Przyjęcie zasady, że cena nie może być jedynym czynnikiem decydującym o wyborze oferty jednych cieszy, innych martwi. Przedstawiciele władz samorządowych obawiają się, że teraz procedury przetargowe znacznie się wydłużą, bo wykonawcy będą mieli preteksty do składania odwołań.
NIE TYLKO CENA
Cena przestanie być wyłącznym kryterium rozstrzygania przetargów, a wykonawcy mają zatrudniać ludzi na etat – przewiduje przyjęta przez Sejm nowelizacja Prawa zamówień publicznych. Teraz kryterium najniższej ceny będzie można stosować jedynie w przypadku przedmiotów zamówienia publicznego, które są powszechnie dostępne na rynku i mają ustalone standardy jakościowe.
ZADOWOLONY PRZEDSIĘBIORCA
Przyjęte zmiany chwali Tadeusz Szyszka, właściciel miejscowego przedsiębiorstwa „Szysz-Bud” zajmującego się remontami „od A do Z”. - Obowiązujący jeszcze dziś dyktat najniższej ceny jest bardzo dużą głupotą – uważa przedsiębiorca. Często bowiem przetargi wygrywają obce, nieznane i niewiarygodne firmy, które zainteresowane były maksymalnym cięciem kosztów. Stawkę za godzinę pracy kalkulują nawet poniżej połowy płacy minimalnej, czy zatrudniają ludzi na czarno, unikając płacenia podatków. - Ci, którzy zatrudniają na umowę o pracę, mają zdecydowanie mniejsze szanse na zdobycie kontraktu – dodaje Szyszka, który prowadzi firmę już od 26 lat.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Na stałe zatrudnia 11 osób i dodatkowo kilka lub kilkanaście w sezonie letnim.
Innym utrapieniem w obowiązujących przepisach było niedostateczne zabezpieczenie interesów podwykonawców. - Sam straciłem kupę pieniędzy, gdy wynajmująca mnie firma upadła. Do dziś nie otrzymałem 900 tys. zł.
Niektórzy zleceniodawcy, jak np. WSPol., do kryteriów przetargowych wprowadzają także referencje i doświadczenie. - Dzięki temu wygrałem u nich przetarg, chociaż byłem droższy od konkurentów – mówi Tadeusz Szyszka.
KONIEC ŚWIĘTEGO SPOKOJU
Zazwyczaj jednak zleceniodawcy dla świętego spokoju odstępują od innych kryteriów niż cena. Tak też czynią szczycieńskie samorządy. Ich przedstawiciele przyznają otwarcie, że czynią tak ze strachu przed zarzutami o niegospodarność czy korupcję. To skutkuje tym, że nabywane są usługi czy towary o najniższej wartości, niezależnie od ich jakości czy późniejszych wysokich kosztów eksploatacyjnych.
- Inne kryteria wstawiane do przetargu są bardzo trudno ocenialne, co zachęca do składania protestów – tłumaczy wójt Świętajna Janusz Pabich. W takim przypadku, gdy termin wykonania inwestycji się opóźni, gminie grozi utrata dofiansowania. - Mamy już tu przykre doświadczenia – dodaje wójt. Dlatego sceptycznie podchodzi do zapowiadanych zmian. - Jak decyduje cena, to każdy może łatwo porównać, a tak znów pojawią się problemy z terminowym rozstrzygnięciem przetargu. Procedury będą się przeciągać w nieskończoność – przepowiada.
Podobnie uważa wójt Wielbarka Grzegorz Zapadka.
- Teraz dopiero zacznie się jazda z wykonawcami. Brak jasnych kryteriów sprawi, że będą ciągłe protesty. To będzie dla nas spory kłopot - dzieli się swoimi obawami wójt Wielbarka.
(o)
{/akeebasubs}
