Gdyby organizatorzy jakiegoś biegu na 3 km z przeszkodami mieli problemy z przygotowaniem rowu z wodą, mogą zgłosić się do mieszkańców jednego z budynków przy ul. Sienkiewicza.

Sienkiewiczowski potopCi bardzo chętnie swój rów oddadzą – i to gratis (fot. 1). - Gdy tędy przejeżdżam, to mi się czujnik parkowania włącza. Boję się, że mogę zahaczyć – mówi jedna z pań, która często  swój  samochód stawia  na podwórzu. Znajduje się na nim coś w rodzaju parkingu dla mieszkańców dwóch budynków mieszkalnych, a także nauczycieli i rodziców dzieci z pobliskiej szkoły muzycznej – jej część widać na pierwszym z zamieszczonych zdjęć. Wprawdzie przed zjazdem z betonowych płyt znajduje się parking (fot. 2), ale zazwyczaj wszystkie miejsca są na nim zajęte. Pozostaje zatem zmierzenie się z niebezpiecznym zapadliskiem. Mieszkańcy budynku wielokrotnie zgłaszali swój problem do odpowiedniej komórki w Urzędzie Miejskim, wnioskując o wyrównanie krótkiego przecież odcinka. Prośby pozostają bez echa, choć stąd do ratusza to tylko mocniejszy rzut beretem. – Ten dół się powiększa – podsumowuje pan Artur Lis (na zdjęciach), mieszkaniec budynku.
Problemy z bezpiecznym i komfortowym dojazdem mieszkańców i osób związanych ze szkołą muzyczną można by jeszcze rozszerzyć o ewentualne kłopoty straży czy karetki pogotowia. O dziwnych minach kurierów czy rozwozicieli pizzy nie będziemy wspominać.

NA PLACU JUŻ BEZPIECZNIE

Niedawno w „Kronice” pisaliśmy o prowizorycznie naprawionej końcowej części zjeżdżalni na placu zabaw nad Jeziorem Małym Domowym. Jeszcze zimą plastik pękł, a ktoś postanowił przyśrubować tam kawałek dykty. Dziura może i znikła, ale całość nie wyglądała estetycznie i nie była chyba bezpieczna. Teraz wymieniono cały moduł – zjeżdżalnia prezentuje się wreszcie jak należy (fot. 3).{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

SPÓŹNIONE, ALE SZCZERE

Kilka dni temu (6 maja) obchodziliśmy jedyne w roku imieniny Juranda, najciekawszej postaci Sienkiewiczowskich „Krzyżaków”, bohatera literackiego kojarzonego z naszym miastem (choć pochodził ze Spychowa – i to nie tego spod Szczytna). Mamy u nas od parudziesięciu lat plac Juranda, od niedawna działa prężnie klub Jurund Szczytno, który wskrzesił Maraton Juranda – w najbliższą niedzielę będziemy mieli jego kolejną edycję. Nazwa „Jurand” może przywoływać i nostalgiczne wspomnienia, stając się jednocześnie synonimem czegoś, co nie wyszło. Szczęścia na dłużej imię tego literackiego bohatera nie zapewniło m.in. szczycieńskiemu kinu, piwu, regionalnym browarom, związkowi mazurskich gmin czy nawet futbolowej drużynie z Barcian, grającej z naszymi zespołami w klasie okręgowej (Jurand wlecze się w ogonie tabeli).
Mogłoby się wydawać, że Jurand to imię tylko literackie. Tak jednak nie jest – obchodzimy przecież jego imieniny. Imię takie nosi chociażby Jurand Drop, będący w byłym koalicyjnym rządzie PO-PSL podsekretarzem stanu w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji. Jurandów ze Spychowa nie brakuje na Facebooku – witają się oni z użytkownikami zdjęciem Andrzeja Szalawskiego, czyli odtwórcy roli komesa w filmowych „Krzyżakach” (fot. 4).
Wszystkim prawdziwym Jurandom czytającym ten tekst życzymy  – z drobnym poślizgiem - wszystkiego najlepszego.

