Coraz więcej miast rezygnuje z sylwestrowych pokazów sztucznych ogni, tłumacząc to troską o zwierzęta, które w tym czasie przeżywają prawdziwe katusze. Czy ich śladem pójdzie także Szczytno?
LUDZIE SIĘ BAWIĄ, ZWIERZĘTA CIERPIĄ
Wielkimi krokami zbliża się sylwester i Nowy Rok. Dla ludzi to czas beztroskiej zabawy, ale zwierzęta, przerażone hukiem petard, przeżywają wtedy męczarnie. Stres wywoływany u nich przez wybuchy często prowadzi do tragedii. - Dwa lata temu trafił do mnie pies, który tak wystraszył się huku petardy, że zerwał się ze smyczy i wpadł pod samochód. Wskutek tego doznał krwotoku wewnętrznego i złamania kręgosłupa – wspomina lekarz weterynarii Joanna Rozbicka, właścicielka Przychodzi Weterynaryjnej „Ryś” w Szczytnie. Dodaje, że co roku zgłaszają się do niej opiekunowie czworonogów, prosząc o wypisanie ich pupilom środków uspokajających. Dlatego jest zdecydowaną przeciwniczką odpalania fajerwerków. - Uważam, że to marna rozrywka. Sama nie kupuję petard moim dzieciom. Lepiej te pieniądze wydać na karmę dla zwierząt i zanieść ją do schroniska – przekonuje doktor Rozbicka.
W podobnym tonie wypowiadają się szczycieńscy obrońcy praw zwierząt. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
CZY PÓJDĄ ŚLADEM INNYCH?
Tymczasem coraz więcej miast rezygnuje z sylwestrowych pokazów sztucznych ogni. W tym roku po raz pierwszy nie odbędzie się on w Warszawie. Tam tradycyjna kanonadę zastąpi pokaz laserowy. Podobnie będzie w Krakowie i Gdańsku, ale też i mniejszych miejscowościach. W naszym województwie z pokazu sztucznych ogni zrezygnowało Barczewo.
Zdaniem obrońców praw zwierząt przykład z tych miast powinno wziąć również Szczytno. Co na to burmistrz Krzysztof Mańkowski, który zapowiada, że w tym roku po latach przerwy na pl. Juranda znów odbędzie się sylwestrowa zabawa? - Też mam ukochanego psa Dextera, który przeżywa te hałasy, ale nie popadajmy w skrajność – odpowiada. - Bardziej dokuczliwe dla zwierząt jest odpalanie petard przed sylwestrem. Zorganizowany pokaz sztucznych ogni nie ma na nie aż tak wielkiego wpływu – przekonuje burmistrz.
Sylwia Warczak – Gołaś również zauważa, że rezygnacja z miejskiego pokazu sztucznych ogni nie w pełni rozwiązałaby problem. Kłopot polega bowiem na tym, że niekontrolowane odpalanie fajerwerków, głównie przez młodzież, zaczyna się już w połowie grudnia i trwa miesiąc. - Sama mam psy adoptowane ze schroniska, które są dość lękliwe. W tym okresie praktycznie nie mam gdzie ich wyprowadzać, bo w zasadzie wszędzie można się spodziewać huków – mówi wolontariuszka.
(ew){/akeebasubs}
