W schronisku „Cztery łapy” w Szczytnie powstała nowoczesna kociarnia mogąca pomieścić 50 mruczków. Jej utworzenie było konieczne, bo placówka nie spełniała wyśrubowanych norm określających liczbę kotów mogących przebywać na danej powierzchni, przez co miasto płaciło kary nakładane przez inspekcję weterynaryjną. Zdaniem szefowej TOZ Ireny Dobryłko nie rozwiązuje to jednak problemu przyjmowania przez schronisko kolejnych kotów.

Schronisko z nową kociarnią
W nowej kociarni na mruczki czekają drapaki i legowiska

Nowoczesna kociarnia w schronisku „Cztery łapy” w Szczytnie to strefa, w której mruczki mają do dyspozycji ogrzewane pomieszczenia, bezpieczne wybiegi oraz legowiska i drapaki. Może ono pomieścić 50 kotów. Inwestycja była konieczna, bo szczycieńskie schronisko od kilku lat borykało się z problemem polegającym na zapewnieniu futrzakom odpowiednich warunków. Placówka nie spełniała wyśrubowanych norm określających liczbę kotów mogących przebywać na danej powierzchni. To powodowało, że inspektorat weterynaryjny nakładał kary finansowe. Z tego też powodu, o czym pisaliśmy w „Kurku”, dochodziło do sytuacji, kiedy placówka odmawiała przyjmowania kolejnych zwierząt.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Jeden z takich przypadków miał miejsce przed rokiem, kiedy nie przyjęto chorego kociaka, a osobie, która go przywiozła poradzono, by zostawiła go tam, gdzie był. Prezes szczycieńskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami Irena Dobryłko cieszy się z inwestycji, ale zarazem nie ma złudzeń, aby dzięki niej zmieniła się dotychczasowa polityka schroniska. - Dzięki kociarni zostaną spełnione warunki dla kotów już przebywających w schronisku, dzięki czemu miasto nie będzie płaciło kar. Natomiast problem z przyjmowaniem kolejnych kotów pozostanie – uważa prezes. Ma także uwagi do nowej kociarni. Jej zdaniem wybiegi dla mruczków powinny być choć częściowo zadaszone, bo w obecnym stanie znajdujące się na nich urządzenia, wskutek warunków atmosferycznych, szybko ulegną zniszczeniu. Szefowa TOZ zastanawia się też, po co ustawiono tam aż siedem metalowych ławek. - Już lepsze byłyby drewniane. Nie zostało to do końca przemyślane. Przecież to miejsce dla kotów, a nie dla ludzi – uważa Irena Dobryłko.

(ew){/akeebasubs}