Od czasu do czasu, nie za często, żeby nie zwariować, wysłuchuję przemówień różnych polityków. Tych z prawa i tych z lewa. Ważniejszych i mniej ważnych. To, że z reguły każdy z nich łże jak tylko może, jest oczywiste. Taki to zawód. Niezależnie od politycznej opcji. W latach, kiedy rządził SLD często pojawiał się na ekranie telewizora poseł Jerzy Wenderlich.

Słowa w polityceZanim jeszcze zdążył cokolwiek powiedzieć swoim charakterystycznym głosem z głębi nosa, to już widać było, że łże. Dzisiaj pana Wenderlicha widujemy rzadziej, bo też mniej on obecnie znaczy w polityce. Ale odkąd jest mniej ważny, to jego wypowiedzi są jakby trochę bardziej spójne i logiczne, czyli bliższe rzeczywistości.

Wróćmy do tematu - słowa w polityce. Informacja i agitacja to jedno, a kabaretowa retoryka i brak znajomości znaczenia trudniejszych wyrazów, to drugie. O ile polityki nie cierpię, to niektórych jej przedstawicieli lubię, ponieważ dostarczają mi godziwej rozrywki. Izaak Babel w „Opowiadaniach odeskich”, opisując Benię Krzyka, prowodyra odeskiej szajki złodziei, pisze o nim tak: mało mówił, ale smacznie i kiedy coś powiedział, to chciało się, żeby powiedział coś więcej.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Otóż to. Pewien znaczący polityk wypowiedział się w telewizyjnym programie następująco: „na pewno prezes Jarosław Kaczyński będzie bardzo mocno obecny podczas kampanii wyborczej”. Mocno obecny. Wspaniałe literackie określenie. Nawiązuje do słynnej wypowiedzi Kubusia Puchatka, który poszukując swojego przyjaciela, Prosiaczka, zaglądał do jego domku i... „im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było”. Teraz my, telewidzowie, mamy szanse doznać podobnego wrażenia. Im bardziej będziemy wpatrywać się w ekran telewizora, tym mocniej obecny będzie tam pan prezes.

Skoro wspomniałem książeczkę o słynnym Kubusiu, to jeszcze jeden cytat:

Puchatek spojrzał na swe obydwie łapki. Wiedział, że jedna z nich jest prawa i wiedział jeszcze, że kiedy już się ustaliło, która z nich jest prawa, to druga była lewą, ale nigdy nie wiedział jak zacząć. Czyż to nie wspaniały opis naszego współczesnego Sejmu z jego absurdalnym i całkowicie abstrakcyjnym podziałem na prawicę i lewicę?

Literatura i polityka. Czas przeszły i teraźniejszość. Przy każdej, ważnej uroczystości patriotycznej śpiewa się pieśń „Boże coś Polskę...”, napisaną przez Alojzego Felińskiego w roku 1816, a zatytułowaną „Pieśń narodowa za pomyślność króla”. Oryginalne jej zakończenie brzmiało: „...naszego króla zachowaj nam, Panie”. Chodziło oczywiście o Aleksandra I, cara Rosji i króla Polski. W podtytule zawarto także dedykację dla wodza wojska polskiego. Tym wodzem był wówczas Wielki Książę Konstanty Pawłowicz. Dwieście lat temu była to pieśń patriotyczna, a i dzisiaj, po drobnym retuszu, ma ten sam charakter. Oto ponadczasowa wielkość sztuki.

To, że polityka uparcie ingeruje w sztukę, to nic nowego. Cenzura zawsze była i jest, choć nie zawsze funkcjonuje ona, jako oficjalny organ partii rządzącej. Gorzej, kiedy polityka wkracza w sferę nauki. Przez lata przyzwyczailiśmy się do manipulacji historią, czy edukacją. Ale oto dowiedziałem się, że pan minister Jarosław Gowin raczył zlikwidować astronomię, jako odrębną dyscyplinę naukową, a określił ją nauką fizyczną. W Polsce, czyli kraju, gdzie Mikołaj Kopernik, przed wiekami, wstrzymał słońce i ruszył ziemię! Przeczytałem o oburzeniu środowiska naukowców, które używa pojęcia Polska Astronomia, uważając tę naukę za dyscyplinę narodową. Nie dziwię się naukowcom. Pan Gowin, filozof z wykształcenia, ma coś w sobie z geniusza. Urodzony ekspert. Kiedy był ministrem sprawiedliwości potrafił nieźle namieszać w dziedzinie prawa, obecnie usprawnia naukę, a prywatnie nie starcza mu do pierwszego. Przy takich umiejętnościach?

Słowa, słowa, słowa, słowa...

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}