Orlen Reklama Top

Nieszczelne drzwi wejściowe i balkonowe, wilgoć, a do tego jeszcze brudna woda w kranach - to tylko niektóre "wygody", jakie mieli mieszkańcy nowego bloku komunalnego przy ulicy Łomżyńskiej. Przez długi czas ich prośby o interwencje nie przynosiły rezultatu. Na usunięcie części niedoróbek musieli czekać aż pół roku.

Skazani na fuszerki

KRÓTKA RADOŚĆ

Dla osiemnastu rodzin, które dostały mieszkania w oddanym do użytku w grudniu 2005 roku budynku komunalnym przy ul. Łomżyńskiej 22A, przeprowadzka do nowego lokum była spełnieniem marzeń. Wiele z nich zajmowało dotąd stare, niemal rozsypujące się obiekty znajdujące się w miejskich zasobach. Radość z przeprowadzki do nowego domu szybko się jednak skończyła. W mieszkaniach już po kilku tygodniach zaczęły się ujawniać rozmaite wady i niedoróbki. Na ścianach pojawiła się wilgoć, gdzieniegdzie nawet rdza ze źle zabezpieczonych drutów zbrojeniowych. Na gipsowych tynkach na sufitach porobiły się bąble, mogące w każdej chwili pęknąć.

NIC, TYLKO CZEKAĆ

- Po raz pierwszy zgłaszałem te usterki już w lutym, ale żadnej reakcji się nie doczekałem - opowiada jeden z lokatorów bloku, Wiesław Filipowicz.

Jego zdaniem wina leży po stronie administrującego budynkiem Zakładu Gospodarki Komunalnej, który nie potrafił wpłynąć na wykonawcę obiektu, firmę budowlaną z Ostrołęki, by ta w ramach trzyletniej gwarancji szybko uporała się z niedoróbkami. Zdenerwowany jej opieszałością, mieszkaniec sam chciał usunąć usterki.

- Jestem z zawodu budowlańcem i znam się na tej robocie. Dowiedziałem się jednak, że sam nic nie mogę zrobić, bo blok jest na gwarancji - mówi Wiesław Filipowicz.

Kiedy wreszcie po raz pierwszy w jego mieszkaniu zjawił się pracownik ostrołęckiej firmy, zaproponował, że zamaluje mu rdzę na ścianie farbą... olejną.

- Od razu podziękowałem mu za taką ofertę - opowiada pan Wiesław.

Podobne kłopoty miała jego sąsiadka, 80-letnia Bronisława Kochowicz. Kobieta jest niepełnosprawna, ma trudności z poruszaniem się.

- Dzieją się tu straszne rzeczy. Zaczął mi pękać sufit, ze ściany wychodzi wilgoć - załamuje ręce pani Bronisława.

Przeszkadzają jej również nieszczelne drzwi wejściowe. Szpara w nich jest widoczna zresztą gołym okiem.

- Wszystkie zapachy z klatki schodowej i sąsiednich mieszkań przedostają się do mnie. To nie do wytrzymania - skarży się kobieta.

Doskwiera jej również wadliwie działająca instalacja elektryczna. Włączenie np. odkurzacza lub innego urządzenia powoduje wyłączenie prądu w niektórych pomieszczeniach. Przed przeprowadzką pani Bronisława mieszkała w starej kamienicy przy ulicy Polskiej. Teraz żałuje, że tam nie została.

- Chętnie bym wróciła do starego domu - przyznaje.

ZAPCHANE PIECYKI

Kilka tygodni temu mieszkańców bloku przy ul. Łomżyńskiej spotkała kolejna przykra niespodzianka. Z ich kranów zaczęła lecieć brudna, zapiaszczona woda. Od piachu pozapychały się dwufunkcyjne piecyki.

- Kiedy chcę puścić ciepłą wodę, zamiast niej, włącza się centralne ogrzewanie - mówi Wiesław Filipowicz.

Mieszkaniec zgłaszał awarię, ale naprawy piecyka w ramach gwarancji się nie doczekał. Serwisant co prawda obiecywał mu, że kogoś przyśle, ale fachowiec nie stawił się w umówionym terminie.

- Czekałem na niego i nawet wziąłem wolny dzień w pracy - denerwuje się pan Wiesław.

U Bronisławy Kochowicz fachowiec od piecyków wprawdzie się stawił, ale efekt jego pracy był raczej mizerny.

- Po czterech dniach urządzenie znów się zepsuło - mówi kobieta.

CZYJA TO WINA

Tymczasem ZGK zadeklarował, że w bloku założy filtr, który będzie oczyszczał wodę z osadów. Kiedy zadzwoniliśmy tam w czwartek 10 sierpnia, otrzymaliśmy zapewnienie, że urządzenie rzeczywiście już zamontowano.

- W tej chwili serwisant po kolei czyści też piecyki - usłyszeliśmy od kierownika technicznego ZGK Anny Niedźwieckiej.

Według niej brudna woda w kranach mieszkańców to wina przyłącza, które kończy się właśnie na budynku przy ul. Łomżyńskiej.

- Wszystko, co przechodzi przez sieć, tam się osadza - tłumaczy Anna Niedźwiecka.

Odpiera też zarzuty mieszkańców, że zakład nic nie robił, by szybciej usunąć trwającą trzy tygodnie awarię.

- Wodociągi płukały przyłącze chyba ze trzy razy, my czyściliśmy sieć wewnętrzną aż cztery - mówi.

Zapewnia, że ZGK już dawno zgłaszał usterki sygnalizowane przez mieszkańców wykonawcy. Dlaczego zatem na ich usunięcie lokatorzy czekają tak długo? Zdaniem Anny Niedźwieckiej to wina zarówno wykonawcy, jak i samych mieszkańców.

- Zdarzało się, że firma z Ostrołęki kilka razy umawiała się na usuwanie wad, ale nikogo nie przysłała. Bywało też odwrotnie - pracownicy firmy przyjeżdżali, ale nie zastawali lokatorów.

Zapytana jednak o to, jak wykonawca wywiązuje się z warunków umowy, przyznaje, że na razie nie najlepiej.

- Istnieje możliwość, że jeśli nie spełni wynikających z umowy wymogów, napraw dokona ktoś inny, a kosztami zostanie obarczone przedsiębiorstwo z Ostrołęki - mówi Anna Niedźwiecka.

Ewa Kułakowska

PS.

10 sierpnia Anna Niedźwiecka zapewniła nas, że usterki w bloku na Łomżyńskiej są usuwane na bieżąco. O to, czy tak się dzieje, zapytaliśmy Wiesława Filipowicza. Potwierdził, że ekipa remontowa zajęła się naprawami.

- Tylko dlaczego musieliśmy na to czekać tak długo - zastanawia się.

2006.08.16