Na najprostszym w bezpośrednim sąsiedztwie Szczytna odcinku drogi, czyli wylocie w kierunku Ostrołęki, wciąż prowadzone są w paru miejscach roboty drogowe.

Roboty tu, roboty tamOprócz znaków przy samej DK 53 informuje o tym dość rzadko spotykany znak, postawiony w Młyńsku przy wjeździe z drogi z Lipowca (fot.1). Którykolwiek kierunek wybierzemy, trafimy na utrudnienia w ruchu. Roboty w okresie świątecznym zostały przerwane, poznikały koparki i teraz trzeba czekać na położenie wierzchniej warstwy asfaltu. Droga została nieco poszerzona, w rejonie skrzyżowania z trasą do Jerutek przygotowano miejsce na wysepki i lewoskręt (fot.2). Jak podaje na swojej stronie GDDKiA, prace w tym rejonie mają potrwać jeszcze parę miesięcy.

Nowej i wzmocnionej nawierzchni doczeka się także odcinek krajówki między Rozogami i Dąbrowami. Trwająca zima, chyba niezbyt sroga, to kolejna okazja do przyjrzenia się stanowi asfaltu w innych miejscach. Z odpornością dróg na przeplatające się zamarzanie i rozmarzanie bywa różnie. Szczególnej uwagi od kierowców wymaga np. jazda ulicami Konopnickiej czy Chrobrego. Nawierzchnie nie są tu jakieś wiekowe, a mimo tego dziury znajdziemy na nich niepokojąco spore (fot.3).{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

 

GRA W ZIELONE

Od początku bieżącego roku po szczycieńskich i podszczycieńskich ulicach poruszają się nowe autobusy elektryczne. Z pewnością wzbudzają ciekawość, ale frekwencja nie rzuca na razie na kolana. Jest ona zasadniczo mniejsza także w autobusach międzymiastowych i pociągach, co ma między innymi związek z trwającą pandemią. To z nią wiąże się konieczność wprowadzania edukacji zdalnej, a uczniowie to przecież pokaźna grupa pasażerów – także w komunikacji miejskiej. W najbliższych dniach frekwencja też raczej nie podskoczy, ponieważ zaczynają się ferie.

Tak czy owak autobusy na trasę wyruszyły, choć dość często, nie tylko w niedzielę, któryś z nich można w godzinach pracy zobaczyć na terenie zajezdni. Pojazdy wyróżniają się kilkoma sprawami, a jedną nich są zielone tablice rejestracyjne (fot.4). W naszym kraju od dwóch lat znakuje się w ten sposób pojazdy o napędzie elektrycznym lub wodorowym. Jak wynika z widocznych na rejestracjach cyfr (potrójne zero z przodu), zainteresowanie tego typu samochodami (także osobowymi) nie jest w naszym powiecie na razie zbyt duże – autobusy zarejestrowano parę miesięcy wstecz, a zobaczenie u nas innego pojazdu z zielonymi „blachami” jest na razie ciekawostką. Nie wszyscy może wiedzą, że poruszanie się samochodami o napędzie elektrycznym daje kilka przywilejów: możliwość bezpłatnego parkowania w strefach płatnego parkowania i korzystanie z buspasów. W Szczytnie to raczej melodia przyszłości (o ile coś w ogóle zagra…), w większych miastach korzyści z eksploatacji i samej jazdy są bardziej zauważalne.

 

KULTOWE MIEJSCA, KULTOWE SMAKI

Mamy niewesołą wiadomość dla tych mieszkańców naszego powiatu, którzy dojeżdżają do pracy czy w szkole w Olsztynie autobusem albo pociągiem. W minionym tygodniu przestano serwować przydworcowe zapiekanki, znane od jakiegoś czasu jako „słynne olsztyńskie”. Cieszyły one podniebienia co najmniej części osób oczekujących na swój środek lokomocji lub po prostu lubiących coś zjeść po wyjściu z dworca. O sprawie doniosły nawet ogólnopolskie media. Całość wiąże się z planowaną (od lat zresztą) przebudową olsztyńskiego dworca. Jego bezpośrednie sąsiedztwo trudno było uznać za szczególnie urodziwe, o czym każdy bywający w tamtym miejscu wie. Rozebrany zostanie drewniany budyneczek, w którym od końca lat 80. ubiegłego wieku wydawano zapiekanki. Niektórzy takimi fastfoodowymi specjałami pogardzają, inni skwitują to słowami „zapiekanki jak zapiekanki, ani lepsze, ani gorsze” (w pobliżu można było zjeść coś porównywalnego), ale w minionym tygodniu ustawiały się w tamtym miejscu długie kolejki, a ostatnią zapiekankę wylicytowano za, bagatela, 2 tys. złotych.

