Czy przyczyną wykrycia w ujęciu wody w Rozogach bakterii coli jest bliskie sąsiedztwo gospodarstwa rolnego? Kwestię tę wyjaśnia prezes ZGK, który zarządza gminną siecią wodno-kanalizacyjną.

Skąd te bakterie w wodzie?
Prezes Wiesław Kobus: - Staramy się na bieżąco wszystko utrzymywać jak należy, ale środowisko coś nam tu psuje

Przez dwa tygodnie mieszkańcy miejscowości, do których woda dociera z wodociągu w Rozogach, mogli ją spożywać i korzystać z niej do celów sanitarno-higienicznych wyłącznie po przegotowaniu. W pobranej na początku marca przez szczycieński sanepid próbce wykryto bowiem bakterie grupy coli.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Kolejne przeprowadzone badania nie potwierdziły już ich obecności i w ubiegłym tygodniu Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Szczytnie wydał komunikat, że woda nadaje się do spożycia.

To już kolejna taka sytuacja w ostatnim czasie. - W tamtym roku mieliśmy taki przypadek, a w poprzednich latach regularnie dwa razy w roku. To psuje nam trochę wizerunek – przyznaje Wiesław Kobus, prezes Zakładu Gospodarki Komunalnej w Rozogach zarządzający siecią wodno-kanalizacyjną. Zapowiada, że jego firma zwiększy teraz częstotliwość badań wody. Stacja w Rozogach jest co prawda po modernizacji, ale ma już swoje lata. Została uruchomiona w 1985 roku. Kilka lat temu zamontowano nowe filtry na odmanganianie oraz zbiorniki na czystą wodę. - Staramy się na bieżąco wszystko utrzymywać tak jak być powinno, ale środowisko coś nam tu psuje – mówi prezes. Okazuje się, że grunty w obrębie ujęć wodnych w Rozogach są wykorzystywane rolniczo. I tu może być przyczyna pojawiania się bakterii. - Rozmawiamy z rolnikiem, który relatywnie blisko prowadzi swoje gospodarstwo, aby w pełni przestrzegał zasad. Jak coś się złego stanie, to będziemy mieli problemy i on też. W naszym wspólnym interesie jest, żeby do takich zdarzeń nie dochodziło – mówi wójt Zbigniew Kudrzycki. Z kolei prezes Kobus zapewnia, że obsługa stacji uzdatniania wody bardzo rygorystycznie przestrzega obowiązujących przepisów sanitarnych. - Nie ma takiej opcji, żeby to oni przyczynili się do pojawienia się bakterii – podkreśla.

(p){/akeebasubs}