Zakole, jedna z ulic położonych na krańcach miasta, od lat nie może doczekać się utwardzonej nawierzchni. Gdy zbliża się wiosna jest najgorzej. Dołów i wyrw powstaje tyle, że nie tylko trudno między nimi lawirować samochodem, ale i pokonać je pieszo. Tymczasem mieszkają tu osoby starsze, czy niepełnosprawne, mające kłopoty lokomocyjne, a poprawy sytuacji nie widać.

Skazani na wyboje i kałuże

ZŁUDNE NADZIEJE

Mieszkańcy ul. Zakole od lat muszą chodzić lub jeździć po nieutwardzonej nawierzchni ulicy, grzęznąc w błocie i wykrotach. Jakiś czas temu wstąpiła w nich nadzieja na odmianę losu. Miasto wraz z powiatem przebudowywało ul. Władysława IV i dalsze odcinki szosy na Rudkę, wspólnie z gminą Szczytno. Wobec tego miejscowi udali się z petycją do ratusza, prosząc by do realizowanej inwestycji włączyć także ul. Zakole. Niestety mimo wsparcia części radnych nie doczekano remontu. Teraz z roku na rok jest coraz gorzej.

- Po tak nierównej nawierzchni nie da się spacerować z dziecięcym wózkiem – skarży się Anna Fąk. Opisuje nam, jak wyglądają jej wyprawy z dzieckiem na świeże powietrze. Najpierw ładuje wózek do samochodu, potem powoli rusza i jak wyjedzie z kolein, zatrzymuje się, wyciąga wózek i dopiero rozpoczyna spacer.

- Przecież tak nie może być – denerwują się inni mieszkańcy.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Dodają, że często równiarka pracuje na sąsiedniej ulicy Borowej, ale ich omija. Kiedy jeszcze w ubiegłym roku sami, bez pośrednictwa ratusza, prosili operatora maszyny, by przejechał także po ul. Zakole, ten odmówił, twierdząc, że równiarka jest za szeroka i się nie zmieści. Gdy w końcu interweniowali u władz miejskich, doczekali maszyny. Co ciekawe, była to ta sama równiarka i jakoś się zmieściła. Niestety, od październiku 2015 r. ubiegłego roku żadna maszyna nie pojawiła się już na ulicy. Tymczasem działają tu rozmaite zakłady usługowe.

- Przy ulicy Zakole funkcjonują trzy firmy stolarskie i dwie budowlane - wylicza pan Marian. Dodaje, że ich właściciele płacą i to niemałe podatki, więc miasto powinno zadbać o nawierzchnię. Obecnie wspomniane zakłady tracą klientów, bo nikt nie chce tłuc się po takich wybojach. Mocno odczuwa to jedna z mieszkanek, która wychowuje niepełnosprawnego syna. Ma on kłopoty z chodzeniem, a każdorazowy wyjazd autem do miasta to istna gehenna.

Mieszkają tu też osoby starsze. Blisko 80-letnia pani Helena niedawno szła do kościoła.

- W drodze wdepnęła w dołek i skręciła sobie stopę. Kuruje się do dziś – żali się jej sąsiadka, pani Jadwiga. Dodaje, że wąski odcinek, który łączy ul. Zakole z ul. Borową w ogóle nie jest oświetlony. Brakuje tam latarni, więc jak idzie się tamtędy wieczorem, a odcinek ów jest najbardziej nierówny, zaraz się wpada do kałuży albo do dołka. Łatwo wtedy o upadek.

Dla miejscowych asfaltowa nawierzchnia byłaby szczytem marzeń. Na razie zastanawiają się, czy może udałoby się utwardzić jezdnię zrzynkami asfaltowymi zwanymi fachowo destruktem.

ODPOWIEDŹ RATUSZA

Jak informuje nas wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk, destrukt asfaltowy nie nadaje się do utwardzania gruntowych nawierzchni, bo byłby usuwany z jezdni po każdorazowym przejechaniu równiarki.

Na razie pozostaje tylko poprawiać ul. Zakole właśnie równiarką. Obiecuje, że jak tylko się ociepli, sprzęt zostanie wysłany na ulicę bez zwłoki.

- W przyszłości ul. Zakole wraz z ul. Podleśną otrzymają nawierzchnie bitumiczną – mówi burmistrz. Jednak dokładne terminy rozpoczęcia tych inwestycji nie są znane, bo nawet jeszcze nie rozpoczęły się prace projektowe.

Marek J.Plitt{/akeebasubs}