Niekontrolowane przez nikogo stawianie małych i dużych plansz reklamowych czy billboardów mocno oszpeca nasze miasta. Wystarczy rzut oka np. na ul. 1 Maja w Szczytnie, aby dojrzeć wszechobecne reklamy stojące na ziemi, wiszące na ścianach budynków, czy jaskrawo świecące tuż przy ruchliwym skrzyżowaniu. Nie tylko szpecą one miejski krajobraz, ale i mogą być źródłem zupełnie niepotrzebnych sąsiedzkich konfliktów.
OKNO BEZ WIDOKU
Przy ul. Poznańskiej stoi nieduży domek, w którym na dole mieszka kilkuosobowa rodzina, a na piętrze odrębne gospodarstwo prowadzi pani Irena.
- Kilka dni temu, tuż pod moim oknem bez żadnego uprzedzenia pojawiała się nagle wielka plansza reklamowa – skarży się w redakcji. Okazało się, że bez jej zgody i wiedzy, sąsiedzi z dołu zgodzili się na postawienie w swojej części ogródka ledwie mieszczącej się tam kolosalnej reklamy. Teraz, gdy pani Irena zechce popatrzeć przez okno w kierunku centrum miasta, widzi tylko pstrokatą tablicę i skrawek nieba. Sąsiedzi z dołu, jak nas informuje, nie zamierzają jej usunąć, z czym z kolei ona nie może się pogodzić, bo niby dlaczego ma czuć się jak zamknięta w klatce?
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
CEL UŚWIĘCA ŚRODKI?
Plansza w porównaniu do wielkości domku, gdy oglądaliśmy ją na własne oczy, wygląda rzeczywiście potężnie. Zapytani przez nas sąsiedzi pani Ireny potwierdzają, że obiektu nie zlikwidują. Jak nam mówią, jakiś czas temu sieć handlowa sama zgłosiła się do nich z prośbą o postawienie reklamy. Choć im samym rzecz w ogóle się nie podoba i także zasłania widok z okna, to jednak zgodzili się na jej postawienie po prostu z konieczności. Niedawno rozpoczęli bowiem remont budynku, który okazał się nadspodziewanie kosztowny.
- Niczym opatrzność z nieba była dla nas propozycja sieci handlowej – tłumaczy gospodyni. Zarobione za reklamę pieniądze, choć nie są wcale wielkie, pomogą zakończyć rozpoczęte prace remontowe. Ich zachowanie wynika zatem nie z czystej złośliwości, a życiowych potrzeb. Takie tłumaczenie ich sąsiadki jednak nie przekonuje.
USTAWĄ W REKLAMY
Problem z uciążliwymi reklamami nie jest w Szczytnie nowy. Pamiętamy, jak przesunięto świecącą planszę na głównym skrzyżowaniu ze światłami oraz usunięto inną ze ściany budynku, bo nie dawała ona spać jego mieszkańcom. Niestety, nieestetycznych reklam nie ubywa, a wręcz odwrotnie przybywa. - Władze miasta w kwestii plansz reklamowych i billboardów n iewiele, a właściwie nic nie mają do powiedzenia - mówi wiceburmistrz Krzysztof Karczmarczyk. Tak po prostu stanowią obowiązujące przepisy. Cieszy go natomiast inicjatywa ustawodawcza kancelarii Prezydenta PR, o której za chwilę. Wiceburmistrz obiecuje, że gdy wejdzie ona w życie, miasto szybko zaprowadzi porządek w kwestii uciążliwych i oszpecających miasto reklam, oczywiście nie bez konsultacji z zainteresowanymi stronami. Kancelaria Prezydenta RP, dostrzegając problem, opracowała brakującą dotąd ustawę o ochronie miejskiego krajobrazu. Projekt zawiera nowe przepisy dotyczące planowania przestrzeni nie tylko w miastach, ale i przy podmiejskich trasach komunikacyjnych. Jego najistotniejsze punkty to m. in.: wprowadzenie nowego podatku lokalnego od reklam, który będzie musiał płacić właścicieli nieruchomości. Poza tym ustawa proponuje, by zasady i warunki stawiania małej architektury, tablic i urządzeń reklamowych określały gminy poprzez stosowne uchwały o mocy prawa lokalnego.
DO SĄDU?
Na razie jednak w kwestii reklam panuje pełna samowolka, więc jak ma się przed nią bronić obywatel, gdy reklamy ograniczają mu widok z okna?
Jedyne, jak się wydaje, co może zrobić niezadowolony właściciel mieszkania czy lokator to zwrócenie się do sądu o likwidację planszy, powołując się na przepisy zakazujące działań zakłócających korzystanie z własnego mieszkania. Zgodnie z nimi już obecnie nie wolno wieszać reklam wielkogabarytowych na ścianach budynków mieszkalnych, choćby zasłaniały one okna tylko częściowo.
Marek J.Plitt
{/akeebasubs}
