Turysta z Łodzi znalazł w miejscowości Racibór w gminie Świętajno rannego łabędzia. Przez kilka godzin szukał ratunku dla cierpiącego zwierzęcia, ale bez skutku. Na jego apel o pomoc odpowiedział dopiero lekarz weterynarii ze Szczytna, Jarosław Tołoczko. Kiedy jednak dotarł na miejsce, ptaka już tam nie było.
W czwartkowe późne popołudnie wypoczywający w miejscowości Racibór w gminie Świętajno pan Michał z Łodzi znalazł rannego łabędzia. Ptak był mocno poturbowany i obficie krwawił. Z relacji wędkarzy łowiących w jeziorze ryby wynikało, że najprawdopodobniej został zaatakowany przez wydrę. Turysta podjął próbę ratowania rannego zwierzęcia. Szybko się jednak przekonał, że to nie takie proste.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Opisany przypadek dowodzi, że mechanizmy mające działać w takich sytuacjach, zawodzą. Ktoś, kto w godzinach wieczornych natknie się na ranne, potrzebujące pomocy zwierzę, najczęściej zderza się z murem obojętności i niemocy. Jak się wtedy zachować? Jarosław Tołoczko radzi, że najlepiej zadzwonić pod numer alarmowy 112 i skontaktować się z oficerem dyżurnym policji. Ten powinien wysłać na miejsce radiowóz i powiadomić lekarza weterynarii, który z daną gminą ma podpisaną umowę obejmującą tego typu przypadki. W gminie i mieście Szczytnie jest to właśnie Jarosław Tołoczko. Jak zaznacza, podejmuje on interwencję dopiero po zawiadomieniu przez służby lub urzędników. - W przypadku łabędzia zrobiłem wyjątek, bo w gminie Świętajno nikt nie zareagował. Pan, który próbował go ratować, czekał na pomoc kilka godzin – tłumaczy lekarz.
(ew){/akeebasubs}
