Dyrektor „Sarii” w Długim Borku złożył skargę na gminę Rozogi dotyczącą złego stanu drogi prowadzącej do zakładu. To reakcja na liczne monity pracowników, którzy mają już dość przemieszczania się po zniszczonej nawierzchni. Tymczasem samorząd Rozóg nie ma środków, aby samodzielnie remontować drogę biegnącą do zakładu leżącego na terenie sąsiedniej gminy Świętajno.

Skarga na drogęGMINA NIE MA PIENIĘDZY

Liczący 2,5 kilometra odcinek łączący drogę krajową nr 53 z zakładem „Sarii” w Długim Borku już od dawna znajduje się w złym stanie. Nawierzchnię niszczą przemieszczające się tędy ciężarówki wożące odpady do utylizacji. Droga ma status gminnej i należy do gminy Rozogi, a sam zakład znajduje się na terenie gminy Świętajno. Do tego odcinek przebiega przez podmokły, bagnisty obszar, co zwiększa koszty ewentualnej modernizacji. Tymczasem zakład w Długim Borku upomina się o nią coraz bardziej stanowczo. Na początku kwietnia jego kierownictwo zwróciło się do gminy Rozogi z pisemnym wnioskiem o remont drogi.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  - Odpowiedzieliśmy, że środki na ten cel nie były zaplanowane w budżecie na 2015 roku – mówi wójt Rozóg Zbigniew Kudrzycki. Dodaje, że pismo to zostało potraktowane jako wskazanie do podjęcia działań w sprawie poprawy nawierzchni w najbliższym terminie. - Poinformowaliśmy też zakład, że jest to gminna droga wewnętrzna, nieprzystosowana do ruchu pojazdów o dużej masie – dodaje wójt. Zaznacza, że odcinkiem tym poruszają się ciężarówki przewożące nawet po 40 ton odpadów. To, według wójta, powoduje, że musiałaby być wyremontowana w taki sposób, aby nawierzchnia wytrzymała duże obciążenie. - W tej chwili nie stać nas na modernizację tego odcinka – przyznaje Kudrzycki. Według podanych przez wójta szacunków, remont drogi to koszt rzędu ok. 5 mln złotych.

SKARGA DO WOJEWODY

W odpowiedzi na stanowisko gminy, dyrektor zakładu skierował skargę do wojewody w sprawie złego stanu odcinka. Pisze w niej m.in., że został ostrzeżony, że w razie dalszej degradacji nawierzchni, gmina rozważy możliwość ograniczenia ruchu ciężkich pojazdów. To z kolei mogłoby postawić pod znakiem zapytania dalsze funkcjonowanie zakładu. Wojewoda uznał, że organem władnym do rozpatrzenia skargi jest komisja rewizyjna Rady Gminy Rozogi. Do tej pory odbyła ona w tej sprawie dwa posiedzenia. Na drugie, które miało miejsce 9 lipca był zaproszony dyrektor zakładu w Długim Borku, ale się nie stawił. - Takie spotkanie było ze wszech miar potrzebne chociażby po to, aby spróbować wspólnie rozwiązać problem „Sarii” i naszej gminy – ubolewa wójt. Przy okazji zauważa, że niedawno remontowany był odcinek drogi między Długim Borkiem a zakładem na terenie gminy Świętajno. Tam jednak postawiono ograniczenia tonażu pojazdów. Rozogi tego nie zrobiły. Wójt otwarcie przyznaje też, że jego samorząd nie ma wielkiego interesu w tym, aby pokrywać koszty związane z remontem drogi wiodącej do zakładu leżącego na terenie innej gminy. - To droga priorytetowa dla gminy Świętajno i władz wojewódzkich, które też powinny o nią zadbać – uważa wójt Kudrzycki. Przypomina również, że gmina Rozogi, w miarę posiadanych środków, poprawia stan nawierzchni. Ostatni taki bieżący remont został przeprowadzony w ubiegłym roku. Zdaniem wójta, najlepszym rozwiązaniem sytuacji byłoby wystąpienie do wojewody o specjalne potraktowanie drogi do zakładu. To umożliwiłoby ubieganie się o dotacje na jej modernizację.

CZY „SARIA” SIĘ DORZUCI?

Próbowaliśmy skontaktować się z dyrektorem zakładu w Długim Borku, ale przebywa on do końca miesiąca na zwolnieniu. Jego zastępca wyjaśnia, że skarga była wynikiem licznych monitów pracowników, w tym tych mieszkających na terenie gminy Rozogi, którzy mają już dość przemieszczania się po zniszczonej nawierzchni. Przypomniał też, że zakład parę razy na własny koszt łatał drogę. Kilka lat temu zapytaliśmy dyrektora, czy „Saria” byłaby skłonna partycypować w kosztach kompleksowego remontu. - Pompujemy duże pieniądze w infrastrukturę zakładu i w tej sytuacji nie możemy jeszcze dokładać do drogi, która nie jest nasza – usłyszeliśmy od dyrektora Patryka Samsla. Nie wykluczał wówczas, że firma mogłaby jednak partycypować w np. w pokryciu kosztów dokumentacji.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}