Kilkunastu miejskich urzędników wspomaganych ochotnikami z drużyny Kręciołów ruszyło do sprzątania Małej Bieli. Nie mieli jednak zbyt wiele do roboty, bo kilka dni wcześniej teren ten porządkowali pracownicy ZUK-u. Inaczej było w miejskim lasku, gdzie śmieci i inne nieczystości zalegały na normalnym, czyli zatrważającym poziomie.
Zgodnie z zapowiedzią w miniony czwartek na Małej Bieli pojawili się miejscy urzędnicy, aby uporządkować okolicę w ramach akcji sprzątania Warmii i Mazur, która w tym roku odbywa się pod hasłem Sprzątam, segreguję, szanuję. Kurek, skoro już został o tym działaniu poinformowany, także stawił się na Małej Bieli. Na początku zauważyliśmy, że nie było wiele do roboty, bo jak się okazało, kilka dni wcześniej teren wokół wodnych oczek sprzątała ekipa ZUK-u. Wówczas napełniła ona odpadkami swój transportowy samochód aż po dach plandeki, tak że ledwo ruszył z miejsca.
Z innych naszych obserwacji wynikało, że wśród ekipy ochotników- sprzątaczy nie pojawił się żaden z ratuszowych tuzów. Do brudnej roboty zgłosili się tylko szeregowi pracownicy z wyjątkiem niezawodnego i wszędobylskiego sekretarza Lucjana Wołosa. Jak co roku tradycyjnie zasiadł on w łodzi i zbierał nieczystości prosto z toni. Inni w poszukiwaniu śmieci rozeszli się po nabrzeżach i po przyległościach wokół ścieżki pieszo - rowerowej.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Zbieranie nieczystości mocno utrudniają ogromne ilości psich kup - skarży się Kurkowi Sabina Kiełczykowska z drużyny Kręciołów. Zaraz dodaje, że źle to świadczy o właścicielach czworonogów. Poza tym na ścieżce pieszo-rowerowej widać mnóstwo drobinek szkła. To efekt następującej po piciu piwa zabawy, polegającej na bezmyślnym tłuczeniu butelek. Jerzy Walendziak z ZUK-u, zdradza nam, że nieraz był świadkiem takiego procederu, ale gdy zwracał uwagę, efekt był żaden. Spotykał się jedynie z opryskliwymi odpowiedziami wyrostków żłopiących piwo.
Po uprzątnięciu Małej Bieli, co zajęło raptem godzinkę, ekipa porządkujących ruszyła pod stadion, na tereny jedynego miejskiego lasku. Nie pieszo, a mało ekologicznym, wysłużonym autobusem. W lasku śmieci zalegały już na normalnym, czyli zatrważającym poziomie. Znaleźć tam można było wszystko - od samochodowych opon, plastikowych wiader, wielkich 5-litowych butli po napojach, po flaszki wiadomych trunków. Tutaj plon wszelkich nieczystości i odpadków był spory i ze śmieci zebranych do worków powstała niemała górka. Po robocie, na sprzątaczy czekała chwila wytchnienia i mały poczęstunek - kiełbaski z grilla oraz napoje uznawane za orzeźwiające.
Marek J.Plitt
{/akeebasubs}
