Każdy powinien w życiu napisać przynajmniej jedną książkę – uważa Leszek Mierzejewski, którego już ósma powieść ukazała się właśnie na rynku.
Leszek Mierzejewski, człowiek wielu pasji, spotkał się w miniony czwartek w miejskiej bibliotece z miłośnikami książki, by promować swoją najnowszą powieść „Od niechcenia”. Tym razem opisuje ona przygody jego przyjaciela, myśliwego z Warszawy. Akcja dzieje się m. in. w Szczytnie i Dźwierzutach.
- Ta już moja ósma książka – mówił autor, zaznaczając, że cztery kolejne czekają na druk. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Słuchaczy interesowało w jakim stopniu utożsamia się z bohaterami swoich powieści. Autor potwierdzał, że w znacznym. Przyznawał jednocześnie, że ponosi tego konsekwencje. Przykładem są mocne sceny erotyczne w przedostatniej książce „Siedemnaście i pół miliona”. Po jej lekturze spotkał się z pretensjami ze strony matki. - Synu, jak mogłeś to robić – usłyszał wyrzuty. - Próby tłumaczenia, że przecież bohater książki miał na imię Alfons, a nie Lesz ek i miał 60, a nie 70 lat wcale jej przekonały. Do dziś pozostały u niej wątpliwości – utyskiwał Leszek Mierzejewski. Zdradzał jednak, że zamieszczanie „pikantnych scen” znacząco wpływa na poczytność książki. Najlepszym przykładem „Siedemnaście i pół miliona”, która doczekała się już trzeciego wznowienia. Tradycyjnie na zakończenie spotkania jego uczestnicy losowali nagrody ufundowane przez Leszka Mierzejewskiego, m. in. jego książki i namalowany osobiście obraz.
(o){/akeebasubs}