OBLICZA MAJÓWKI

Za nami majówka najdłuższa z możliwych – dla niektórych zaczęła się jeszcze pod koniec kwietnia i trwała 9 dni. Było chyba wszystko, co być powinno. Nie zabrakło nieodzownych momentów patriotycznych, a całe Szczytno zostało odpowiednio oflagowane. Ciekawie prezentował się ratusz – okna dwóch niższych kondygnacji przybrały nasze barwy narodowe (fot. 5). Atrakcje dla siebie mogli znaleźć miłośnicy sportu czy zwierząt – 1 maja zorganizowano po raz kolejny wystawę domowych  pupilków (fot. 6).  Włączono fontannę na Jeziorze Domowym Małym (fot. 7) – pogoda generalnie dopisywała i zachęcała do spacerów czy spędzania czasu na ławeczkach.  Kto chciał, skupił się na grillowaniu – sklepy spożywcze  oferowały nawet trzycyfrową liczbę produktów ułatwiających celebrację tej stosunkowo młodej świeckiej tradycji. Na koniec  o jeszcze jednym nietypowym akcencie związanym z majowym świętowaniem.

Półtora roku temu, w Święto Niepodległości odprawiono pierwszą mszę w Świątyni Opatrzności Bożej w warszawskim Wilanowie, czyli kościele związanym z Konstytucją 3 maja. Decyzja o wzniesieniu stosownego obiektu będącego wotum wdzięczności za uchwalenie naszej pierwszej ustawy zasadniczej  została podjęta ponad 200 lat temu, ale na realizację czekała do naszych czasów (fot. 8).

W podziemiach świątyni umieszczono tabliczki upamiętniające szczególnie hojnych ofiarodawców. Na liście nazwisk pojawia się kilka osób związanych z naszym powiatem – wśród nich można znaleźć tabliczkę wdzięczności dla szczycieńskiego księdza dziekana seniora (fot. 9.)

NIEŁATWY LOS CYKLISTÓW (II)

Przed majówką odmalowano część znaków poziomych w Szczytnie. Szkoda tylko, że nie pomyślano o oznakowaniu związanym  z ruchem rowerowym. Dziś przyjrzyjmy się temu, jak mogą czy powinni przemieszczać się cykliści w rejonie ronda Generała Stefana Roweckiego „Grota”, czyli u zbiegu  ulic Pasymskiej, Chrobrego i Kościuszki. Skrzyżowanie to w takiej postaci istnieje od blisko 20 lat i jakoś nikt władny coś zmienić najwyraźniej niczego nie dostrzegł. Na ul. Pasymskiej tuż przed rondem jest nieźle – w przeciwieństwie do opisywanej ostatnio ścieżki rowerowej na ul. Piłsudskiego znajduje się  tu odpowiednio uformowany zjazd na ścieżkę i stosowny piktogram (choć jakoś ostatnio nieodświeżany – fot. 10). Potem mamy przejście dla pieszych poprowadzone przez ścieżkę, ale… Powstaje pytanie, gdzie ścieżka w zasadzie się kończy. Na ulicy Chrobrego, aż do okolic banku, mamy odcinek barwy bordowej,  jednak czy kolor wyznacza charakter szlaku? Żadnych piktogramów ani znaków pionowych  nie ma. Załóżmy, że kolor jednak o czymś informuje. Ścieżka kończyłaby się zatem w ten sposób – bezpieczny wjazd w ulicę utrudniają drzewa, słup (widoczność!)  i pełen dziur fragment drogi do dawnej fabryki mebli (fot. 11) .

A co ma zrobić rowerzysta, który  chce z kolei wyjechać z ronda  w ul. Kościuszki? Stosownie namalowanej ścieżki równoległej do przejścia dla pieszych  brakuje, wygląda więc na to, że cyklista powinien zsiąść, przeprowadzić rower przez pasy, przejechać ścieżką na łuku ze 20 m (piktogramu lub znaku pionowego nie ma) i włączyć się do ruchu na asfalcie (fot. 12). Podobnie, choć bez oznaczonego odcinka przed  rondem, sytuacja wygląda od strony ul. Chrobrego i Kościuszki. Warto ponadto dodać, że w żadnym miejscu nie ma znaku zakazu ruchu rowerowego, wygląda więc na to, że  ścieżki mają charakter tylko fakultatywny. Osobom spoza Szczytna nietrudno zresztą je przegapić, bo jakoś nikt nie pomyślał o znakach pionowych, które w sposób czytelny o czymś by informowały – także zmotoryzowanych. „Kurkowi” marzy się, by któregoś słonecznego dnia w rzeczonym miejscu stanęli policjanci z drogówki i oświecili rowerzystów, którzy zdaniem  niżej podpisanego jeżdżą po wąskiej niby-ścieżce w stylu dowolnym, w kierunku przeciwnym do ruchu samochodów. Na rowerowym szlaku przydałyby się strzałki, które są np. wymalowane w podobnym miejscu w innej części miasta.

Tekst i foto (w większości)
G. P. J. P{/akeebasubs}