59-latek z Rudki od dawna kradł ule kolegom po fachu. Być może proceder trwałby dłużej, gdyby nie to, że na trop złodzieja wpadł jeden z właścicieli skradzionego mienia.
SYSTEMATYCZNE OKRADANIE
W sobotę 6 maja do oficera dyżurnego szczycieńskiej jednostki zgłosił się Mateusz Kobus, pszczelarz ze Szczytna. W rozmowie z funkcjonariuszem oświadczył, że poruszając się po terenie gminy Szczytno na jednej z posesji rozpoznał ule, które jakiś czas temu zostały mu skradzione. Mimo że były przemalowane i częściowo przerobione nie miał wątpliwości, że należą do niego, bo sam je wykonał. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Skierowani na miejsce policjanci ustalili, że właściciele posesji udostępnili nieodpłatnie swojemu 59-letniemu znajomemu kawałek ziemi, na którym mężczyzna hodował pszczoły. Pszczelich domków systematycznie przybywało, a pasieka, ku radości gospodarzy, systematycznie się rozrastała. Policjanci ustalili, że proceder trwał od stycznia 2015 r. Nieuczciwy pszczelarz, mieszkaniec Rudki, regularnie podbierał po kilka uli kolegom po fachu. Według policji, w sumie Benedykt Sz. ukradł ich 28, a wartość mienia to blisko 14 tys. złotych. Śledczy zabezpieczyli hodowlę, która zostanie przekazana prawowitym właścicielom. 59-letniemu miłośnikowi cudzych uli grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.
TRZEBA BRAĆ SPRAWY W SWOJE RĘCE
Według Mateusza Kobusa złodziejski proceder trwał znacznie dłużej niż ustaliła policja. Jak mówi, znajomemu pszczelarzowi z Leśnego Dworu Benedykt Sz. podbierał je najprawdopodobniej już od 30 lat. - Podejrzewał kim jest złodziej, ale nie mógł go namierzyć – mówi pan Mateusz. Jemu ule zginęły raz, w sierpniu 2015 r. W sumie było to 15 pszczelich rodzin. Zgłosił sprawę policji, ale została ona umorzona z powodu braku wystarczających dowodów. Potem sam znalazł dwa swoje ule pod domem 59-latka w Rudce. - Wtedy odpowiadał tylko za paserstwo – wspomina pszczelarz. Przy okazji informuje, że nie najlepiej układała mu się współpraca ze szczycieńską policją i prokuraturą, które jego zdaniem dążyły tylko do zamknięcia sprawy. - Miałem całą teczkę dowodów obciążających tego pana, ale nikogo one nie interesowały – twierdzi pan Mateusz. Jego zdaniem, nie wystarczy polegać jedynie na organach ścigania, tylko brać sprawy w swoje ręce, co w jego przypadku przyniosło skutek. Najbardziej żal mu pszczół. - Wszystkie 29 rodzin, które zostały skradzione, zginęło z głodu. Ten człowiek powinien być ukarany nie tylko za kradzież, ale też za znęcanie nad zwierzętami – uważa. Przestrzega potencjalnych naśladowców złodzieja, aby mieli się na baczności. - Niech nie czują się bezpiecznie, bo jeśli na ich trop nie wpadnie policja, to zrobimy to my, pszczelarze - zapowiada.
(ew){/akeebasubs}
