Zdobycie Jedwabna w styczniu 1945 roku przypłacił życiem pułkownik Iwan Gawriłowicz Kalnyj, dowódca sowieckiej 290. Dywizji Strzelców. Niedawno odtajnione dokumenty rosyjskie mówią więcej o okolicznościach jego śmierci.

Pułkownik Kalnyj (2)
Sowiecki generał pułkownik Michaił Grigorijewicz Chomuła (1919-1998). Jeden z najwyższych dowódców armii ZSRR. W czasie walk o Jedwabno w 1945 roku dowódca 878. pułku strzelców

Brawura pod Jedwabnem

O śmierci pułkownika Kalnyja pod Jedwabnem w dniu 21 stycznia 1945 roku w dzienniku działań bojowych sowieckiej 290. Dywizji Strzelców znajdującym się w Centralnym Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej znalazł się następujący zapis: O godz. 19.00 zginął dowódca dywizji pułkownik Kalnyj. Wyjechał samochodem w rejon działania przednich oddziałów wraz z grupą zwiadowców. Pułkownik wysunął się do przodu celem dokonania rekonesansu okolicy. Ze znajdujących się w ukryciu czołgów przeciwnika został otwarty ogień. Dowódca dywizji zginął. Dowodzenie dywizją przejął jego zastępca, pułkownik Salnikow. Kalnyj wykazywał się więc pod Jedwabnem taką samą brawurą jak w bojach pod Ostrołęką. Tym razem kosztowało go to własne życie.

Sowiecki generał

Okoliczności śmierci i brawurę pułkownika Kalnyja pod Jedwabnem bardziej szczegółowo opisał w swych wspomnieniach dowódca 878. pułku strzelców ze składu 290. Dywizji Strzelców, major Michaił Grigorijewicz Chomuła. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}Po II wojnie światowej Chomuła doszedł do najwyższych stanowisk dowódczych w armii ZSRR, awansując do stopnia sowieckiego generała pułkownika. W latach 1969 – 1979 był dowódcą Syberyjskiego Okręgu Wojskowego a od 1980 do 1987 roku zastępcą dowódcy wojsk lądowych ZSRR. W 1980 roku w ZSRR wydał swoje wspomnienia zatytułowane „Pułk, w bój!”. Chomuła w swojej książce o śmierci Kalnyja pisze następująco: Po nocnym wypoczynku pułk prześladował odchodzącego przeciwnika. Kilka kilometrów przed nami było niewielkie miasteczko Jedwabno. Żołnierze już dawno w marszu, ludzie zmęczeni, ale trzeba przebrnąć te kilometry. Po prawej stronie przez dwa kilometry ciągną się pagórki, za którymi jak wiemy maszeruje 882. pułk strzelców. Jednak pagórki nas denerwują, mogą tam być zasadzki. Dlatego wysłałem grupę zwiadowczą. Samochodem zbliżył się do nas dowódca dywizji. Był niezadowolony z powolnego ruchu pułku. Powiedział, że za pagórkami widocznie nie ma żadnego przeciwnika. Jeżeli i jest to w Jedwabnie, dokąd trzeba było się śpieszyć, żeby nocnym atakiem razem z 882. pułkiem zdobyć miasteczko.

- I jak w sam raz kieruję się ku 882. – powiedział pułkownik siadając do samochodu.

- Jak macie zamiar jechać? – zapytałem go. Dowódca dywizji wskazał na polną drogę, prowadzącą ku pagórkom.

- Proszę poczekać na powrót zwiadowców – poprosiłem.

Lecz pułkownik Kalnyj milcząc zatrzasnął drzwiczki i jego samochód pojechał w kierunku pagórków. Ogarnęła mnie dziwna trwoga. Dopędziłem przodujący batalion pułku, podzieliłem się z jego dowódcą swymi obawami na temat tego, że dowódca dywizji pojechał do 882. strzeleckiego niebezpieczną drogą. Tymczasem czarna MK-a dowódcy dywizji jechała dalej.  Już ją okrył nieduży lasek. I raptem stamtąd usłyszałem strzały i wybuchy. Nie było wątpliwości - niemieccy żołnierze ostrzelali samochód pułkownika Kalnego. Natychmiast daję rozkaz kapitanowi Kuzniecowowi. Batalion za mną! Biec! Wyskoczyliśmy na północno – wschodnią polanę lasku. Zobaczyliśmy samochód dowódcy w ogniu i biegnącą do niego z dziesiątkę faszystów. Otwierając ogień batalion prawostronnie rzucił się do MK – i a lewostronnie poszedł do ataku na pagórki. Niemcy biegnący do samochodu, słysząc nasze „Urra” i widząc łańcuch żołnierzy, strzelając skierowali się z powrotem. Z pagórków zatrzeszczały strzały. Batalion położył się na ziemię (..) Bój trwał około godziny. Lecz po podejściu drugiego batalionu na tyły wroga Niemcy porzucili 2 armaty i rannych, i uciekli w samochodach pancernych w kierunku Jedwabna. Pułkownik Kalnyj był martwy. Dostał kilka kul, jedną w głowę. Samochód się spalił. Kierowca i ordynans byli ciężko ranni. Ciało dowódcy położyliśmy na wóz. Kapitan Kuzniecow rozkazał utworzyć szyk. Chwila milczenia a potem trzykrotną salwą uhonorowaliśmy pamięć dowódcy dywizji.

Sławomir Ambroziak

cdn.

Od Redakcji: Niniejszy tekst stanowi opowieść z Jedwabna, która ostatecznie nie znalazła się w treści książki „Dawne Jedwabno w stu ilustrowanych opowieściach” wydanej w 2025 roku przez Oficynę Wydawniczą „Retman” z Dąbrówna.{/akeebasubs}