- Będziemy bronić naszych szkół – mówią jednym głosem sołtysi wsi, w których dalsze funkcjonowanie placówek oświatowych stoi pod znakiem zapytania.
W najbliższych tygodniach ważyć się będą dalsze losy trzech szkół w gminie Świętajno. Liczba uczęszczających do nich dzieci jest niewielka i wynosi: w Kolonii 46, Spychowie – 48 i Jerutach - 67. Za rok zmniejszy się o kolejne 11. Władze gminy przymierzają się do reorganizacji swoich placówek, tym bardziej, że utrzymanie ich pochłania coraz więcej środków własnych, sięgających już 4 mln zł. W listopadzie wójt miała w tej sprawie przeprowadzić konsultacje z dyrektorami szkół, a radni rozmawiać z rodzicami uczniów, by znaleźć najlepsze rozwiązanie. Żywo zainteresowani losem placówek oświatowych są sołtysi miejscowości, w których one funkcjonują.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- U nas żadnych spotkań i rozmów jeszcze nie było – mówi sołtys Jerut Elżbieta Jabłonowska i zapowiada, że mieszkańcy będą walczyć o to, żeby szkoła u nich została. Dwa lata temu radni podjęli decyzję o ograniczeniu jej działalności do klas I-III, ale na takie rozwiązanie nie zgodził się kurator warmińsko-mazurski.
Podobne zapowiedzi słyszymy od sołtys Kolonii Beaty Nikołajuk.
- W poniedziałek (8 listopada) mamy zebranie w naszej szkole z trójkami klasowymi. Chciałabym, żeby szkoła u nas została. Na pewno będziemy jej bronić – deklaruje sołtys Kolonii.
Obie panie sceptycznie podchodzą do możliwości przekazania prowadzenia szkół stowarzyszeniu lub osobie prywatnej. - Dwa lata temu był u nas rozważany taki wariant, ale nie wzbudził on zaufania u rodziców – mówi sołtys Jerut. - Negatywnie odnoszą się też do tego nauczyciele, bo nie obowiązuje wtedy Karta Nauczyciela, która pozbawia ich wielu przywilejów – dodaje sołtys Kolonii.
(o)
PO ZAMKNIĘCIU SZKOŁY ZAMIERA ŻYCIE
Rozmowa z Warmińsko-Mazurskim Kuratorem Oświaty Krzysztofem Markiem Nowackim
- W gminie Świętajno wraca dyskusja nad dalszą sensownością funkcjonowania w niej czterech szkół. Uczniów ubywa, a samorząd musi coraz więcej łożyć na oświatę. Oprócz czteromilionowej subwencji rządowej, ze swojego budżetu przekazuje drugie tyle.
- Trzeba wiedzieć, że oświata to zadanie własne gminy. Rząd wspiera ją, przekazując subwencję oświatową. Tak samo jak zadaniem własnym rodziców jest wychowanie dzieci, a program „500+” ich tylko wspomaga. Mylne jest stawianie przez samorządy tezy, że to one do oświaty się dokładają.
- Ile do pana kuratora w ciągu roku wpływa wniosków o likwidację, bądź przekształcenie szkoły?
- Kilka lub kilkanaście. Nie można ich jednak jedną miarą porównywać. Szkoła z 70 dziećmi w dużej miejscowości może być uznana za niewielką, ale już w przypadku małej wsi nie jest tak źle. Są też takie gminy, które mają po 7-9 szkół i w sposób naturalny dążą do zmniejszenia ich liczby i ja to szanuję, i rozumiem. Część wniosków zyskuje moją akceptację.
- Co decyduje o pańskiej zgodzie na likwidację bądź przekształcenie danej placówki?
- Po wpłynięciu każdego takiego wniosku moja ekipa specjalistów z wydziału administracyjno-prawnego analizuje sytuację w danej miejscowości, m.in. pod względem perspektyw i infrastruktury komunikacyjnej. Chodzi o to, żeby dziecko za dużo czasu nie spędzało w drodze z miejsca zamieszkania do szkoły i z powrotem. Bierzemy również pod uwagę to, by warunki pobytowe w nowej szkole nie pogorszyły się w stosunku do tego co dzieci miały dotychczas.
- Władze samorządowe, np. w Świętajnie wskazują na systematycznie malejącą liczbę dzieci i nie napawające optymizmem dane demograficzne.
- Oczywiście są takie sytuacje, że niż demograficzny nie daje nadziei na uratowanie szkoły. Proces likwidacji małych szkół postępuje tak samo jak proces depopulacji. Chociaż są podejmowane działania na wzmocnienie rodziny, by była bardziej dzietna, to przynoszą one niestety efekt umiarkowany. Generalnie jednak z naszej strony jest dążenie do tego, by utrzymać substancję szkolną. Bo szkoła jest też miejscem kulturotwórczym, które integruje lokalną społeczność. Po jej likwidacji zamiera życie w danej miejscowości, obniża się także wartość położonych w niej nieruchomości.
- Czyli szanse na uzyskanie pańskiej zgody na likwidację, bądź przekształcenie szkoły są niewielkie?
- Tak naprawdę moja opinia nie jest wiążąca. Organ prowadzący może się odwołać do ministra edukacji narodowej. Ten dokładnie analizuje moją decyzję i albo ją podtrzymuje albo odrzuca, ale to też nie jest element ostateczny, bo jeszcze istnieje możliwość odwołania się do sądu. Przyznaję jednak, że robimy wszystko, by utrzymać te wiejskie szkoły, bo Polska to nie tylko Warszawa, Kraków czy Olsztyn, ale też wszystkie małe miejscowości na terenie RP.
Rozmawiał
Andrzej Olszewski{/akeebasubs}
