Pracownicy Miejskiego Ośrodka Sportu otrzymali nowe polecenie. Muszą sprzątać pasaż nad jeziorem oraz przylegający do niego teren niebędący w trwałym zarządzie jednostki. Być może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że od kilku lat o porządek w tym miejscu dbała zewnętrzna firma. – To dalszy etap gnębienia dyrektora Mańkowskiego – ocenia radny Robert Siudak. Burmistrz Danuta Górska zaprzecza.

Śmieciowa pułapka na dyrektora
Burmistrz Górska i naczelnik Dobroński (po prawej) czyhają teraz na najmniejsze potknięcie dyrektora Mańkowskiego – uważają jego sojusznicy

MUSZĄ SPRZĄTAĆ PASAŻ

Pasaż nad dużym jeziorem wraz z przylegającym do niego terenem od początku maja ma być sprzątany przez pracowników Miejskiego Ośrodka Sportu. Takie polecenie od swoich zwierzchników otrzymał dyrektor tej jednostki Krzysztof Mańkowski. Co prawda pasaż znajduje się w trwałym zarządzie MOS-u i jego pracownicy powinni dbać tam o porządek, ale od kilku lat zajmowała się tym zewnętrzna firma wyłoniona przez miasto w przetargu. Z kolei sąsiedni teren w zarządzie ośrodka już nie figuruje. Dyrektor potwierdza tylko, że polecenie otrzymał. Obawia się jednak, że dysponujący skromnymi w stosunku do liczby zadań zasobami kadrowymi MOS nie podoła w należyty sposób dodatkowym obowiązkom. – Zgłosiłem swoje obawy w tej kwestii pani burmistrz pisemnie – mówi dyrektor. Dodaje również, że mniej więcej w tym samym czasie, kiedy zdjęto z ośrodka obowiązek sprzątania pasażu, obcięto też jeden etat. – Dziwię się, że po kilku latach teraz każe mi się dbać o porządek w miejscu, którym zajmowała się zewnętrzna firma – zauważa Mańkowski.

TO JAKIEŚ KURIOZUM

Radni opozycji, w tym również ci z ugrupowania Mańkowskiego „Razem dla mieszkańców” nie mają wątpliwości, że to kolejna odsłona konfliktu pomiędzy dyrektorem a burmistrz Górską. – Pani burmistrz stopniowo dokłada pracy załodze MOS-u. Te osoby mają coraz więcej zadań – zauważa radny Robert Siudak. – Dokładanie im obowiązków to jakieś kuriozum – komentuje radny. Jego zdaniem konflikt między burmistrz a dyrektorem coraz bardziej odbija się na pracownikach. – Są zestresowani tą sytuacją, nie mają poczucia bezpieczeństwa – mówi radny.

SPRAWDZAJĄ NAWET TOALETY

Sprawa może mieć jeszcze drugie dno.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Przypomnijmy, że we wrześniu ubiegłego roku burmistrz wraz z naczelnikiem wydziału edukacji Robertem Dobrońskim zastała bałagan na molo. To stało się powodem ukarania dyrektora upomnieniem. Mańkowski odwołał się od tej decyzji do sądu i wygrał. Burmistrz musiała karę wycofać. Osoby blisko związane z dyrektorem twierdzą, że od tamtej pory jest on pod szczególnym nadzorem Górskiej i naczelnika Dobrońskiego. – Czyhają na jego najmniejsze potknięcie. Sprawdzają nawet, czy toalety w obiektach MOS-u są czyste – mówi nam osoba z kręgu Mańkowskiego. Stąd nie brak domysłów, że zlecenie sprzątania pasażu i sąsiedniej działki to kolejna pułapka zastawiona na szefa ośrodka sportu. Gdyby został przyłapany na niewystarczającym dbaniu o czystość na tym terenie, kolejna kara byłaby tylko kwestią czasu.

TO NIEDOPATRZENIE

Zdaniem burmistrz Danuty Górskiej dopatrywanie się w tej sprawie drugiego dna jest niestosowne. Jak mówi, do obowiązków MOS-u należy dbanie o porządek na terenach będących w trwałym zarządzie jednostki, a pasaż do takich należy od dawna. Dlaczego zatem przez ostatnie lata sprzątała tam zewnętrzna firma? Górska odpowiada, że był to skutek niedopatrzenia przy organizowaniu zamówienia publicznego i dopiero teraz wyszło to na jaw. Według niej nie ma potrzeby zwiększania zatrudnienia w MOS-ie, bo obecnie dysponuje on 12,5 etatami pracowników gospodarczych. Jak zauważa burmistrz, w sezonie letnim niemal wszyscy oni są delegowani do pracy na plaży i w bazie wodnej, bo w tym czasie hala Wagnera prawie nie funkcjonuje. Odrzuca też sugestie dotyczące zemsty na Mańkowskim. Zapewnia, że są to bieżące sprawy między nią a podwładnym. - Oczekuję od dyrektora, aby zajął się lepszą organizacją pracy w swojej jednostce, a nie o wszelkich kwestiach pracowniczych komunikował opinii publicznej za pośrednictwem swoich radnych i mediów – mówi burmistrz.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}