Orlen Reklama Top

 

Przystanek bez daszka i ławeczki

Na ul. Polskiej, niemal naprzeciwko poczty, stał przystanek miejskiej komunikacji autobusowej. Nie jakiś byle jaki, ale z daszkiem, ławeczką oraz drzewkiem. Po remoncie nawierzchni ulicy, choć teraz urządzony jest w specjalnej zatoczce, wygląda zupełnie inaczej, niestety, bardziej ubogo.

- Gdzie podziała się ławeczka, gdzie przepadł daszek i dlaczego wykarczowano drzewko, które rosło nieopodal - zapytuje "Kurka" starsza pani, która często korzysta z tego przystanku.

Istotnie, obecnie jest on ogołocony ze wszelkich typowych elementów, a na to, że zatrzymują się tutaj autobusy wskazuje jedynie tabliczka z umyślnym piktogramem - fot. 1.

Największą zmorą korzystających z tak ogołoconego przystanku były upały.

- Brak daszka i drzewka, które dawały zbawczy cień oraz ławeczki, na której można byłoby spocząć i odsapnąć, spowodowały kilka przypadków utraty przytomności pośród osób oczekujących na autobus - mówi kobieta.

Potwierdza to personel jednego ze sklepów usytuowanych tuż przy przystanku. Z informacji, jakich nam udzielono, wynika, że osoby czekające na miejski środek lokomocji często wchodziły do tej placówki handlowej, szukając cienia i ochłody. Właściciel podawał im wodę, a w dwóch przypadkach, kiedy starsze panie goszczące w sklepie zasłabły, wzywał pogotowie.

Teraz lato już się kończy, wraz z nim przeminęły i upały, ale przecież wkrótce nadejdzie jesień, która, jak to bywa w naszym klimacie, jest na ogół bardzo deszczowa. Zatem wydaje się, że daszek powinien być, no i ławeczka...

- Poprzedni przystanek miał konstrukcję starego typu, składającą się z małego, kanciastego daszka i umieszczonego pod nim ciasnego siedziska, na dwie, góra trzy osoby - wyjaśnia "Kurkowi" Jan Lis, szef szczycieńskiego MZK.

Po remoncie miał tu powstać przystanek z prawdziwego zdarzenia, taki, jaki stoi np. przy nowo powstałym placu po zburzonym kinie "Jurand" - fot. 2.

Szkopuł jednak w tym, że na razie nie ma na niego pieniędzy. Urząd Miejski miał sypnąć groszem, ale jak dotąd są to tylko czcze obiecanki.

PRZYSTANEK WIDMO

Inny tajemniczy quasi-przystanek frapuje z kolei mieszkańców ul. Chopina. Niedawno remontowano tam fragment nawierzchni ulicy przy zbiegu z ulicą Pasymską i zbudowano dwie naprzeciwległe zatoczki - fot. 3.

Jedna z nich, co widać po prawej stronie fotografii, to zatoczka, gdzie każdy może się zatrzymać, ale lewa to już coś innego, bo namalowano na niej linię łamaną (szczegół w białym otoku). Tak namalowana stanowi znak poziomy P-17, popularnie zwany "linią przystankową" i wskazuje długość odcinka drogi, na którym zabrania się zatrzymywania pojazdów niebędących środkami komunikacji publicznej.

No tak, chodzi jednak o to, że w tym miejscu żaden autobus komunikacji miejskiej się nie zatrzymuje. "Kurek" zapytał zatem szefa szczycieńskiego MZK, co to wszystko ma znaczyć.

- Nad te zatoczki przeniesie się obecne przystanki usytuowane u wylotu ulicy, ale stanie się to wówczas, gdy dokonamy reorganizacji ruchu na linii nr 1, co wymaga nieco czasu - tłumaczy Jan Lis.

Hm, a to nie można było tego wszystkiego obmyślić przed remontem, tak, aby nowe przystanki mogły funkcjonować z chwilą oddania przebudowanej nawierzchni do użytku?

