Maseczki ochronne stały się towarem deficytowym. W szczycieńskim szpitalu znaleziono na to sposób. Szyje je szpitalna krawcowa, Jolanta Studniak. Dziennie jest w stanie wykonać ich nawet 70.

Sami szyją sobie maseczki
Szpitalna krawcowa Jolanta Studniak dziennie jest w stanie uszyć nawet 70 maseczek

Kierownictwo i personel szczycieńskiego szpitala otrzymało od wojewody zalecenie, aby oszczędzać środki ochrony indywidualnej. - Każda zmiana, każdy dyżur otrzymuje swój pakiet środków ochrony, który jest oznaczony – tłumaczy dyrektor szpitala Beata Kostrzewa. W kraju towarem deficytowym stały się maseczki. Okazuje się, że w Szczytnie znaleziono na to sposób. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  - Jesteśmy nauczeni biedy, bo nasz szpital nigdy nie był bogaty. Dlatego sami sobie je szyjemy – mówi dyrektor.

Szyciem maseczek zajmuje się szpitalna krawcowa Jolanta Studniak. Dziennie jest w stanie wykonać ich ok. 70. Koszt wyprodukowania jednej to 30 groszy. Pani Jolanta w szczycieńskim szpitalu pracuje od 1990 r. Na co dzień szyje m.in. pościel oraz beciki na oddział położniczy. - Zawsze znajdą się jakieś kawałki tkanin, które można potem wykorzystać, a szpital na tym zaoszczędzi – mówi krawcowa. Spod jej rąk wychodzą także ubrania na blok operacyjny. Zajmuje się też ich przerabianiem. Ponadto reperuje pościel przychodzącą z pralni. Na brak pracy nie narzeka. - Kiedyś było nas dwie, ale w tamtych czasach szyło się więcej. Teraz jest dużo rzeczy jednorazowych, wtedy niedostępnych na rynku – wspomina pani Jolanta.

(ew){/akeebasubs}