Przebiegnięcie maratonu to nie lada wyczyn. Miesiące przygotowań i treningów, zmaganie z własnymi słabościami, a na koniec ogromna satysfakcja. Wszystko to jest dobrze znane Dariuszowi Szepczyńskiemu, radnemu gminy Wielbark. Samorządowiec ma za sobą udział w swoim pierwszym maratonie. Jak zapowiada – nie ostatnim.

Radny - maratończyk

OSIĄGNĄŁ SWÓJ CEL

Dariusz Szepczyński z pewnością znany jest mieszkańcom gminy Wielbark z działalności na niwie samorządowej. Z zawodu leśnik, od półtora roku zasiada w Radzie Gminy. Nie wszyscy jednak pewnie wiedzą o sportowej pasji pana Dariusza. Radny od 2008 r. systematycznie trenuje bieganie, a pod koniec kwietnia dokonał nie lada wyczynu – po raz pierwszy w życiu pokonał trasę maratonu.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Mieszkaniec Borków Wielbarskich zameldował się na starcie Orlen Warsaw Marathonu i pokonał dystans w 3 godziny i 56 minut. – Jestem zadowolony z wyniku, bo założyłem sobie, aby osiągnąć czas poniżej 4 godzin – mówi z dumą pan Dariusz. Zapowiada, że z pewnością wystartuje w kolejnych maratonach. – Ten był pierwszy, ale z pewnością nie ostatni – podkreśla.

LEK NA KONTUZJĘ

Jego przygoda z bieganiem zaczęła się od ... kontuzji. Wspomina, że zawsze z upodobaniem uprawiał sport. Grał w tenisa i piłkę nożną. Kilka lat temu, podczas meczu piłkarskiego zerwał więzadła. – Nie mogłem już grać w gry zespołowe, a lekarz zalecił mi wzmacnianie mięśni w nodze przez bieganie – wspomina pan Dariusz. Jak na zdyscyplinowanego pacjenta przystało, zastosował się do tej porady. Po urazie biegał po 3 – 4 razy w tygodniu. Z czasem bardzo to polubił i zapragnął sprawdzić się w prawdziwej biegowej rywalizacji. W grudniu ubiegłego roku wziął udział w półmaratonie w Mikołajkach. Wtedy jego kolega z rady gminy, były komendant powiatowy policji w Szczytnie Robert Kwiatkowski, także maratończyk, zaczął go zachęcać do sprawdzenia się na jeszcze dłuższym dystansie. – Powiedział, że skoro przebiegłem półmaraton, to teraz kolej na maraton – opowiada pan Dariusz. Kolejna zachęta przyszła ze strony żony. – Na imieniny kupiła mi książkę o tym, jak się przygotować do maratonu.

W sumie do startu w warszawskiej imprezie przygotowywał się intensywnie przez cztery miesiące. Samorządowiec przyznaje, że było to duże wyzwanie dla organizmu. Jednak pokonanie maratońskiego dystansu wynagrodziło cały trud. – Była to dla mnie ogromna satysfakcja – przyznaje pan Dariusz. Podkreśla, że podczas pokonywania trasy maratonu czuł wsparcie ze strony swoich bliskich i znajomych, którzy gorąco mu kibicowali. – Żona przez cały czas odbierała od nich maile i SMS-y – wspomina.

KAŻDY SZCZEGÓŁ JEST WAŻNY

Co radzi tym, którzy chcieliby pójść w jego ślady? – Trzeba umieć słuchać swojego ciała. Kiedy mówi nam, żeby odpuścić, to trzeba odpuścić i trochę zwolnić – odpowiada świeżo upieczony maratończyk. Dodaje też, że bardzo ważna podczas pokonywania trasy jest psychika. – Dużo rozgrywa się w głowie – zauważa. Podkreśla również, że podstawą dla maratończyka jest odpowiednio dobrane obuwie. Bieg w nieodpowiednich butach może się zakończyć poważną kontuzją. Nie należy też zdawać się na przypadek w doborze innych części sportowej garderoby. – Podczas maratonu każdy szczegół jest ważny i może zaważyć o sukcesie lub porażce, nawet niewygodna koszulka – mówi. Podczas przygotowań do biegu korzystał z rad wspomnianego już Roberta Kwiatkowskiego, który ma na koncie udział w kilku maratonach. Spośród mieszkańców Wielbarka sztuki takiej przed panem Dariuszem dokonali inni jego koledzy – Krzysztof Kostrzewa i Maciej Remuszko.

Po udziale w warszawskim maratonie radny dał sobie czas na odprężenie. – Musiałem trochę odpuścić, żeby organizm się zregenerował – tłumaczy. Teraz już stopniowo jego treningi stają się intensywniejsze. Przeciętnie podczas jednego pokonuje od 10 do 32 kilometrów. Miejsc do uprawiania swojego ulubionego sportu ma wiele, bo w okolicy Borków Wielbarskich jest dużo malowniczych leśnych tras. – To przydaje mi się w pracy, bo przy okazji mam oko na to, co dzieje się w lesie – śmieje się pan Dariusz.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}