Niedawno pisaliśmy o zagrożeniach na ścieżce pieszo-rowerowej biegnącej nad dużym jeziorem, na jakie narazić mogą się jej użytkownicy. Jak się okazuje, nie wyczerpaliśmy tematu, bo na szlaku czyha kolejne niebezpieczeństwo – druty pod napięciem.

Ścieżka pod napięciem

Nie tylko tłok i brak wzajemnego poszanowania użytkowników ścieżki pieszo-rowerowej stwarzają realne zagrożenia. Kolejne to... druty pod napięciem, które okalają szlak na terenie wsi Korpele i to na dość długim odcinku.

O tym, jak przykrym może być kontakt z niewinnie wyglądającym ogrodzeniem przekonały się niedawno pani Danuta Marczak i jej półtoraroczna wnuczka. Babcia wraz ze swoją podopieczną wybrały się na szlak, by zażyć nieco relaksu. Tuż poza miastem dziewczynka odczuła zmęczenie, więc podbiegła do jednej z ławeczek, a za nią podążyła babcia. Nim obie zdążyły dobrze się usadowić, dziewczynka nagle głośno krzyknęła i zerwała się jak oparzona, głośno płacząc.

Babcia, zdziwiona zachowaniem wnuczki, także wstała i wówczas przypadkowo dotknęła jednego z drutów ogrodzenia stojącego tuż za ławką.

- Niespodziewanie odczułam solidne uderzenie prądem – wspomina pani Danuta. Wtedy też zrozumiała, że jej wnuczka i ona sama boleśnie odczuły na własnej skórze działanie elektrycznego pastucha!

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

MIASTO I GMINA UMYWAJĄ RĘCE

Krystyna Lis z Urzędu Miejskiego tłumaczy nam, że gdy służby miejskie stawiały ławki nie zauważyły nic niepokojącego. Ogrodzenie nie „kopało”.

Być może szczęśliwym zbiegiem okoliczności pracownicy uniknęli kontaktu z drutami, ale nie zmienia to faktu, że są one pod napięciem - sprawdziliśmy to sami. Ponieważ ogrodzenie zostało zainstalowane poza granicami miasta, ratusz odesłał nas do włodarza gminy Sławomira Wojciechowskiego. Wójt obiecał „Kurkowi” osobiste zainteresowanie się problemem. Jednak jak się okazuje, nie ma przepisów zabraniających instalowanie elektrycznych pastuchów w pobliżu uczęszczanych traktów czy to pieszych, czy rowerowych. Wobec tego wójt ma niewielkie pole manewru. Jedynie może domagać się oznakowania ogrodzenia będącego pod napięciem specjalnymi, ostrzegawczymi tabliczkami.

PASTUCH BYĆ MUSI

Właścicielem działki okolonej drutem pod napięciem jest Zbigniew Golon, sołtys wsi Korpele, na co dzień hodowca koni. Jak nam mówi, pastuch elektryczny został zainstalowany na nowo zaraz po tym, jak uruchomiono nadjeziorną ścieżkę.

- Ogrodzenie było wtedy wyposażone w wymagane tabliczki ostrzegawcze – zapewnia sołtys. Dodaje, że niestety, w niedługi czas potem elementy te zostały po prostu rozkradzione lub połamane przez wandali. Mało tego, znikły też spore odcinku drutu ogrodzeniowego, wskutek czego konie wyszły na szosę olsztyńską, stwarzając ogromne zagrożenie dla ruchu kołowego. Dlatego też, jak podkreśla sołtys Golon, pastuch elektryczny musi okalać działkę. Nie zamierza go demontować, a użytkownicy ścieżki pieszo-rowerowej powinni, jego zdaniem, po prostu bardziej uważać.

Sołtys zapewnia „Kurka”, że urządzenie posiada atest i w żadnym wypadku nie zagraża życiu czy zdrowiu człowieka, tak jak i zwierzaków. Obiecuje jeszcze, że jeśli uda mu się nabyć tabliczki ostrzegawcze, to je ponownie umieści na ogrodzeniu.

Danutę Marczak nie satysfakcjonują takie tłumaczenia.

- Nie może być tak, że niczego niespodziewający się spacerowicze narażeni są na elektrowstrząsy - uważa nasza rozmówczyni. Dziwi się, że ogrodzenie pod napięciem za wiedzą władz przebiega w bezpośrednim sąsiedztwie ścieżki pieszo-rowerowej i w dodatku tuż za ławeczkami.

Marek J.Plitt

{/akeebasubs}