Mimo panującej do niedawna odwilży, Pasymowi udało się zorganizować już drugie w tym roku podlodowe zawody wędkarskie. Organizatorzy starają się urozmaicić zmagania moczykijów, wprowadzając dodatkowe atrakcje.

Spławikowe Walentynki

W niedzielny poranek na jeziorze Kalwa w Pasymiu odbyły się zawody w wędkarstwie podlodowym „Złów swoją walentynkę”. Organizatorzy, nawiązując do dnia zakochanych, stworzyli odrębną klasyfikację dla par, jak wyjaśniał spiker zawodów, niekoniecznie różnej płci. Dla nich przygotowano specjalne nagrody w postaci poduszeczek z wyhaftowanymi dwoma sercami.

Aura sprzyjała wędkarskim bojom. Nie było zbyt zimno, a pokrywa lodowa miała ok. 20 cm grubości (przy wymaganych 15 cm), więc donośnym sygnałem syreny obwieszczono start. Ku zaskoczeniu organizatorów, którzy spodziewali się nie więcej niż 30 uczestników, w szranki zawodów stanęło aż ponad pół setki podlodowych wędkarzy. Nagrodą główną oprócz pamiątkowej statuetki, było zezwolenie wędkarskie na wszystkie 28 jezior (wartość 450 zł) zarządzanych przez współorganizatora zmagań, Kompanię Mazurską „Pasym”. Nagród było tak wiele, że nikt nie odszedł z pustymi rękami, a wśród starujących byli m. in. mieszkańcy Warszawy, Olsztyna, Szczytna i Jedwabna.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

W walentynkowym konkursie par zwyciężyli Aneta i Paweł Bondarenko ze stolicy. Trofeum główne zawodów, czyli statuetkę burmistrza Pasymia zdobył Jacek Choma, wędkarz ze Szczytna. W ciągu 2 i pół godziny wyłowił z lodowatej wody ryby o łącznej wadze 3 200 g.

- Fajna zabawa, bo i rybki dopisały, i nie było zbyt zimno - cieszył się zwycięzca tuż po odebraniu nagrody.

Drugie miejsce wywalczył Grzegorz Młotkowski (Olsztyn) - 2 400 g, trzeci był Kazimierz Majek z Michałek, który osiągnął niewiele gorszy wynik - 2 300 g. Najmłodszym uczestnikiem podlodowych łowów okazał się 13-letni Wojtek Charytoniuk, mieszkaniec Pasymia i uczeń tamtejszego gimnazjum. Mimo młodego wieku łowi ryby już od kilku dobrych lat. Jak nam powiedział, wędkuje od wieku przedszkolnego, co zaowocowało tym, że w gronie dużo starszych uczestników uplasował się pośrodku stawki z niezłym wynikiem - 750 g. Zgodnie z regulaminem zawodów, wędkarze mogli stosować różne techniki połowów - spławikową, mormyszki albo szarpakową. Złowione rybki trafiły z powrotem do jeziora Kalwa

NA BEZRYBIU I DROBNICA DOBRA

Zawodnicy, choć zadowoleni z ogólnego przebiegu wędkarskich zawodów i ich organizacji, narzekali na to, że choć wyławiali spod lodu nawet sporo ryb, to jednak składały się na nie głównie małe okazy.

- Takie wielkie jezioro, a w nim sama drobnica – dziwili się zwłaszcza zawodnicy przyjezdni. Większe leszcze i okonie stanowiły rzadkość wśród złowionych na haczyk okazów. Dlatego też zaraz posypały się pytania o przyczynę takiego stanu rzeczy adresowane do współorganizatora zawodów Henryka Kalinki, prezesa Kompanii Mazurskiej „Pasym”, która zarządza m. in. jez. Kalwa. Prezes przyznał, że istotnie w jeziorze bytuje głównie drobnica, tylko utrudniająca rozwój ryb bardziej szlachetnych. Aby się jej pozbyć kompania, jak zapewnił, systematycznie zarybia akwen szczupakiem, ale poprawa nie nastąpi od razu.

Padły też zarzuty i pretensje o to, że kompania prowadzi zbyt intensywne połowy przez rybaków zawodowych i gdzieś ma wędkarzy. Według prezesa Kalinki sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej. Niedawno poddał swoje 28 jezior ocenie Instytutowi Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie. Jak wykazały naukowe badania, największym konsumentem ryb są obecnie właśnie wędkarze. Z 1 hektara przeciętnego jeziora pozyskują 23 kg ryb rocznie. Na drugim miejscu, i tu uwaga, znalazły się kormorany - 15 kg. Dopiero za nimi idą rybacy zawodowi z uzyskiem ok. 10 kg/ha rocznie. Walkę z kormoranami kompania sobie odpuściła, bo ich lęgowiska znajdują się głównie w rezerwatach, gdzie nie ma jakichkolwiek możliwości zmniejszania populacji.

Marek J.Plitt

{/akeebasubs}