W strugach rzęsistego deszczu i towarzystwie błyskawic ruszyła na Jasną Górę grupa pielgrzymów z proporcem GALINDIA Szczytno. Wśród nich jest Piotr Muszyński, który idzie z intencjami do Matki Boskiej po raz 25.

Ruszyli w deszczu i z piorunami
Pielgrzymi rozpoczęli marsz w pelerynach. Po kilku godzinach mogli już najwyżej narzekać na upał

Pątnicy idą na Jasną Górę w ramach Warmińskiej Pieszej Pielgrzymki już po raz 34. Tegorocznym hasłem są słowa: „Idźcie i głoście”. Przed nimi prawie dwa tygodnie marszu. W poniedziałek, gdy ruszali, towarzyszyły im ulewa i błyskawice. Po kliku godzinach pogoda diametralnie się zmieniła w słoneczną, wręcz upalną. Na takie sytuacje są jednak przygotowani. Niezrażeni idą, każdy z inną intencją.

Pielgrzymów, od lewej: Tadeusza Żywicę, Lucynę Jarocką, Jana Biedrzyckiego i Piotra Muszyńskiego żegnali księża na czele z dziekanem ks. Andrzejem Wysockim

Wymarsz na pielgrzymkową trasę poprzedziła msza święta, której przewodniczył dziekan ks. Andrzej Wysocki. W kazaniu podkreślał, że całe nasze życie jest pielgrzymką. Marszom na Jasną Górę często towarzyszy trud i ból, ale zawsze na koniec rodzi się z tego radość.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  - Pielgrzymka jest też przemienieniem i dziękczynieniem za to wszystko, co otrzymujemy od Boga i dobrych ludzi – mówił ks. Wysocki. Pielgrzymi, którym przewodzi ks. Mariusz, ruszyli do Częstochowy o dziewiątej rano. Żegnali ich najbliżsi i księża na czele z dziekanem ks. Wysockim. On na pielgrzymce był dwa razy, w 1979 i 1988 roku.

Piotr Muszyński nie obawia się żadnych trudności, bo pochodzi z Kresów

Z kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wyruszyły dwie grupy: ze Szczytna, licząca 55 osób i Mrągowa - 41. Z Warmii i Mazur idzie łącznie około 500 pątników. Średnio będą pokonywać 35 km dziennie. Na Jasną Górę planują wejść 12 sierpnia.

25. MARSZ PANA PIOTRA

Prawdziwym rekordzistą nie tylko w gronie szczycieńskich pątników jest Piotr Muszyński. To już jego jubileuszowy 25. marsz na Jasną Górę. - Mam intencje osobiste, ale też niosę te przekazane od rodziny, znajomych, również z zagranicy – mówi pan Piotr. Na pierwszą swoją pielgrzymkę wyruszył w 1988 r. - Wychodziliśmy wtedy od księdza Roberta, a frekwencja była „jak na Boże Ciało”, około 270 osób – wspomina. Zapewnia, że jako rodowity „chłop z Kresów” trudów marszu się nie obawia. Dodaje tylko, że najtrudniejszy będzie trzeci etap z Janowca Kościelnego do Stupska, liczący 40 km. - Będziemy najpierw szli po asfalcie, a później polami. Po deszczu dadzą nam się we znaki kałuże. Potem to już „z górki” - mówi pielgrzym -nestor. Towarzyszą mu bliscy znajomi: Lucyna Jarocka, dla której jest to już 10. pielgrzymka, Tadeusz Żywica, idący po raz piąty i Jan Biedrzycki, po raz czwarty.

Leszek Dec po raz trzeci idzie na Jasną Górę, tym razem w towarzystwie córki Alicji

DLA CHOREGO IGORKA I BY SPEŁNIĆ SIĘ W ZAWODZIE

Wśród ruszających w trasę pielgrzymów spotkaliśmy też Leszka Deca, byłego radnego gminy Dźwierzuty i kandydata na wójta. Idzie po raz trzeci, po ponad 30-letniej przerwie. - Chcę zanieść intencje do Matki Boskiej, prosząc o zdrowie dla całej rodziny i znajomego, nieuleczalnie chorego Igorka z Zalesia. Czuję, jak serce mi się raduje – zwierza się pan Leszek. Towarzyszy mu córka Alicja. Zdradza nam, że jedną z jej intencji jest spełnienie się w zawodzie pielęgniarki, w którym wkrótce rozpoczyna pracę. Czy nie boi się czekającego ją wyzwania? - Dam radę, mam przecież przy boku tatę – słyszymy. - Dziś maszerować na Jasną Górę jest zdecydowanie łatwiej. Można dobrać sobie odpowiednie ubranie. Kiedyś szło się tak, jak człowiek z domu wyszedł – wspomina Leszek Dec.

(o){/akeebasubs}