Orlen Reklama Top

 

Niedawno niektórzy z nas uczestniczyli w Dniu bez Samochodu (patrz str 9), który wieńczy Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu. Główną ideą tego przedsięwzięcia jest uwolnienie miast, przynajmniej na kilka godzin, od samochodów osobowych, gdyż okazuje się, że nasze wymarzone autka, choć pozornie wygodne i praktyczne, potrafią negatywnie wpływać na jakość naszego życia – rozleniwiają, poza tym są hałaśliwe i w dodatku wytwarzają chmury smrodliwych spalin. Ponadto z tego powodu, że coraz więcej pojazdów mechanicznych porusza się po ulicach, rośnie prawdopodobieństwo kolizji lub wypadku. Poza tym dochodzi jeszcze i inna zmora - korki w godzinach szczytu. Słowem życie w mieście bez samochodu jest nie tylko możliwe, ale byłoby także o wiele przyjemniejsze.

PUSTKA WYMUSZONA

Kiedy 21 września w godzinach przedpołudniowych „Kurek” przechodził obok placu Juranda, ku wielkiemu zdziwieniu zauważył, że jest on prawie pusty - fot. 1. Stały tam tylko dwa auta, a wiadomo, że na placu parkują przede wszystkim pracownicy ratusza.

Przyjemniej bez aut

Jest jednak pośród nich pewna dama - pani burmistrz, która należy do nielicznej grupki chodzącej do pracy pieszo. Czyżby tego szczególnego dnia - zrodziło się pytanie - wszyscy wzięli z niej przykład i dotarli do ratusza waląc z tzw. buta? Nic bardziej mylnego. Wjazd na plac, aby nie było obciachu, został po prostu zamknięty już od rana. Wskutek tego, w myśl zasady jak nie kijem go, to pałką, zmotoryzowani zostali po prostu zmuszeni nie tyle do pozostawienia swoich aut w garażach, co zaparkowania ich w innym miejscu.

No i niestety, wszystkie zatoczki parkingowe przy ul. Odrodzenia i Polskiej oraz cała ul. Spacerowa oraz Kasprowicza były zastawione po brzegi. Na ulicach miasta panował zaś ruch, jak w każdy inny dzień, a może nawet większy - fot. 2. Przeglądając internet, aby zorientować się, co działo się podczas Dnia bez Samochodu w innych miastach kraju, przekonaliśmy się, że wszędzie było podobnie - mało kto rezygnował z jazdy samochodem. Jak podała internetowa gazeta.pl kierowcy woleli tkwić w korkach, niż poruszać się środkami komunikacji publicznej czy rowerami.

Przy okazji na stronie www.polskanarowery.pl natrafiliśmy na ciekawą ilustrację obrazującą ile przestrzeni potrzeba do transportu tej samej grupki ludzi w przypadku poruszania się a) samochodami osobowymi, b) rowerami, c) autobusem - fot. 3. Ilustracja ta pokazuje wady transportu ludzi autami osobowymi i od razu widać, dlaczego w miastach tworzą się korki.

TYLKO W NIEDZIELĘ

Jeden z naszych Czytelników, pan Romuald, oczywiście uczestniczący w Dniu bez Samochodu, powiedział nam, że urządzanie takiej imprezy w normalny dzień roboczy mija się z celem. Motywował to tak: ulice tego dnia, jak w każdy inny powszedni są zapełnione, bo ludzie śpieszą swoimi autami bądź autobusami do pracy lub na zakupy, albo po prostu załatwiają na mieście różne sprawy. Nasz Czytelnik akurat wrócił z Brukseli, gdzie był świadkiem obchodzonego tam Dnia bez Samochodu w niedzielę 11 września. Ponieważ był to wolny dzień od pracy i nauki, brukselczycy bez kłopotów mogli pozostawić swoje auta w garażach i wylec na ulice pieszo.

