- Płynąca przez Jęcznik rzeczka została ogrodzona elektrycznym pastuchem – alarmuje wypoczywający w tej miejscowości turysta z Warszawy. Wskutek tego kajakarze dobijający do małej tamy posadowionej w Jęczniku nie mogą kontynuować spływu, bo nie mają jak przenieść swojego sprzętu.

Rzeka pod prądem?Problem z grodzeniem rzeczki zgłosił nam pan Jerzy Gwiaździński, z urodzenia warszawiak. Od lat 70. wakacje i urlopy spędza on na Mazurach, a konkretnie w Jęczniku i okolicach. Urzekły go mazurskie jeziora. Do niedawna, gdy zdrowie dopisywało, uczestniczył w licznych spływach kajakowych, choć jak zauważa wokół naszych jezior czy rzek nie ma praktycznie infrastruktury służącej turystyce. Co gorsza, ostatnio zauważył, że brzegi płynącej przez Jęcznik rzeczki Saska zostały ogrodzone drutem na izolatorach, tak jak pastwisko dla bydła.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Ogrodzenie, prawdopodobnie pod prądem, ciągnie się od małej tamy, zwanej jazem, aż pod szosę olsztyńską.
- Jeśli kajakarze wyciągną swój sprzęt przed jazem, nie mogą dostać się z powrotem do rzeczki, bo ta jest zagrodzona– irytuje się pan Jerzy.
Będąc na miejscu stwierdzamy, że rzeczywiście brzegi Saski zostały ogrodzone drutem przypominającym elektryczny pastuch. Dokonał tego miejscowy gospodarz, pan Dariusz. - Ogrodzenie to tylko imitacja elektrycznego pastucha i nie jest pod napięciem – zapewnia nas. Tłumaczy, że wykonał je dlatego, by hodowane przez niego cielaki nie wchodziły do wody i nie obrywały skarp. Nie uważa, żeby była to jakaś przeszkoda dla kajakarzy.
O opinię w tej sprawie zwróciliśmy się do miejscowego Oddziału Rejonowego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych, który odpowiada za wody państwowe.
- Rzeczka Saska, jak każdy inny ciek, nie może być grodzona, bo nie zezwala na to prawo – tłumaczy Wiesław Markowski, kierownik oddziału RZMiUW. Według przepisów przy każdym z brzegów musi pozostawać ogólnodostępny pas, co najmniej półtorametrowej szerokości. Po naszej interwencji kierownik Markowski nakazał gospodarzowi odsunąć ogrodzenie od rzeczki na taką odległość, by kajakarze mogli swobodnie przenosić swój sprzęt i kontynuować spływ.

Marek J.Plitt{/akeebasubs}