Mieszkaniec Szczytna podczas spaceru nad małym jeziorem znalazł młodego ptaka, którego zachowanie mogło wskazywać na to, że potrzebuje pomocy. Kierując się odruchem serca zabrał go, licząc, że otrzyma wsparcie od instytucji zajmujących się zwierzętami. Okazało się jednak, że w Szczytnie to nie takie proste.

Ptasi kłopot
Znaleziony przez pana Jerzego ptaszek, po interwencji „Kurka”, znalazł schronienie w Piecach

Pan Jerzy, spacerując wokół małego jeziora, zauważył stojącego przy chodniku młodego ptaka. Jego zachowanie zaniepokoiło mieszkańca, bo zwierzę, zamiast odlatywać, tylko podskakiwało. - Odczekaliśmy chwilkę, myśląc, że może w pobliżu są dorosłe ptaki, które się nim zaopiekują, ale ich nie było. Pierwszy odruch był taki, żeby odejść i go zostawić. Sumienie mi na to jednak nie pozwoliło, bo pomyślałem, że zaraz tego ptaszka zje kot – opowiada pan Jerzy. Niewiele myśląc, owinął zwierzę chusteczką i zaniósł do lekarza weterynarii. Tak zaczęła się jego wędrówka po mieście w poszukiwaniu pomocy.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} - W gabinecie pani wstrzyknęła mu coś do dziubka i powiedziała, że ona nim się nie zajmie. Poradziła, aby zawieźć go do Olsztyna, do fundacji opiekującej się ptakami – mówi mieszkaniec. Następnym miejscem, do którego udał się pan Jerzy, było szczycieńskie schronisko, ale i tam nic nie wskórał. - Zastałem pracownicę, która zadzwoniła do pani kierownik. Ta stwierdziła, że nie może przyjąć ptaszka, bo oni zajmują się tylko psami i kotami oraz że burmistrz zabrania przyjmowania in nych zwierząt – opowiada poirytowany mężczyzna. W końcu pomyślał, że zniesie zwierzę albo burmistrzowi, albo redakcji „Kurka”. Ostatecznie zdecydował się na to drugie, mając nadzieję, że, jako ostatnia deska ratunku, znajdziemy wyjście z sytuacji. Jako przykład wart naśladowania podaje Warszawę, gdzie na co dzień pracuje. - Tam w podobnych przypadkach działania podejmuje administracja danego osiedla – mówi pan Jerzy.

Nam, po wykonaniu kilku telefonów, udało się znaleźć miejsce dla ptaszka w Kocich Piecach u Marzeny Pruszczyk, która pod opieką ma mnóstwo zwierząt, w tym także ptaki. Cała sytuacja pokazuje, że w Szczytnie nie ma systemu opieki nad dzikimi zwierzętami. Jedyne miejsce, do którego trafiają stąd ranne i potrzebujące pomocy ptaki, to Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Ptaków w Bukwałdzie koło Olsztyna prowadzony przez Fundację „Albatros”.

NIE RUSZAJMY PODLOTÓW

Okazuje się jednak, że często, chcąc okazać dobre serce, można wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Jak mówi Milena Rykowska, wolontariuszka i członkini Ptasiej Straży, znaleziony przez mieszkańca ptak to najprawdopodobniej uczący się latać podlot. Zwykle w jego pobliżu znajdują się rodzice, którzy go pilnują i dokarmiają. - Zanim podejmiemy decyzję o zabraniu takiego ptaszka, warto przez dłuższy czas poobserwować okolicę, czy w pobliżu nie ma rodziców. Jeśli zwierzę jest sprawne, równo chodzi i nie ma obrażeń, to należy je zostawić – radzi pani Milena. Wyjątkiem są sytuacje, kiedy ptak znajduje się np. przy ruchliwej drodze. Wówczas najlepiej jest go przenieść w bezpieczniejsze miejsce.

(ew){/akeebasubs}