Część przywożonych do oczyszczalni w Dźwierzutach ścieków trafiała tam nielegalnie. Nie przechodziły one przez urządzenie miernicze, przez co gmina ponosiła finansowe straty. Przyłapani na gorącym uczynku sprawcy ponieśli konsekwencje finansowe. Jeden z nich w ramach rekompensaty zakupił kamery, dzięki czemu obiekt jest teraz pod ciągłą obserwacją.
Mechanizm był taki. Jeden z przedsiębiorców zajmujący się opróżnianiem szamb ich zawartość dostarczał do oczyszczalni w Dźwierzutach. Do obiektu trafiały one jednak nie poprzez urządzenie miernicze, a rezerwowy wpust, pozbawiony liczników, służący na wypadek awarii.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
był bezsilny, bo nie mógł sprawców przyłapać na gorącym uczynku. Po otrzymanym donosie sam postanowił w niekonwencjonalny sposób, którego nie chce ujawnić, sprawdzić, czy rzeczywiście na oczyszczalni dochodzi do nielegalnego zrzutu ścieków. To się potwierdziło. Zidentyfikowani sprawcy zgodzili się ponieść konsekwencje finansowe. Pracownikowi oczyszczalni zostały potrącone pobory, a przedsiębiorca w ramach rekompensaty zakupił cztery kamery. Teraz cały obiekt jest objęty monitoringiem. - Sprawę załatwiono natychmiast i ona już się nie powtórzy – mówi Kazimierz Skonieczny, uznając sprawę za zakończoną. O wszystkim poinformował wójt Mariannę Szydlik, która zaakceptowała jego sposób działania. To nie podoba się radnemu Kazimierzowi Malikowi. - Oczyszczalnia jest własnością gminy. To nie prywatny folwark, że można na nim robić co się chce. Tego rodzaju nadużycia mają inny tok postępowania – twierdzi Malik. Według niego powinno być wyjaśnione to jak długo trwał proceder, ile podmiotów brało w nim udział i jakie straty poniosła gmina. Ma też nadzieję, że odpowiedź na te pytania zostanie podana do publicznej wiadomości.
(o){/akeebasubs}