POTĘGA ŻYWIOŁÓW

Asfalt pokrywający nawierzchnię ulicy Bartna Strona, tuż za skrzyżowaniem z ul. Sybiraków po każdej większej ulewie zasypywany jest żwirem pomieszanym z piaskiem. I nie są to jakieś mało znaczące ilości, bo na ulicy tworzą się bardzo pokaźne nasypy - fot. 4.

Skąd bierze się ów ziemny materiał? Ano zostaje wypłukiwany ze stromej, biegnącej ostro w górę odnogi ul. Bartna Strona, która wiedzie do posesji nr 52 i gospodarstwa ogrodniczego - fot. 5.

Nawierzchnia tego odcinka, choć jest gruntowa, to utwardzona, ale mimo to woda opadowa wypłukuje stąd już nie kilogramy, a tony kamyczków, żwiru i piasku.

Aby sobie uzmysłowić rozmiar spustoszeń, jakich dokonuje większa ulewa, wystarczy spojrzeć na szczegół zaznaczony na fotografii białym otokiem. Jest to wylot studzienki burzowej, której pokrywa pierwotnie znajdowała się na tym samym poziomie co nawierzchnia ulicy. Teraz wystaje kilkanaście centymetrów ponad jej poziom - tyle ubyło stąd gruntu!

BŁYSKAWICZNA REAKCJA

Piasek i żwir zalegał na ul. Bartna Strona dobrych kilka dni i nic się nie działo. Wreszcie "Kurek", straciwszy cierpliwość, chwycił za aparat fotograficzny i wykonał powyższe zdjęcia, czemu asystowało kilku mieszkańców.

- Dobrze, że "Kurek" to fotografuje, bo dopiero wówczas służby drogowe zrobią porządek. Trzeba je gonić, bo inaczej się nie ruszą - komentowali.

Teraz uwaga Czytelnicy - działo się to w czwartek (24 sierpnia) po południu, a tego samego dnia, w zasadzie już w godzinach wieczornych, pojawili się ludzie wraz z ciężkim sprzętem. Hałda piasku z ulicy została usunięta.

Mało tego, poprawiono nawet nawierzchnię owej ulicznej odnogi prowadzącej do posesji nr 52.

ZRÓB TO SAM

Ba, ekipa nie zajrzała na drugi koniec ul. Sybiraków, to jest miejsce, gdzie łączy się ona z ul. Pomorską i Śląską.

A tam jest podobnie jak było na odnodze ul. Bartna Strona - gruntowa nawierzchnia zryta strumieniami wody opadowej spływającej z okolic cmentarza i działek ogrodniczych.

Obecnie samochodem osobowym nie da rady tędy przejechać - fot. 6.

Tam też, gdzie krzyżują się ul. Sybiraków, Pomorska i Śląska stoi posesja Mieczysława Jankowskiego. W dołku, który zalewany jest systematycznie woda opadową.

- Moje monity składane w sprawie zalewania posesji i ogródka do władz miejskich oraz GDDKiA na niewiele się zdały - mówi Mieczysław Jankowski, właściciel posesji i warsztatu ślusarskiego.

Powstawały rozmaite, ale niezrealizowane projekty, a to kratki odpływowe wzdłuż krawędzi drogi krajowej, jaką jest ul. Śląska, a to odpływy już na terenie miejskim, pod bramą wiodącą do posesji na ul. Pomorskiej 1.

Nic z tego nie wyszło, więc nie było innej rady jak "zrób to sam".

Pan Jankowski, spec od obróbki metalu, własnoręcznie wykonał stalowe minitamy, którymi teraz w czasie deszczu zastawia swoje domostwo - fot. 7.

Nareszcie ma suche podwórko i suchą piwnicę...

Choć nie tak do końca, bo kiedy mocno pada, a gospodarza nie ma w domu, to i nie ma komu rozstawić tam.

2006.08.30