Ryszard Dąbrowski ze szczycieńskich Kręciołów przetarł szlak dla innych narzekających na rodzimą kolej i doczekał się przeprosin ze strony InterCity za nieprzyjemności, które spotkały go podczas powrotu z rowerowej pielgrzymki do Częstochowy.

Rowerzysta przeproszony przez kolej
Ryszard Dąbrowski potrzebował kilku tygodni, by wywalczyć przeprosiny od InterCity

O sprawie pisaliśmy w jednym z sierpniowych (33.) numerów „KM”. Pięciu mężczyzn związanych z AKB i Kręciołami udało się w rowerową pielgrzymkę na Jasną Górę. W planach mieli powrót pociągiem, na który znacznie wcześniej wykupili bilety. Na dworcu w Częstochowie okazało się, że kierownik składu wpuścił tylko dwóch pielgrzymów z rowerami, uznając, że dla pozostałych nie będzie już miejsca. Zdziwieni mężczyźni musieli zostać na peronie i radzić sobie sami. Za bilety na wybrany przez siebie niewykorzystany kurs otrzymali zwrot pieniędzy. Udało im się wybłagać zakupienie biletów na najbliższy pociąg, droższych niż te nabyte wcześniej i niezapewniających miejsc siedzących. Po perturbacjach wrócili z wielogodzinnym opóźnieniem do Szczytna.

- Ja jestem takim człowiekiem, który chce każdą sprawę sfinalizować – stwierdza Ryszard Dąbrowski, który nie poprzestał na machnięciu ręką i postanowił walczyć o swoje (kolegów również). Przy pomocy Katarzyny Kostiuk, powiatowej rzeczniczki konsumentów, wysłał do InterCity obszerne zażalenie. Trwająca kilka tygodni korespondencja zakończyła się przysłaniem z kolejowego Biura Obsługi Klienta pisma z ważnym dla Ryszarda Dąbrowskiego zdaniem{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}: Za zaistniałą sytuację uprzejmie Pana przepraszamy. Członek Kręciołów otrzymał także informację o przelaniu na jego konto około 70 zł. Na tę kwotę złożyły się różnica w cenie trzech biletów kupionych najpierw w przedsprzedaży , a później na dworcu w Częstochowie oraz wydatki na korespondencję . Nie jest to kwota oszałamiająca, bo taka być nie mogła, ale chodziło o zasadę. - Robiłem to dla innych pasażerów, nie tylko dla siebie i kolegów – zapewnia zadowolony z rozwiązania sprawy Ryszard Dąbrowski. Dodaje, że podobnie szybkie zamknięcie problemu nie jest na kolei normą. – Mój znajomy dwa lata prowadzi temat i sprawa nie jest jeszcze rozwiązana.

(gp){/akeebasubs}