„Kurek” kiedyś dość często opisywanych zapiekanek smakował i przypomniał sobie, że miał spore problemy, by porcję XXL pochłonąć w całości ciepłą i bez rozsmarowywania ketchupu. Kto nie jadł tego typu dań w pozycji idąc, nie wie, na czym polega problem. Historia słynnych olsztyńskich zapiekanek każe nam zastanowić się nad losami takich kultowych miejsc w Szczytnie. Sporo z nich powstało za komuny, inne pojawiły się w Szczytnie po przemianach sprzed ponad 30. lat. Z jednymi i drugimi los obszedł się różnie. Czy ludzie walili drzwiami i oknami, by w 2005 roku pożegnać oblegane niegdyś kino „Jurand”? Czy protestowano i płakano, gdy zamykane lub demontowane były różne sklepiki czy lokale gastronomiczne? Wypożyczalnie kaset wideo? Ile znikło budek z lodami czy kiosków „Ruchu”? Po większości nie ma żadnego śladu, niektóre lokale się przebranżowiły. Taki los spotkał choćby popularnego w pewnych kręgach „Trupka”, czyli głównie pijalnię napojów wyskokowych umiejscowioną pomiędzy ul. 1 Maja i rynkiem. Lokal parokrotnie zmieniał branżę, ale i to nie pomogło. Już jakiś czas temu obiekt wyburzono, o czym pisaliśmy. Gdy ostatnio przechodziliśmy tamtędy (nie z sentymentu, broń Boże), zobaczyliśmy, że rozbiórki nie dokonano w 100 procentach (fot. 5), a marne resztki współtworzą obraz mocno zaniedbanej ul. Wyspiańskiego. Czy ktoś kiedyś zdecyduje się na upiększenie tego miejsca, podobnie jak przydworcowych okolic w Olsztynie?

 

JASNO JAK W PARKU

Przed tygodniem pisaliśmy o jednej z najbardziej niedoświetlonych części Szczytna – czyli cmentarzu komunalnym. Dziś o miejscu, w którym kumulacja lamp i lampek jest największa – strefie relaksu w parku na ul. Pasymskiej. Choć zima (nawet łagodna) nie jest czasem, gdy przy stolikach zasiadają spacerowicze, to wokół przestrzeni hamakowo-ławkowej świeci się cała girlanda lampeczek (fot. 6). Późną jesienią i zimą chyba głównie dla efektu. Tuż obok do latarni przytwierdzono lampę rzucającą ostry snop światła w stronę placyku z niedawno zainstalowanym dość kosztownym elementem do rowerowych wyczynów – quarter pipe’em (fot. 7). Gdy stanęliśmy naprzeciwko owej lampy, poczuliśmy się trochę jak podejrzany w filmowej sali przesłuchań. Światło razi w oczy i może po prostu wieczorami lepiej tu nie wchodzić…

 

KACZE ALEJKI

Są miasta, których znaki rozpoznawcze to m.in. gołębie, przechadzające się po staromiejskich placykach i skwerach. U nas ich zamiennikiem mogą być kawki – ich znakiem rozpoznawczym jest wiadomo co. W godzinach wieczornych nad szczycieńskim Jeziorem Domowym Małym na brzeg wylegają kaczki – i to gromadnie (fot. 8) . Wśród nich wypatrzymy ptaki o upierzeniu także jaśniejszym czy ciemniejszym (fot. 9). Tylko turystów próbujących je dokarmiać zobaczyć o tej porze dnia i roku nie sposób…

Tekst i foto:
G.P.J.P.

{/akeebasubs}