Występy muzyczne, kabarety i liczne konkursy sprawiły, że kto w ostatni weekend wybrał się na Dni Szuci i Święto Omulwi nie mógł narzekać na brak atrakcji.

Roztańczona SzućDwudniową imprezę rozpoczęła msza święta w intencji mieszkańców Szuci, która odbyła się na scenie w pobliżu świetlicy wiejskiej. Poprowadził ją ksiądz Józef Dziwik, emerytowany proboszcz w Farynach i wikariusz w Jedwabnie w latach 1965 – 1972, który równo 50 lat wcześniej (15 sierpnia 1965 r.) odprawił swą pierwszą mszę w Jedwabnie. Po mszy mieszkańcy i dawni uczniowie katechez mogli spotkać się i porozmawiać z dawnym przewodnikiem duchowym. W miejscu odbywania się dawnych lekcji religii u Państwa Olbrysiów wykonano specjalne zdjęcie pamiątkowe.
Punktem kulminacyjnym oficjalnej części Dni Szuci było rozstrzygnięcie konkursu na nazwę świetlicy wiejskiej. Spośród kilkudziesięciu propozycji, decyzją jury, wybrano tę zgłoszoną przez Agnieszkę Bogucką.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Tym samym od soboty świetlica będzie nosiła nazwę „Pod Lipą”.
Po części oficjalnej przyszedł czas na występy artystyczne i taneczne dzieci i młodzieży. Duży entuzjazm wśród publiczności wywołał występ młodzieżowego zespołu, którego członkowie pochodzą z Szuci, „Cała reszta”. W czasie występu zaprezentowali oni zarówno swoje kompozycje, jak i covery kultowych przebojów. Jednak największym aplauzem widowni cieszyła się rockowa wersja utworu „Bo w Szuci nikt się nie smuci”, napisanego wcześniej przez aktora Edwarda Sosnę. Tańce trwały aż do 5 rano z krótką przerwą na pokaz multimedialny, w czasie którego zaprezentowano wiele zabawnych zdjęć z życia mieszkańców.
W czasie imprezy nie zabrakło także konkursów sportowych. Pierwszą dyscypliną, w jakiej mogli się wykazać przybyli na święto, było ujeżdżanie byka. Oczywiście nie chodziło o prawdziwe zwierzę, a o maszynę symulującą jego zachowanie, co jednak nie oznacza, że zadanie można było uznać za łatwe. W czasie całych zawodów nie obyło się bez spektakularnych upadków. Najlepszym zawodnikom udawało się okiełznać mechaniczne zwierzę na nieco ponad 8 sekund. Niewątpliwie najwięcej emocji wywołały mecze megapiłkarzyków. Większość spotkań była bardzo zacięta, a wyniki wielu z nich rozstrzygały się dopiero w ostatnich sekundach. Na pobliskiej łące można było także przejść przyspieszony kurs tatarskiej szermierki i strzelania z łuku.
Jak wiadomo ruch wzmaga apetyt, ten zaś można było zaspokoić na stoisku kulinarnym przygotowanym przez mieszkanki Szuci. Oprócz standardowych zapiekanek czy hamburgerów, można było popróbować specjałów miejscowych gospodyń. Nazwy niektórych z nich brzmiały naprawdę tajemniczo, jak np. pierdziołki (pyszna fasolka po bretońsku) czy diabelskie jadło (o ostrości tej zupy gulaszowej przekonał się sam autor). Atrakcji nie zabrakło także w niedzielę. Wszystko rozpoczęło się o godzinie 13, kiedy to odsłonięto tablicę upamiętniającą Święto Omulwi. Później przyszedł czas na kolejne konkursy zręcznościowe, a także na ekologiczne pokazy strażackie w wykonaniu milusińskich z Szuci.

Łukasz Łogmin{/akeebasubs}