuchawce głos znajomego czytelnika, żądnego najnowszych sensacji.

Jedyną moją reakcją było ogromne zdziwienie, bo cóż to znowu za insynuacje. Wszak siedzę sobie w ciepełku, w dobrze ogrzanych redakcyjnych pomieszczeniach, za oknem mróz - 20oC, a ja bynajmniej, nigdzie się nie wyprowadzam.

- Co znowu - w końcu przemówiłem - skąd myśl o eksmisji?

Mój rozmówca na to, że widział nową "kurkową" siedzibę, że wygląda ona na tymczasową, czy też polową, bo jest na kółkach, a mieści się przy ul. Kolejowej.

Cóż było robić. Naciągnąłem czapkę na uszy, mróz, nie mróz trzeba zobaczyć co to takiego stoi przy wzmiankowanej ulicy. I jak myślicie Szanowni Czytelnicy, co tam ujrzałem?

Ano obiekt widoczny na fot. 5. Ów drewniany barakowóz, w istocie, można by wziąć za rodzaj zapasowej siedziby redakcji "Kurka", wszak opatrzony jest on dwoma emblematami, jakby żywcem wziętymi z winiety naszego pisma.

- Co zacz? - pomyślałem i zastukałem do drzwi tajemniczego obiektu, aby przekonać się co się wewnątrz kryje.

Niestety, drzwi okazały się na głucho zamknięte, wewnątrz nikogo. Czyja jest to zatem siedziba - nie wiadomo, ale na pewno nie naszej redakcji. Mogę uspokoić Czytelników - nigdzie nas nie eksmitowano.

2003.01.15