Jak co roku we Wszystkich Świętych zaroiło się pod obiema szczycieńskimi nekropoliami.

Ścisk, błoto i deszczPrzed wejściem głównym od strony ul. Śląskiej i dalej w kierunku ul. Gizewiusza tworzyły się samochodowe korki aż po horyzont. W godzinach największego ruchu nie udawało się ich rozładować, mimo starań policjantów. 
Podobnie, ale jeszcze bardziej była zatoczona ul. Mrongowiusza. W tym roku zezwolono na parkowanie na jej poboczu, z czego chętnie korzystano. Miejscami samochody stawiano  nieomal w przydrożnym rowie.
Z kolei za głównym wejściem z ul. Mrongowiusza, z powodu deszczowej pogody, utworzyło się lokalne bagienko. Dlatego też nikt nie forsował go, a jak już nie miał wyjścia, próbował przeciskać się ścieżką biegnącą tuż pod płotem.
Niewiele to jednak dawało, bo dalej między grobami bywało podobnie – dominowało błoto i było ślisko. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}Na szczęście główne szlaki są brukowane, no i po nich poruszano się bez przeszkód.
Cóż, czy to z powodu fatalnej pogody, czy jakiegoś innego, nie opróżniono na czas pojemników na odpadki. Gdy 1 listopada na cmentarzu pojawiły się liczne osoby odwiedzające groby, przywitał je taki oto widok – przepełnione kontenery. 

CMENTARNE ŁAKOCIE

Już od kilku dobrych lat cmentarze w dniu 1 listopada nabierają nieco jarmarcznego wyglądu. Przy bramach obok stoisk z kwiatami i zniczami, pojawiają się także stragany z łakociami. Oczywiście ich klientelę stanowią głównie milusińscy.
Naszą uwagę zwróciło nie tyle stoisko z obwarzankami, co dynia „nadziewana” lizakami. Umiejscowienie symbolu Halloween tuż pod bramą cmentarza wydało się nam dość  niezwykłe. Zwłaszcza w kontekście pewnych ulotek, które pojawiły się w niektórych  punktach miasta.
Nawoływały one do tego, by nie obchodzić Halloweenu, jeśli jest się chrześcijaninem.

OSOBLIWOŚCI ul. PODGÓRNEJ

Dziurawe hydranty

Wzdłuż ul. Podgórnej, jak i zresztą przy innych ulicach miasta, stoją hydranty. Jednak te opisywane przez nas mają pewną dziwną wspólną cechę, mianowicie dziury wyżarte przez rdzę. Dość pokaźne otwory znajdują się tuż przy ziemi. Jak widać na powiększeniu, rdza wdała się dość mocno i niedługo pochłonie całą podstawę urządzeń. Tragedii niby nie ma, bo woda nie wycieka, znajduje się ona w osobnych rurach, a skorodowane są jedynie obudowy hydrantów. Pozostaje więc pytanie jak długo jeszcze wytrzymają, no i w jakim stanie są rury prowadzące wodę? Jeśli są tak przerdzewiałe jak obudowy, może być z tego poważna awaria.

Załataj sam?

Inną osobliwością ulicy Podgórnej są dziury w jezdni. W zasadzie nie ma w tym nic szczególnego, bo na ulicach Szczytna jest ich wiele, ale te są jednak inne.  Tuż przy nich leży materiał asfaltowy, który sprawia wrażenie, jakby został specjalnie w tych miejscach zgromadzony.
Miałoby to znaczyć, że wyrwy należy łatać samemu?

OSTATECZNA ROZBIÓRKA

W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o starej kotłowni, która jeszcze kilka dni temu stała przy ul. Żeromskiego. Cóż, potężna koparka z ogromnym uchwytem nożycowym w dwa dni rozprawiła się z murami i po kotłowni pozostała tylko wielka kupa gruzu i złomu. Dość szybko to wywieziono i nastąpił drugi etap – rozbieranie komina. Na placu budowy pojawił się kolejny wielki sprzęt – wysoki dźwig z platformą u szczytu. Właśnie z niej cegła po cegle dokonywano rozbiórki.
Gdy komin skurczył się do niewielkich rozmiarów, ruszył na niego buldożer i rozprawił się z nim ostatecznie. Jak z budynku kotłowni, tak i z niego pozostała tylko kupa gruzu.

KRAJOBRAZ INDUSTRIALNY

Nawiązując do kominów, to przypomniała mi się lekcja geografii, jeszcze z czasów PRL-u. Bodaj w IV albo V klasie szkoły podstawowej pani pokazywała nam zdjęcia przedstawiające  panoramy śląskich miast z lasem dymiących kominów. Owe miasta stanowiły wówczas chlubę kraju, świadcząc o niebywałym rozwoju przemysłu i związaną z tym nowoczesnością socjalistycznej gospodarki, przodującej zresztą w świecie.
Cóż, czasy się zmieniają i teraz las dymiących kominów nad jakąś miejscowością byłby powodem nie do dumy, a wręcz odwrotnie, wstydu z powodu zacofania. W związku z tym zrobiliśmy przegląd przemysłowych kominów w Szczytnie, aby zobaczyć, jak dużo z nich przetrwało do obecnych czasów. Czynnych, wytwarzających kłęby dymu, na szczęście już nie ma. Niestety, nie ma też zakładów pracy, którym służyły, np. rzeźni miejskiej, POM-u, fabryki mebli, czy tartaku (na zdjęciu kominy tych byłych firm).
Jako ciekawostkę dodajmy, że ostatnia interwencja w sprawie czynnego, bo dymiącego komina przemysłowego miała miejsce w 2007 r. Miejskie powietrze zanieczyszczała firma MM produkująca meble, działająca wówczas przy  ul. Chrobrego. Dziś ów smrodliwy komin po odnowieniu pełni jedynie funkcję ozdobną w zupełnie innej firmie „Novum”. Na pozostałem trenie zajmowanym niegdyś przez fabrykę mebli wyrosło centrum handlowe. Czy te zmiany rzeczywiście przyniosły nam nowoczesność?{/akeebasubs}