Na orliku przy ul. Kasprowicza dochodzi do niepokojących zdarzeń z udziałem młodzieży. Radna Ewa Czerw alarmuje, że odbywa się tam handel narkotykami, mają miejsce akty przemocy, rozboje i groźby karalne. Ofiarą rozwydrzonych nastolatków, którzy dopuszczają się tych czynów padł jej prawnuczek, a sprawa trafiła na policję.

Przemoc na orliku
Ewa Czerw: - Nie może być tak, że w mieście tworzą się jakieś młodzieżowe gangi

O tym, że na orliku przy ul. Kasprowicza dochodzi do bulwersujących sytuacji z udziałem nastolatków, informowała podczas wtorkowego posiedzenia komisji budżetu i finansów radna Ewa Czerw. Dopytywała burmistrza Krzysztofa Mańkowskiego, kto nadzoruje obiekt w czasie wakacji. - Odbywa się tam handel narkotykami, dochodzi do znęcania się nad dziećmi poprzez przypalanie ich papierosami, mają też miejsce rozboje – alarmowała radna, zdradzając, że kilka dni temu ofiarą rozwydrzonych nastolatków gromadzących się na boisku padł jej prawnuczek.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Sprawa została zgłoszona policji, bo chłopcu sprawcy zabrali rower i kierowali pod jego adresem groźby karalne. Radna Czerw ma przy okazji uwagi do działania szczycieńskiej komendy policji. - Kiedy dokonano zgłoszenia, dyżurny odpowiedział, żeby zrobić to później, gdy wróci z urlopu policjantka zajmująca się nieletnimi – relacjonuje Ewa Czerw, emerytowana wykładowczyni szkoły policji.

Burmistrz Krzysztof Mańkowski przyznaje, że dopiero od niej dowiaduje się o bulwersujących incydentach na orliku. Wcześniej, jak mówił, miał wiedzę jedynie o występujących tam aktach wandalizmu. Włodarz tłumaczy, że boiska orlik są otwarte dla wszystkich, a Miejski Ośrodek Sportu tylko nimi administruje, delegując pracowników do utrzymania porządku. - Kiedyś było dofinansowanie na zatrudnienie instruktorów, ale po dziesięciu latach od otwarcia obiektów się skończyło – mówi Mańkowski. Dodaje, że w bazie wodnej MOS-u od 6.00 do 22.00 zawsze przebywa pracownik, ale zajmuje się on wyłącznie zapleczem sportowym. Apeluje, aby wszelkie przypadki niewłaściwych zachowań młodzieży zgłaszać administratorowi obiektu. Zaraz jednak zastrzega, że MOS dysponuje zbyt małą obsadą kadrową, aby pilnować tego, co się dzieje na orliku.

Ewa Czerw dziwi się, że nikt nie może sobie poradzić z grupą zdemoralizowanych nastolatków. - Nie może być tak, że w mieście tworzą się jakieś młodzieżowe gangi – mówi.

(ew){/akeebasubs}