Nie zachwyciło tegoroczne Święto Mazurskiego Kartoflaka. Spore rozbieżności między tym, co szumnie zapowiadano, a tym co oglądaliśmy na placu Juranda, mocno rozczarowały. W dodatku skwar lejący się z nieba spowodował, że w kolejce po ten mazurski specjał wytrwali tylko najzagorzalsi smakosze.

Skwarny kartoflak

VI edycja święta kartoflaka zapowiadała się wyjątkowo ciekawie. Konferansjerkę miała poprowadzić para zawodowców - Mariusz Korpoliński i olsztyńska aktorka Irena Telesz (znana z serialu „Nad rozlewiskiem”). Tak też się stało i oboje z zadania wywiązali się dobrze. Jednak mimo ich starań, impreza nie porywała, choć apetyty widowni rozbudzone akcją reklamową prowadzoną w regionalnej rozgłośni były duże. Niemałe emocje budziła zapowiadana kulturowo-kulinarna bitwa mazursko-romska, podczas której miało dojść do konfrontacji mazurskiego kartoflaka z plackiem po cygańsku. Spodziewaliśmy się jakiegoś żywiołowego widowiska, być może nawet obrzucania się ziemniakami na wzór bitew na pomidory, jakie odbywają się np. we włoskich miastach, ale nic z tego. A konfrontacja mazurskiego kartoflaka z plackiem po cygańsku?

Cóż to za konfrontacja, skoro obie te potrawy przygotowywał jeden i ten sam zespół? I nie byli to ani Romowie, ani Mazurzy, a kucharze z Kłodzka, pod wodzą mistrza tego fachu Waldemara Załuskiego.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Najpierw na największej patelni w regionie, która jednak nie imponowała wielkością (gdzie jej do rozmiarów ubiegłorocznego prawdziwie olbrzymiego kotła) smażono mazurskiego kartoflaka. Trwało to prawie dwie godziny, wskutek czego amatorzy tej potrawy, stojący tyle samo czasu w kolejce, wyczerpani upałem, powoli tracili nerwy. O porządek musiała więc zadbać jedna z pań z ochrony.

Mimo wszystko, w opinii kolejkowiczów, warto było stać na skwarze w długim ogonku.

- Kartoflak jest smaczny, choć mógłby być bardziej pikantny – wyraziła swoją opinię Donata, studentka z Olsztyna. Tego samego zdania była grupka miejscowych pań, które zajadały się tym specjałem w ogródku piwnym, bo tylko tam były miejsca siedzące, w dodatku osłonięte parasolami przed słonecznym żarem.

Po wyczyszczeniu patelni do czysta (ponad 1 500 porcji) przyszedł czas na smażenie placka ziemniaczanego po cygańsku. Sprawiało to jednak kłodzkim kucharzom sporo kłopotu. Oporna kulinarna materia rwała się podczas odwracania na drugą stronę, wskutek czego placek po usmażeniu nie wyglądał, niestety, apetycznie.

- Ależ jest przesycony tłuszczem i w dodatku miejscami spalony – skarżyła się pani Anna, która z powodu upału zjawiła się na placu, gdy impreza powoli zbliżała się ku końcowi. Degustacjom tak kartoflaka, jak i ziemniaczanego placka towarzyszyły popisy sceniczne. Na początek wystąpiły amatorskie grupy „Okaryna” i „Mazury”. Po nich ciekawie zaprezentował się Zespół Pieśni i Tańca „Jedwabno”. Szkoda, że była tylko garstka chętnych do nauki tańca, bo tylko kilkoro dzieci oraz paru dorosłych udało się zwerbować do tanecznego korowodu pląsającego po placu Juranda. Mógł też podobać się występ cygańskiego zespołu „Hitano” z Olsztyna.

Na zakończenie święta kartoflaka w późniejszych godzinach wieczornych, zagrał zespół „Loka” . Choć to grupa na topie, nie przyciągnęła jednk wielu widzów.

Marek J.Plitt

{/akeebasubs}