Dla 82-letniej Henryki Śliwińskiej nadchodzące święta nie będą czasem radości i wytchnienia. Schorowana, ledwo widząca samotna kobieta mieszka w starym, skrajnie zaniedbanym lokalu komunalnym w centrum Wielbarka. Przez wybitą w jednym z okien szybę wieje chłodem, a jedynym źródłem ciepła jest wiekowy piec w kuchni. Strach pomyśleć, co będzie gdy nadejdą siarczyste mrozy.
TRAGICZNE WARUNKI
Za kilka dni Boże Narodzenie. Święta, które spędzamy w rodzinnym gronie, przy suto zastawionych stołach. Nie dla wszystkich jednak są one wyczekiwane i radosne. Z pewnością nie będą takie dla pani Henryki Śliwińskiej z Wielbarka. 82-letnia kobieta mieszka sama w starej, przedwojennej kamienicy przy ul. Jagiełły, w centrum miejscowości. Warunki, które panują w zajmowanym przez nią komunalnym lokalu, wołają o pomstę do nieba.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
ZDANA NA POMOC INNYCH
O tragicznych warunkach, w których egzystuje staruszka, poinformowała nas jedna z sąsiadek. - Pani Heni, dopóki jeszcze dopisywało zdrowie, było wszędzie pełno. Zawsze chętnie pomagała ludziom, a teraz sama jest w trudnej sytuacji – mówi pragnąca zachować anonimowość kobieta.
Na domiar złego, pani Henryka coraz bardziej podupada na zdrowiu. Choruje na cukrzycę i traci wzrok, ma też problemy z sercem. Kilka razy upadła, doznając złamań kończyn. Ostatnio przewróciła się w mieszkaniu i od wielu tygodni ma włożoną w szynę rękę. To powoduje, że jest zdana na pomoc ludzi dobrej woli. Do jej mieszkania prowadzą bardzo strome drewniane schody, których pokonanie nawet sprawnemu człowiekowi może sprawiać trudność. Dlatego starsza kobieta nie jest już w stanie przynieść sobie sama drewna z piwnicy. - Wieczorami przychodzi tu jedna ze znajomych z synem i oni wnoszą pani Heni opał – mówi nam sąsiadka. Jeszcze do niedawna w mieszkaniu nie było prądu. Na szczęście znalazł się chłopak, który poprowadził pod tynkiem przewody i założył energooszczędne żarówki.
CO MI PO TAKIM REMONCIE?
Pochodząca z Kurpi pani Henryka na Mazury trafiła w 1942 r., kiedy jej rodzina została zabrana do Prus na roboty przymusowe. Na terenie gminy Wielbark mieszka od 1946 r., a w kamienicy na ul. Jagiełły - już od 60 lat. - Dopóki żył mąż, to wszystko sami robiliśmy, ale on zmarł 27 lat temu i od tamtej pory nie było tu żadnych remontów – mówi pani Henryka. Po śmierci najbliższych, w tym syna, nie ma już nikogo z rodziny. - Wszyscy poszli na tamten świat i tylko mnie zostawili – kwituje ze smutkiem. Przy życiu trzyma ją, jak sama mówi, kurpiowski upór oraz silna wiara. Co dzień chodzi do kościoła, choć, aby tam dotrzeć, musi korzystać z pomocy innych.
Kobieta od dawna stara się o remont zapuszczonego mieszkania. - W gminie powiedzieli, że tylko pomalują ściany. Co mi po takim remoncie, skoro nie wstawią ani drzwi, ani okien. Dlatego zrezygnowałam – przyznaje pani Henryka.
CHCĘ TU ZOSTAĆ
Najlepszym sposobem na poprawienie jej warunków życia byłoby albo przeniesienie do innego, dostosowanego do potrzeb lokum, albo umieszczenie w placówce, która zapewniłaby odpowiednią opiekę. Kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wielbarku Ewa Romanos informuje, że pani Henryka miała propozycję umieszczenia w domu pomocy w Przasnyszu prowadzonym przez siostry zakonne, ale się na to nie zgodziła. - Nie możemy tej pani niczego narzucać, bo nie na tym polega pomoc – mówi kierownik. Zapewnia, że GOPS, w ramach swoich możliwości, pomaga kobiecie, zabezpieczając opał na zimę i wspomagając finansowo. Pracownik socjalny odwiedza panią Henrykę regularnie, w miarę możliwości i trzy razy w tygodniu. - Pomaga w załatwianiu najpilniejszych spraw, umawia wizyty lekarskie, prowadza do lekarza, pomaga w opłacaniu rachunków, wykupieniu leków, załatwianiu spraw urzędowych – wylicza Ewa Romanos. Pracownik socjalny w imieniu pani Henryki złożył również wniosek do Urzędu Gminy o remont mieszkania. Pani Henryka wycofała go jednak ze względu na fakt, że zakres proponowanych prac remontowych nie spełniał jej oczekiwań, nie zgadzała się również na to, aby na czas remontu opuścić mieszkanie.
Starsza kobieta potwierdza, że nie chciała opuszczać Wielbarka. - Chcę żyć tu i koniec – ucina dyskusję na ten temat.
Wójt gminy Wielbark Grzegorz Zapadka mówi z kolei, że kobieta nie chce wpuścić do mieszkania ekipy remontowej . - W tym roku robiliśmy cztery podejścia do remontu, ale ona na nic nie pozwala – mówi. - Siłowo nic tu nie wskóramy – dodaje wójt. Zdradza, że ma na oku lokum, do którego pani Henryka mogłaby się przenieść, ale problemem pozostaje to, czy wyrazi zgodę.
Nadchodzące święta staruszka spędzi zapewne w swoim zrujnowanym mieszkaniu. - Kupię sobie rybę, ktoś pomoże mi ją oskrobać i obrać ziemniaki – mówi o wigilijnych planach. A jak było w ubiegłym roku? - Nawet nie pamiętam – odpowiada wymijająco, najwyraźniej nie chcąc kontynuować smutnego dla niej tematu.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
