Odnoszę wrażenie, że stosunkowo niedawno złośliwa natura zafundowała nam jakąś „nową, świecką tradycję”. Zimową. Od dawna przyzwyczaiłem się, że podczas Świąt Bożego Narodzenia całą Polskę pokrywał śnieżnobiały, czyściutki śnieg.
Świeciły gwiazdy, toteż nawet noce nie były ciemne. Kiedy wchodziło się na ową białą pokrywę, śnieg skrzypiał pod stopami. A dzisiaj jak jest? Grudniowy puch wprawdzie pada, ale tuż przed świętami przestaje i radujemy się podczas odwilży. W jesiennej szarości otoczenia. Po Świętach Bożego Narodzenia, a także Nowego Roku śnieg znowu zaczyna sypać. I tak już jest od ładnych kilku lat. Oczywiście w tym roku także. Dopiero kilka dni temu, po świątecznej przerwie, spadł nagle solidny, „puchowy śniegu tren”. Zrobiło się biało, ale na bardzo krótko. Szybko eleganckie pokrycie stopniało. I cóż nam po nim pozostało? {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Napisałem przed chwilą „z innych, mroźnych części świata”. Ale zacznę, anegdotycznie, od całkowicie odmiennego klimatu. Kuba wyspa jak wulkan gorąca. Byłem tam dwukrotnie Po raz pierwszy w roku 1974. Był to wówczas kraj porewolucyjny, żenująco biedny. Politycznie podporządkowany ZSRR. Na Kubie temperatura, przez okrągły rok, utrzymuje się w przedziale od 30 do 45 stopni Celsjusza. Kiedy wracałem z Hawany do Polski, a był to styczeń, leciała z nami, tym samym samolotem, grupa młodych kubańskich kandydatów na studia w Moskwie. Ta młodzież, która nigdy nie była poza swoją wyspą, zupełnie nie znała pojęcia zimna. Śnieg widzieli tylko na filmach, a tymczasem wkrótce mieli przybyć do mroźnej Moskwy. Pierwsze lądowanie samolotu, w celu uzupełnienia paliwa, miało miejsce w Barcelonie. Godzina przerwy. Ogłoszono, że temperatura na zewnątrz, to plus 8 stopni Celsjusza. Pamiętam niemal histeryczny popłoch akademickiej, kubańskiej młodzieży, która przed wyjściem z samolotu powyciągała ze swoich toreb jakieś przedziwne, futrzane czapy, wełniane szale oraz ciepłe nakrycia typu poncho, wydziergane przez mamy.
Oto przykład reakcji mieszkańców tropików na mróz. A przecież istnieją także narody, dla których temperatury dużo poniżej zera oraz śnieg i lód, to oczywista oczywistość. Najzimniejsze miejsce na ziemi, to prawdopodobnie inna wyspa - Grenlandia. Ja tam nigdy nie byłem, zatem na pytanie, czy znam ową wyspę odpowiem – osobiście nie, ale dużo dobrego słyszałem. Grenlandia jest największą wyspą na świecie, aczkolwiek nie jest kontynentem. Powierzchniowo jest siedmiokrotnie większa od Polski. 80% wyspy pokrywa lądolód. Żyje tam tylko 56 tysięcy mieszkańców. Wyłącznie na obrzeżach wyspy. Ci miejscowi nazywani są Eskimosami, aczkolwiek niesłusznie. Ten naród, to Inczi, którzy uważają, że słowo Eskimos jest określeniem obraźliwym. To trochę tak, jak u nas w Europie rozróżnia się słowo murzyn i afroamerykanin. Lodowe domki przedstawicieli nacji Inczi, nazywane igloo, zyskały światową sławę architektoniczną.
Wróćmy do naszej Ojczyzny. Jesteśmy klimatycznie wyjątkowo uprzywilejowani. Mamy, czy raczej miewamy, mroźną zimę. Także upalne lato oraz złotą, polską jesień. No i, oczywiście, cudownie ożywiającą świat wiosnę. Także geograficznie mamy szczęście, że atrakcją Polski jest zarówno dostęp do morza, jak również góry i piękna kraina jezior, czyli Mazury – cud natury. W takich realiach zima stanowi szczególną atrakcję. Dzieci uwielbiają rzucać śnieżnymi pigułami, a także lepić bałwany. Tutaj drobna dygresja. Śniegowe bałwany lepiono już od wieków. Słynną śniegową postać stworzył, w piętnastym wieku, Michał Anioł, na zlecenie Wawrzyńca Medyceusza, Signora Florencji. No, ale wróćmy do naszych dzieci. Widuję, że lubią położyć się na śniegu i machając rękami oraz nogami rysują śniegowy relief orła. No, a także uwielbiają sporty zimowe. Łyżwy, sanki, narty. Toż to sama radość. Zatem może owe dawne, prawdziwie mroźne, śnieżne i lodowe zimy jeszcze wrócą do nas w dawnej, dziś już historycznej postaci.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
