Na początku tygodnia większość ratowników medycznych ze Szczytna poszła na zwolnienia lekarskie. Z czterech karetek zabezpieczających powiat, pozostały tylko dwie. To skutek trwającego już od wielu tygodni ogólnopolskiego protestu. - Dopóki nie dostanę środków z ministerstwa, nie mam z czego zapłacić ratownikom – rozkłada ręce dyrektor szczycieńskiego szpitala Beata Kostrzewa.

Ratownicy poszli na zwolnienia
Grzegorz Achremczyk: - Poza obietnicami niczego nam nie zagwarantowano

NAGŁE ZACHOROWANIA

We wtorek rano około 70% szczycieńskich ratowników było na zwolnieniach lekarskich. - Wczoraj wieczorem poinformowali koordynatora, że następnego dnia rano idą do lekarza i nie będzie ich w pracy – relacjonuje dyrektor Szpitala Powiatowego w Szczytnie Beata Kostrzewa. Przyznaje, że taka forma protestu mocno ją zaskoczyła. - Wybrali chyba najgorszy z możliwych sposobów – mówi, przypominając, że w ostatnich latach w szpitalu nieraz dochodziło do strajków pielęgniarek, ale zawsze były to działania zapowiedziane, do których kierownictwo placówki mogło się przygotować.

POŁOWA KARETEK BEZ OBSADY

Wskutek zwolnień lekarskich ratowników dwie stacjonujące w Szczytnie karetki zostały bez obsady. Konieczne okazało się ściągnięcie ambulansów z Pasymia i Świętajna. Tym z kolei gminom zabezpieczenie medyczne zapewniają odpowiednio Olsztyn i Ruciane Nida. Dyrekcja szpitala o zaistniałej sytuacji powiadomiła starostę i wydział zarządzania kryzysowego.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  - Mam nadzieję, że jutro (w środę 20 października) do wyjazdów będą gotowe wszystkie zespoły. Postaramy się ściągnąć tych, którzy jeszcze na zwolnienia nie poszli – zapowiada Beata Kostrzewa. Postulaty ratowników są jej dobrze znane, ale, jak zastrzega, nie jest w stanie ich zrealizować. - Dopóki nie dostanę środków na podwyżki z ministerstwa, nie mam z czego im zapłacić – rozkłada ręce. Zapewnia, że ratownicy otrzymują 30% dodatki do pensji, ale to ich nie satysfakcjonuje. Dyrektor z jednej strony nie chce negować tego, czy zwolnienia lekarskie są zasadne, z drugiej nie wyklucza, że zawiadomi o nich ZUS. - Skala zwolnień jest masowa i muszę to sprawdzić, bo z ich powodu mieszkańcy nie mają pełnego zabezpieczenia – mówi Kostrzewa.

SŁYSZYMY TYLKO OBIETNICE

Koordynator pogotowia ratunkowego w Szczytnie Grzegorz Achremczyk nie chce podawać konkretnych danych jeśli chodzi o liczbę przebywających na zwolnieniach. - Sprawa jest rozwojowa i zmienia się z godziny na godzinę – tłumaczy, dodając, że to efekt ogólnopolskiego protestu. - Trwa on już dłuższy czas, ale poza obietnicami niczego nam nie zagwarantowano – mówi. Jak wyjaśnia, dodatki, o których wspomina dyrekcja szpitala, są wypłacane od dawien dawna, choćby za pracę w święta. Według niego ministerstwo zdrowia oszukało ratowników i opinię publiczną, zapewniając, że dostali oni podwyżki. W rzeczywistości, jak mówi, pieniądze te zostały po prostu włączone w podstawę finansowania karetek, a nie trafiły do ratowników. Część z nich pracuje na etatach, część na kontraktach, pełniąc wielogodzinne dyżury. On sam dyżuruje po 250 godzin w miesiącu. - Gdzieś jest kres naszych sił fizycznych – mówi Grzegorz Achremczyk.

STRAŻAK NIE ZASTĄPI RATOWNIKA

Z powodu zaistniałej sytuacji, w zwiększonej gotowości są szczycieńscy strażacy. Spośród 36 funkcjonariuszy Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Szczytnie tylko trzech ma uprawnienia ratowników medycznych. - Na pewno nie jesteśmy w stanie ich zastąpić, nie mamy takich kwalifikacji – przyznaje st. kpt. Łukasz Wróblewski, oficer prasowy KP PSP w Szczytnie. Strażacy nie mogą też swoimi pojazdami transportować chorych i poszkodowanych w wypadkach. Takie rozwiązania są dopuszczalne tylko w sytuacjach ekstremalnych. - Mamy nadzieję, że protest szybko się zakończy, bo przy zdarzeniach z ratownikami się uzupełniamy - dodaje rzecznik szczycieńskiej straży.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}