- Halo, ogarniamy się, za pięć minut wyjście. Wszyscy czapki na głowę. Dzisiaj jest patelnia. Gdzie można usłyszeć podobne apele? Tuż przed wyjściem na... pielgrzymkę na Jasną Górę, prowadzoną przez młodych i przez młodych zdominowaną.
Myliłby się ten, kto uważa, że pielgrzymowanie to przybieranie poważnych min i grupowe „odklepywanie” modlitw. Dziś wędrowaniu na świętą dla katolików Jasną Górę towarzyszą radosne śpiewy przy akompaniamencie gitary. Mimo perspektywy 430 km do pokonania w ciągu dwóch tygodni u prawie każdego z wychodzących na pielgrzymi szlak ze Szczytna da się zaobserwować na twarzy uśmiech.
Podobnie jak w ostatnich latach, szczycieńska Galindia wyszła wspólnie z pątnikami z Mrągowa i Kętrzyna. Grupa z naszego miasta należy tradycyjnie do naliczniejszych w archidiecezji. W tym roku w stronę Częstochowy wyruszyło ponad 80 osób. Ponad połowa z nich to debiutanci. Najmłodszy z pielgrzymów liczy 13 lat, najstarszy - 75. Grupę Galindia prowadzi diakon Krystian Stęcel.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Dla turysty ważny jest cel, dla pielgrzyma liczy się sama droga – uświadamiał ks. Piotr Kaczmarczyk, wikariusz w parafii WNMP w Szczytnie, podczas mszy poprzedzającej wyjście pielgrzymów ze Szczytna. Duchowny przestrzegał w ten sposób przed zbyt „turystycznym” podejściem do wędrowania na Jasną Górę. Zachęcał jednocześnie do wzbudzania intencji na każdy dzień.
- Zabraliście babcię do plecaka, rodzeństwo do kieszeni, rodziców na plecy – metaforycznie zwracał się do pątników.Średnią wieku tegorocznej grupy pielgrzymkowej podnoszą nieco dwaj zawodnicy AKB Szczytno: Zygmunt Zapadka i Artur Trochimowicz.
- Byłem na pielgrzymce dwa razy 40 lat temu. Z Galindią idę po raz pierwszy. Skończyłem pewien wiek i postanowiłem podziękować Panu Bogu na Jasnej Górze – zwierza się Zygmunt Zapadka. – Teraz jest troszkę inaczej. Wtedy szedłem z grupą 2 tysięcy osób. Tempo marszu jest dość wolne, może 4 km na godzinę.
Artur Trochimowicz, w pieszej pielgrzymce do Częstochowy jeszcze nie uczestniczył. - Pierwszego dnia nocowaliśmy w budynku dawnej szkoły w Przeździęku Wielkim - relacjonuje nam już z trasy. - Spania na stogu siana w stodole nie ma, nocujemy zazwyczaj w domach. Dziś (rozmawialiśmy w sobotni wieczór) szliśmy do 19. Idziemy bocznymi drogami, po polach, rżyskach. Dużo się kurzy, ale to nie przeszkadza. Atmosfera jest modlitewna, śpiewamy dużo pieśni. Nie ma czasu, żeby się nudzić. - przybliża pielgrzymkowy dzień powszedni.Dodaje, że w szczycieńskiej grupie są osoby, które mają już poobcierane nogi. Jeden z młodych pielgrzymów z tego powodu zrezygnował.
Nasi rozmówcy zwracają uwagę na miłe przyjmowanie przez mieszkańców wiosek znajdujących się na szlaku. Bez nich trud pielgrzymowania byłby jeszcze większy. A być może piesze pielgrzymowanie w podobnej formie w ogóle by uniemożliwił.
(gp)
{/akeebasubs}
