Do Urzędu Gminy w Jedwabnie spływają skargi na firmę, która od stycznia zajmuje się przewozem uczniów. Jej właściciel nie ma wątpliwości, że stoi za nimi konkurencja. - Szuka dziury w całym i próbuje coś ugrać – przekonuje.
W gminie Jedwabno nie milkną echa przetargu na dowóz uczniów. Przypomnijmy, że wygrała go firma EweMar-Auto Marcina Skalmowskiego z Mikołajek Pomorskich i to ona od stycznia świadczy te usługi. Jej oferta była tańsza niż dotychczasowego przewoźnika, Stanisława Kozłowskiego z Jedwabna. Od samego początku wynik przetargu wywoływał kontrowersje.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Oliwy do ognia dolała jeszcze niedawna kolizja na trasie Jedwabno – Szuć. Na odcinku drogi powiatowej autobus z uczniami wpadł do rowu. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Kierowca miał się tłumaczyć, że ze śliskiej i ośnieżonej drogi zepchnęła go ciężarówka z drewnem. Wójt zgłosił sprawę policji. Zaraz potem do urzędu wpłynął kolejny anonim dotyczący tej kolizji. Przewoźnika sprawdzała także Inspekcja Transportu Drogowego.
Właściciel firmy z Mikołajek Pomorskich zapowiada, że niebawem złoży wszelkie niezbędne wyjaśnienia w gminie. Zapewnia, że wykonuje usługę zgodnie z warunkami przetargu, a rodzice, dzieci oraz nauczyciele nie mają do niego żadnych uwag. Nie ma wątpliwości, że słane do gminy skargi są dziełem konkurencji. - Robi to jedna osoba, która szuka dziury w całym i próbuje coś ugrać – mówi Marcin Skalmowski. Choć świadczy usługi transportowe także w innych gminach, to z taką sytuacją jak w Jedwabnie spotyka się po raz pierwszy. - Dochodzi już do tego, że w nocy wokół mojej bazy krążą jacyś ludzie z latarkami. Dzieją się dziwne rzeczy – relacjonuje.
Główny konkurent Skalmowskiego, szef firmy z Jedwabna zaprzecza, aby pisał jakiekolwiek skargi. Przyznaje się jedynie do tego, że zgłosił do gminy swoje uwagi dotyczące tego, że przewoźnik z Mikołajek Pomorskich realizuje usługę niezgodnie ze specyfikacją warunków zamówienia zawartą w przetargu. - Z innymi pismami nie mam nic wspólnego – twierdzi Stanisław Kozłowski, dodając, że nic nie wie też o tym, by on lub jego pracownicy obserwowali w nocy bazę konkurenta. Przy okazji nie kryje zdziwienia, jak mogło dojść do kolizji autobusu z dziećmi. - Ja jeżdżę od 40 lat i jakoś nigdy nie wpadłem do rowu, mimo że nieraz było ślisko – mówi Stanisław Kozłowski.
(ew){/akeebasubs}
