... taka na dobre i złe, do zwierzania, do szczytów zdobywania, a nawet do czytania. Przyjaźń w życiu każdego człowieka jest wartością ważną, cenną i potrzebną. Obok siebie zawsze chcemy mieć kogoś takiego, komu powierzymy sekrety i podzielimy się radością lub smutkiem.

Przyjaciółka...
Na zdjęciu z lewej strony Autorka z przyjaciółką Haliną Biziuk zdobywa Śnieżnik. Obok mama Autorki Danuta Saj (z lewej) z przyjaciółką Agatą Rajczyk

Moja pierwsza przyjaciółka miała na imię Ela i pojawiła się obok mnie w szkole podstawowej. Siedziałyśmy w jednej ławce, a podczas przerw, trzymając za ręce, spacerowałyśmy po korytarzu. Spotykałyśmy się też po lekcjach, grałyśmy w klasy, chłopa, oglądałyśmy i kolorowałyśmy gazety.

W moim domu ważną gazetą była „Przyjaciółka”. Mama dbała, by regularnie była czytana, a nie było to łatwe. W latach 70. w kioskach czasopisma nie leżały ot tak sobie. Z uwagi na limitowaną serię, podlegały prenumeracie i niestety rozchodziły się po znajomości. Dla nas gazety zamawiała znajoma. Gdy nadchodził czas odbioru mama mówiła: „Idź do Gołaszewskiej po Przyjaciółkę”. Biegłam do kiosku i recytowałam: „Poproszę Przyjaciółkę z teczki Kulenty”. Wówczas pani Gołaszewska z uśmiechem podawała upragniony egzemplarz.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Kiosk Ruchu na pl. Juranda – jedyny w mieście, który przypomina kioski z dawnych czasów

W Szczytnie w czasach mojego dzieciństwa było wiele kiosków „Ruchu”. Ten przy ulicy Konopnickiej nazywaliśmy „u Gołaszewskiej”, ten przy ul. Odrodzenia „u Gastołka”. Zapewne inne też były nazywane nazwiskami sprzedających tam osób, ale tego nie pamiętam. Za to mam fajną kolekcję „Przyjaciółek” z lat 80. i przyznaję, że zawierają ciekawe, ponadczasowe treści. Przeglądając mój zbiór zwróciłam uwagę na cenę, kształtowała się tak: w styczniu kosztowała 40 zł, w czerwcu 60 zł, w sierpniu 75 zł, a w listopadzie 100 zł. „Przyjaciółka” nadal jest dostępna w sprzedaży i obecnie kosztuje tylko 1,99 zł. Zakupiłam taką w kiosku Ruchu na placu Juranda – jedynym w Szczytnie przypominającym tamte, z moich czasów. Jednak od tych archiwalnych, obecna gazeta różni się bardzo. Dawniej było więcej treści i tylko kilka kolorowych zdjęć (stąd pomysł na kolorowanie), teraz dużo kolorowych zdjęć, a treści mało.

Wiadomo, że przyjaźń jest bezcenna, a ja osobiście staram się być taką osobą, na którą można zawsze liczyć, której się ufać i na której polegać... Zwykłam też mawiać: „moje słowo droższe od pieniędzy” i dotrzymywać danego słowa. Nie jest to łatwe, ale w moim przypadku wykonalne. Mam też wielkie szczęście, bo mam przyjaciółki, takie do „tańca i do różańca”.

Kolekcja „Przyjaciółek” z lat 80.

Przeglądając albumy natrafiłam na fotkę mojej mamy z przyjaciółką Agatą Rajczyk. Dwie piękne, młode kobiety i zatrzymany w kadrze czas. Zaczęłam dopytywać mamę o koleżankę. Mama z ochotą opowiedziała o pracującej w szkole w Piasutnie przyjaciółce, o tym jak na motorze z mężem Tadeuszem, też nauczycielem, przyjeżdżali do Szczytna. Wspominała też czas rozstania, bowiem w latach 70. przenieśli się do Częstochowy do rodzinnej miejscowości Tadeusza. Jednak odległość nie utrudniła kontaktów, znam i pamiętam panią Agatę, a na wspomnianym zdjęciu wygląda jak jej córka Urszula. Miałam okazję podczas letnich wakacji z rodziną Agaty Rajczyk spędzać  w Szczytnie czas. Miło wspominam tamte chwile, ale  ciągle wypytuję mamę o przeszłość. Ostatnio, gdy wieczorem poprosiła o różaniec, nasze ręce się spotkały i wówczas mama przytuliła moją dłoń do policzka i powiedziała: „Było koło mnie wiele osób, ale teraz to ty jesteś moją jedyną przyjaciółką. Na ciebie czekam każdego dnia i modlę się, byś była zdrowa”. Wówczas pomyślałam sobie, że koło mnie naprawdę jest wiele osób, ale zawsze była, jest i będzie matka. To ona dała mi życie, to ona mnie ukształtowała i moją przyjaciółką na zawsze została.

Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}