Orlen Reklama Top

 

Rabunek gigantów

W poprzednim „Kurku” w krótkim artykule pt. „Olbrzymie dynie” pisaliśmy o wielkich warzywach wyhodowanych przez mieszkańca Kamionka pana Stanisława Wróblewskiego. Kiedy gościliśmy na jego działce robiąc zdjęcia, naliczyliśmy pięć dorodnych okazów. Ponieważ dynie ciągle jeszcze rosły, obiecaliśmy sobie wrócić tu za kilka dni, aby zobaczyć, ile to jeszcze zdołają przybrać na wadze. Jak postanowiliśmy, tak też uczyniliśmy, zjawiając się ponownie na działce po około tygodniu. Pełni napięcia oczekiwaliśmy jakichś supergigantów, ale ku naszemu ogromnemu zdumieniu okazało się, że dynie nie to, że nie urosły, ale w ogóle znikły z działki - fot. 1. - Tyle było uciechy z ich hodowaniem oraz obserwowaniem jak rosną i rosną, ale niestety, ktoś się na nie połakomił i zrabował - ubolewa pan Stanisław.

MUZEUM POD DASZKIEM

Jeden z naszych Czytelników poinformował nas, że w lipcu tego roku, ku swemu zdumieniu odkrył starą mozaikę, która niegdyś zdobiła fasadę nieistniejącego już kina „Jurand”. A gdzie? Otóż spore jej fragmenty spoczywały i spoczywają do dziś we... wiacie stojącej na dawnej posesji straży pożarnej przy ul. Kościuszki. Owo „muzeum pod daszkiem” wygląda tak - fot. 2.

Teraz, gdy remont byłej strażnicy ma się ku końcowi i niedługo zaczną urzędować w niej geodeci, nasz Czytelnik obawia się, że te dosyć pokaźnych wymiarów fragmenty mozaiki zostaną wywiezione z innymi gruzami gdzieś daleko w świat i przepadną na zawsze. Jego zdaniem, jest to cenna pamiątka i szkoda byłoby ją utracić. Powinna być złożona w muzeum, albo w jakimś innym stosownym miejscu. Nim przejdziemy do meritum sprawy, warto sobie przypomnieć, że wzmiankowana mozaika nie zawsze zdobiła ścianę frontową kina „Jurand”. W 1968 r. a więc już dobrych kilka lat po oddaniu do użytku ta świątynia X Muzy prezentowała się od frontu tak - fot. 3.

Widzimy tu jeszcze gołe, bo tylko otynkowane ściany, ale już z kolorowym, czerwonym neonem, który z biegiem czasu po kolejnym remoncie powędrował w nieco inne miejsce, zaś ściany otrzymały mozaikę. W którym to jednak roku nastąpiło - dziś już nikt nie pamięta. Dość dodać, że w 2005 r. stało się to najgorsze. Jak zwykł mawiać Alfred Hitchcock, kino to ekran i całe mnóstwo foteli, które trzeba zapełnić, a w Szczytnie niestety, od przełomu wieków widownia świeciła coraz większymi pustkami, no i nie było wyjścia, zostało ono zamknięte, a rok później zburzone. Nim ów przybytek X Muzy całkiem zrównano z ziemią, „Kurek” zdążył jeszcze zrobić zdjęcie, na którym widać mozaikę zdobiącą frontową ścianę - fot. 4.

Nie rozwalono jej razem z murami, bo strażacy z komendy powiatowej zdemontowali ją i schowali pod opisywaną wiatą, przekazując całość Towarzystwu Przyjaciół Muzeum w Szczytnie. Strażacy też na prośbę tej organizacji na własnych barkach wnieśli kilka wielkich i potwornie ciężkich fragmentów mozaiki na wieżę ratuszową, gdzie wraz z innymi rzeźbami zdobiącymi kino (głowy rycerzy) miała być elementami stałej ekspozycji. Jakoś jednak tak się stało, że choć mozaika pozostaje we wieży do dziś, nigdy jednak nie była udostępniona szerszej publiczności. Dlatego też nasz Czytelnik, nic nie wiedząc o fragmentach pozostawionych na wieży, sądzi, że całość spoczywa pod wiatą. Miejmy nadzieję, że po tej publikacji jakieś osoby lub instytucje zainteresują się mozaiką spod byłej strażackiej wiaty, co usatysfakcjonuje nie tylko naszego Czytelnika, ale i innych mieszkańców miasta mających wielki sentyment do byłego kina „Jurand”.

PLASTIK CZY ŚMIEĆ OGÓLNY?

