W miniony gorący weekend teren wokół wodnej bazy szczycieńskiego MOS-u zatętnił życiem. Odbył się tutaj III rodzinny piknik. Pogoda dopisała, więc wielu chętnych bawiło się do wieczora.

Sąsiedzkie zabawy zamiast swarów
Atrakcji nie brakowalo, było rodzinne przeciąganie liny i cieszący się dużym powodzeniem warsztat garncarski

HAJDA, NAD WODĘ!

Pomysłodawcami pikniku nad dużym jeziorem są radni miejscy Arkadiusz Dziczek i Paweł Krassowski. Jak nam mówią, jest to kontynuacja imprez rodzinnych, które wcześniej odbywały się na osiedlu Leyka.

- Postanowiliśmy jednak, że przeniesiemy się nad wodę, aby nie smażyć się w słońcu pośród miejskiej zabudowy - wyjaśniają radni.

Jak to zwykle bywa na takich imprezach, najwięcej uciechy mieli milusińscy. Czekało na nich mnóstwo rozrywek w postaci zabaw i konkursów, a także rejsy stateczkiem wycieczkowym, cieszące się bodaj największym wzięciem. Młodzież i dorośli, jak zauważyliśmy, wybierali kajaki oraz wodne rowery.

Pod licznie obleganym stoiskiem bokserskim miejscowego klubu „Gwardia” zauważyliśmy malutką Zosię, zasypującą gradem ciosów worek bokserski.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Jak mówi nam jej mama, zaraz obie ruszają na rejs „Jagienką”. - Córeczka pięknie pomalowała pamiątkową torbę na zakupy i w ten sposób zdobyła bilety - cieszy się mama, Joanna Wojciechowska. Tu trzeba wyjaśnić, że rejsy stateczkiem były darmowe, ale biletowane. Te można było zdobyć nie tylko za zwycięstwo, ale i sam udział w konkursach, m. in. szachowym, kręglowym, rysunkowym, itp.

SPORT, SZTUKA I NAUKA

Ciekawy i zabawowy sportowy kącik zorganizowali na pikniku miejscowi karatecy spod znaku „Katany”. Na zaimprowizowanym ringu można było stanąć do walki w nadmuchiwanych i ogromnych balonowych rękawicach. Najbardziej bawiło to widzów, podobnie jak wyścigi w workach, czy przeciąganie liny. Już bardziej na poważnie można było postrzelać na stanowisku ogniowym, przygotowanym przez koła strzeleckie LOK.

Oprócz tych wesołych zmagań sportowych, czekały na chętnych także zajęcia o artystycznym i naukowym charakterze. Amatorzy sztuki garncarskiej mieli do dyspozycji warsztat Alicji Zęgoty z Nowych Kiejkut Wprost na stole, bez użycia koła garncarskiego milusińscy formowali miseczki, dzbanki czy pamiątkowe medaliony. Z kolei bardziej dorośli miłośnicy historii mogli zapoznać się z początkami osadnictwa na naszych ziemiach na stoisku Kazimierza Abramczyka, badacza prehistorii Mazur. Wystawił on też miniaturki bab pruskich, staropruskie kręgle oraz naukowe wydawnictwa historyczne i albumy.

Ponieważ piknik trwał kilka dobrych godzin, nie zapomniano o ciepłych i zimnych napojach oraz słodkościach. Zwieńczeniem imprezy było wspólne ognisko i kiełbaski z grilla.

Marek J.Plitt{/akeebasubs}