W miniony czwartek ze studzienki kanalizacyjnej usytuowanej na skarpie pod Kamionkiem wybiły nieczystości, które spłynęły w dół do dużego jeziora. Zszokowani mieszkańcy podnieśli alarm, zawiadamiając niezwłocznie służby gminne. Ich zdaniem ścieki pochodzą z pobliskiej ubojni indyków. Szefostwo zakładu zaprzecza, ale z kanalizacji wydobyto ptasie wnętrzności.
NIEPRZYJEMY WYCIEK
W Kamionku wzdłuż nadjeziornej skarpy biegnie stara kanalizacja, zbudowana w czasach rozkwitu kombinatu rolnego „Mazury”. Obecnie, po likwidacji pegeerowskiej oczyszczalni ścieków, funkcjonuje nowa sieć sanitarna wraz z przepompownią. Stara nitka jest teoretycznie nieczynna, ale to właśnie ze studzienki usytuowanej na niej wybiły ścieki, zalewając ścieżkę pieszo- rowerową i zanieczyszczając wody dużego jeziora.
Wyciek zauważyli właściciele ogródków działkowych sąsiadujących z feralną studzienką i oni powiadomili służby gminne. Ich zadaniem sprawcą zrzutu nieczystości była miejscowa ubojnia indyków, bo wylewające się ścieki miały krwiste zabarwienie.
- Nie zdarza się to pierwszy raz, choć wcześniej nieczystości tylko się przesączały przez skarpę - mówi Mirosław Korzeniewski, mieszkaniec Kamionka. Inni świadkowie pytają, jak to możliwe, że ze studzienki, choć kanalizacja jest niby nieczynna, dość często zalatują niemiłe zapachy i zalega w miej czerwona ciecz.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Na miejscu awarii szybko zjawiła się ekipa pracowników Urzędu Gminy Szczytno. Przyjechał beczkowóz asenizacyjny, którym wypompowano ścieki ze studzienki, dzięki czemu tylko niewielka ich ilość dostała się do jeziora. Zaraz też zabrano się do usuwania błotnistej mazi naniesionej na ścieżkę pieszo-rowerową.
TO NIE UBOJNIA?
W ubojni indyków słyszymy zapewnienia, że to nie z winy zakładu doszło do wycieku nieczystości ze starej kanalizacji.
- Trzy dni temu w dokonaliśmy przeglądu i płukania kanalizacji, więc na pewno wyciek ścieków to nie nasza wina - p rzekonuje Łukasz Szabłowski, szef ubojni indyków w Kamionku. Jako dowód tych działań pokazuje nam opłaconą fakturę. Dodaje, że zakład nie wyrzuca żadnych części z rozbioru drobiu. Wszystko składuje w specjalnych kontenerach, bo im więcej zgromadzi elementów, tym więcej dostanie pieniędzy od „Sarii”, firmy, która zajmuje się utylizacją, płacąc od kilograma pozyskanego surowca.
KONKRETNE DOWODY I UKRYTE POŁĄCZENIA
Według służb gminnych przyczyny wybicia nieczystości ze starej studzienki są jasne. Ścieki wylały się zaraz po tym, gdy zostały zatkane urządzenia tłoczące je w miejscowej przepompowni.
- Nasi pracownicy w trakcie czyszczenia rur wydobyli z nich ptasie pierze oraz wnętrzności, co mówi samo za siebie – stwierdza Aleksander Godlewski, szef Gospodarstwa Pomocniczego w Kamionku. Mówi, że jak na ironię losu, dzień wcześniej stacja pomp była przeglądana i konserwowana. Jego zdaniem nie wszystko wygląda w ubojni indyków tak pięknie, jak to opisuje jej szef. Zdarza się, że konserwatorzy pomp wydobywają z nich nawet fragmenty roboczych fartuchów.
Inną sprawą jest wydostanie się ścieków ze starej studzienki, która teoretycznie jest odłączona od obecnie używanej sieci kanalizacyjnej. Wytłumaczenie może być tylko jedno.
- Gdzieś pod ziemią nadal istnieją nieznane połączenia, które nie figurują na dostępnych mi mapach czy planach - mówi szef gospodarstwa pomocniczego. Dodaje, że na początku działalności ubojnia prowadziła inwestycje kanalizacyjne, które mogły być wykonane niezgodnie ze sztuką inżynierską. Już w dzień wycieku nieczystości służby gminne szukały ukrytych podłączeń do starej sieci, ale czynności te nie zakończyły się powodzeniem. Jednak, jak zapewnia Aleksander Godlewski, zaraz po świętach prace zostaną podjęte na nowo i prowadzone będą aż do skutku.
NAJRÓŻNIEJSZE ZNALEZISKA
Na terenie gminy Szczytno, głównie ze względu na ukształtowanie terenu, ścieki nie mogą być odprowadzane tylko grawitacyjnie. Na sieciach kanalizacyjnych zainstalowano w związku z tym aż 32 przepompownie. Niestety, urządzenia tłoczące zatykają się dość często, bo do kanalizacji, głównie poprzez muszle klozetowe, dostają się najprzeróżniejsze przedmioty, które mieszkańcy wyrzucają całkiem beztrosko. Pracownicy obsługujący przepompownie wyciągali z nich już np. kości z żeberek wieprzowych, części odzieży, domowe kapcie, połamane szczotki czy sztućce.
Marek J. Plitt
{/akeebasubs}