Inny znowu Czytelnik informuje nas, że miejscowy Zakład Usług Komunalnych ostatnio uraczył swoich indywidualnych klientów specjalnymi ulotkami dotyczącymi segregacji śmieci. Informują one, że do worka przeznaczonego na plastik nie należy wrzucać butelek po takich artykułach spożywczych jak m. in. jogurt czy śmietana. Zdaniem naszego Czytelnika to jakieś nieporozumienie, bo niby czym taka butelka różni się od tej, w której sprzedawana jest woda mineralna lub inny orzeźwiający napój, a którą należy segregować. Faktycznie, wydało się to nam dość dziwne, ale okazało się, że zaszło nieporozumienie.

- Nasz apel do klientów nie dotyczy butelek, a opakowań plastikowo-kartonowych po śmietanie i jogurcie – tłumaczy Stanisław Kurbat, kierownik działu oczyszczania ZUK. Ktoś po prostu niedokładnie przeczytał ulotkę.

Aby wszystko było jasne, to opakowania po artykułach spożywczych, których nie należy traktować jako odpadków plastikowych wglądają tak, jak na - fot. 5.Ale to nie wszystko, bo oprócz tego nie należy także segregować odpadów z twardych tworzyw sztucznych typu połamane doniczki, fragmenty mebli ogrodowych, czy deski... sedesowe, bo i takie elementy ZUK znajduje w workach. Jak wyjaśnia nam Stanisław Kurbat, segregacja ma wówczas sens, jeśli plastik, szkło czy papier zostaną ponownie wykorzystane. Natomiast jeśli żadna firma recyklingowa nie chce brać owych nieszczęsnych kartoników czy twardego plastiku, to nie ma też sensu ich oddzielanie. Zamiast do worka na plastik, odpadki takie powinny trafić do pojemnika na śmieci ogólne.

"BEZCHODNIKOWA ULICA

Witam, mam ciekawy temat! Otóż w Wielbarku modernizowana jest ul. Kętrzyńskiego (-). Chciałbym zwrócić uwagę redakcji na chodniki, a raczej ich brak oraz wjazdy na posesje. Sprawa wygląda tak, że kto zapłaci robotnikom, będzie miał chodnik przed posesją, bądź ładny długi wjazd, ale reszta nie. W dodatku wjazdy wykładane są kostką pochodzącą z tej budowy – pisze do redakcji pewien mieszkaniec Wielbarka. Zjawiwszy się na miejscu stwierdziliśmy, że i owszem wzdłuż ulicy wytyczone są chodniki, ale nie mają one jeszcze żadnej nawierzchni, choć wjazdy już są wyłożone kostką - fot. 6.

- W Wielbarku przyjęliśmy taki system, że ulice osiedlowe o małym natężeniu ruchu budowane są jako tzw. pieszo-jezdnie. Piesi nie poruszają się na nich po chodnikach, a idą skrajem asfaltowej nawierzchni - wyjaśnia nam Grzegorz Zapadka, wójt gminy Wielbark. Dodaje, że przyuliczne chodniki są i pozostaną gruntowe, ale zostały już obsiane trawą. Gdy ta wzejdzie, całość będzie wyglądać podobnie jak gotowy już osiedlowy ciąg komunikacyjny, jakim jest m. in. ulica Mazurska - fot. 7. Dodatkowo na ul. Kętrzyńskiego gmina wybudowała na swój koszt wjazdy do każdej posesji, choć tylko na odcinkach od krawędzi jezdni do danej bramy. Z kolei część mieszkańców, która przesunęła bramy w głąb posesji, wykonała i owszem przedłużenie wjazdu, ale na własny koszt i z kostki przez siebie zakupionej.

- O żadnej aferze nie ma mowy, wystarczy porównać oba rodzaje materiałów. Nasza gminna kostka ma barwę czerwoną, a ta zakupiona przez mieszkańców ul. Kętrzyńskiego barwę szarą – zauważa Grzegorz Zapadka.

Mieszkańcom Szczytna może wydawać się nieco dziwny taki rodzaj ulicy zwanej pieszo- jezdnią i mającej trawiaste chodniki. Tymczasem w Wielbarku jest to coś zupełnie normalnego. Nie szasta się tu pieniędzmi, aby wszędzie na siłę kłaść kostkę brukową. Na peryferiach chodniki są zielone i nikogo to nie dziwi. Ba, w takich miejscach właścicielom przyległych posesji dochodzi jeszcze jeden obowiązek – koszenie trotuaru. Jednak jak widać na zdjęciu nr 7, miejscowi nie mają z tym większych problemów.