- Główne arterie Brukseli pozostawały tej niedzieli rzeczywiście puste. Widać było tylko rowerzystów, rolkarzy i spacerujące środkiem ulic całe rodziny z dzieciakami - mówi pan Romuald i dodaje, że był to niesamowity widok, a i towarzyszyła temu niezwykła atmosfera.Tak powinien wyglądać, jego zdaniem, Dzień bez Samochodu także i u nas w Szczytnie - fot. 4.

OGRANICZONA WIDOCZNOŚĆ

Skoro obracamy się wokół problemów komunikacyjnych dodajmy jeszcze kilka słów o skrzyżowaniu ul. Targowej z ul. Leyka. Z tej pierwszej, jak skarżą się nasi Czytelnicy, ciężko jest wyjechać na ul. Leyka, szczególnie gdy zamierzamy skręcić w lewą stronę, w kierunku ronda. Dzieje się tak dlatego, że na chodniku parkują samochody, mocno ograniczając widoczność - fot. 5.

Wskutek tego nie widać czy coś nie nadjeżdża z prawej, no i w takiej sytuacji nietrudno o jakąś kolizję, zwłaszcza, że w dni targowe panuje tutaj spory ruch. Cóż, po renowacji ul. Konopnickiej i Leyka, kiedy otrzymały one nowy dywanik asfaltowy, na całej praktycznie ich długości obowiązuje obecnie zakaz zatrzymywania się i postoju. Przy czym nigdzie indziej, a właśnie przy opisywanym skrzyżowaniu ów zakaz nie dotyczy chodnika, no i stąd te kłopoty. Naszym zdaniem miejskie służby odpowiedzialne za organizację ruchu powinny raz jeszcze zastanowić się nad sensem takiego oznakowania, czy nie warto byłoby przesunąć owego znaku kilka metrów dalej w głąb ul. Leyka.

WANDALE NIE ODPUSZCZAJĄ

Właśnie w tym numerze „Kurka” zamierzaliśmy napisać o tym, jak to miejskie służby porządkowe szybko uporały się z naprawą zniszczeń, których dokonali wandale na dydaktycznej ścieżce i jej przyległościach przy Małej Bieli.

Przy okazji także je pochwalić, ale... Nim sięgnęliśmy za pióro, otrzymaliśmy sygnał od jednego z Czytelników, że znowu na ścieżce grasowały jakieś bandziory, bo pogięty został znak drogowy stojący od strony ul. Sportowej. Gdy zjawiliśmy się na miejscu informacja, niestety, potwierdziła się - fot. 6.

Ale żeby tylko... Kiedy korzystając z okazji, bo piękna pogoda utrzymuje się już od kilku dni, urządziliśmy sobie mały spacer w głąb ścieżki z przerażeniem odkryliśmy inne zniszczenia i to przekraczające te, które opisywaliśmy w „KM” nr 36/11. Obecnie zostały wyrwane z ram aż trzy blaszane tablice, a płyty podkładowe rozbito w drobny mak – fot.7. Kolorowe poglądowe tablice zostały porzucone w okolicznych trzcinach, pośród rozmaitych nieczystości wyrzuconych tam zapewne przez innych obywateli. Ale wszelkiego rodzaju odpadki, wydaje się, są ich ulubionymi i nieodłącznymi atrybutami, bo wandale lubią także penetrować kosze na śmieci i wydobywać z nich pełne smrodliwych odpadków metalowe wkłady.

Przy ścieżce wiodącej wzdłuż parkingu samochodowego obok targowicy między stojącymi tam ławkami widać betonowe kosze na śmieci, które pozbawione są jednak owych metalowych wkładów. Gdy rozglądaliśmy się w ich poszukiwaniu po okolicy, dostrzegliśmy wydeptaną w trzcinie ścieżkę wiodącą w głąb bagna. Właśnie na końcu tego szlaku spoczywały śmietnikowe wkłady - fot. 8.