Właśnie minęła druga rocznica otwarcia zmodernizowanego stadionu miejskiego w Szczytnie.

Teoretycznie wszystko powinno już być dotarte, a obiektowi z chorób wieku dziecięcego wypadałoby wyrosnąć. Nie jest tak jednak do końca. Swojego debiutu z prawdziwego zdarzenia nie miały jeszcze wyrastające ponad stadion jupitery (fot. 1). Owszem, włączane są na czas treningów, użyto ich w drugiej połowie wiosennego meczu rezerw Gwardii z drużyną prezydentów i burmistrzów, ale kibice spotkania ligowego rozegranego przy sztucznym oświetleniu jeszcze nie oglądali. Niedawno pojawiła się okazja, by do tego doszło. Przez przełożonym meczem z Cresovią coś się jednak ze światłem popsuło i wyszedł z tego cały galimatias z walkowerem przeciwko drużynie z Górowa włącznie. Meczu przy jupiterach ostatecznie nie było.
Coś nie tak jest również z tablicą wyników. Podczas październikowego meczu Gwardii widać na niej było takie coś (fot. 2). Na dodatek czas zatrzymuje się na niej na dziewięćdziesiątej minucie.
Podczas przebudowy nie pomyślano, o czym, już pisaliśmy wcześniej, o wycięciu lub przycięciu co najmniej niektórych drzew. Jak widać na fot. 3 (patrzymy na wierzchołki), nie mają się one najlepiej, coraz częściej spadają z nich gałęzie (fot. 4), stwarzając zagrożenie dla kibiców. O ptakach (mających swe gniazda na owych drzewach i brudzących co się da) też już ileś razy wspominaliśmy. Czy to się wszystko zmieni? Grająca na stadionie Gwardia spisuje się w tym sezonie nadspodziewanie dobrze i kto wie, na którym poziomie może występować za rok.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
TĘŹNIA CZEKA WIOSNY

Minitężnia w Szczytnie zakończyła trzeci sezon swojego funkcjonowania (fot. 5). Ślady po spływającej solance jeszcze zostały, ale zgodnie z regulaminem urządzenie miało działać tylko do 15 października – na kolejne uruchomienie naszej tężni trzeba poczekać do połowy kwietnia przyszłego roku. Odnosimy wrażenie, że w minionym już sezonie frekwencja była nieco mniejsza niż wcześniej. Nie jest to raczej efekt nacieszenia się tężnią przez poprzednie dwa lata, a skutek mało zazwyczaj sprzyjających warunków atmosferycznych. Zniszczeń na ławkach (przed sezonem odnowionych) widzieliśmy w ostatni weekend jakby mniej niż w poprzednich sezonach, co nie znaczy jednak, że ich w ogóle nie ma. Mimo obecności kamer wciąż można tu było sobie np. wjechać rowerem pod zadaszenie, wypić coś mocniejszego, zapalić czy usiąść w nieodpowiedni sposób z butami brudzącymi deski ławek. Niestety, niektórych wychować trudno, a o wyciąganiu konsekwencji w stosunku do osób, których niewłaściwe zachowanie wychwyciły chyba przecież kamery, jakoś nie słyszeliśmy... Tężnie większe i mniejsze powstają w iluś miejscach w naszym województwie. Dzięki nim ma się poprawić stan zdrowia mieszkańców, powstają nowe strefy relaksu, a turyści mają ewentualny powód, by dane miasto odwiedzić. Z realizacją inwestycji pojawiają się jednak niekiedy różnorakie problemy. Tak było w Szczytnie, tak jest obecnie w Ełku. W roku 2024 zwyciężył projekt tężni, która miała stanąć nad Jeziorem Ełckim (fot. 6 – www.elk.pl). Jak wynika z wizualizacji, obiekt ma być większy od naszego, z czym wiąże się odpowiednio pomnożony koszt inwestycji (650 tys. zł). Kończy się powoli rok 2025, a początków budowy nie widać, o czym przypomniała niedawno regionalna telewizja. Jak możemy przeczytać i usłyszeć, wszystko przeciągają kwestie biurokratyczne. Nie tylko u nas pojawiają się problemy z terminowością inwestycji powstających w ramach budżetu obywatelskiego...
MĄDROŚCI OD AI
Od paru lat coraz częściej stykamy się z AI (sztuczną inteligencją) oferującą cały szereg udogodnień. Niektórzy nie mogą się bez niej obyć, inni obawiają się choćby tego, że... pozbawi ich pracy. O tym, że AI nie jest alfą i omegą i nie zawsze sobie poradzi ze stosunkowo prostymi zadaniami, przekonać się łatwo. Od pewnego czasu AI wyskakuje nam jako jeden z elementów na pasku zadań w laptopach czy telefonach. Z ciekawości zadaliśmy sztucznej inteligencji pytanie, czy w Szczytnie istnieje ulica Andersa. Otrzymaliśmy dość zaskakujące odpowiedzi. Odzew na wpis „Szczytno ul. Andersa” widzimy na fot. 7 . Dla AI Anders to Anders i stąd powiązanie Richarda Andersa z generałem Władysławem Andersem. Gdy pozwoliliśmy sobie wpisać do wyszukiwarki stwierdzenie „W Szczytnie nie ma ul. Andersa”, w przeglądzie od AI wyskoczyło nam potwierdzenie tej błędnej przecież tezy (fot. 8). Nieco dziwne informacje uzyskamy także na temat np. występów Gwardii Szczytno (fot. 9) . Pod spodem pojawia się dopisek, że odpowiedzi wygenerowane przez AI mogą zawierać błędy. Pozostaje zatem kierowanie się własnym rozumem i posiadaną wiedzą...

A RZEŹB ŻAL
Gdy ostatnio spacerowaliśmy ścieżką wokół Jeziora Domowego Dużego, postanowiliśmy się przyjrzeć z bliska stanowi kolorowych baśniowych rzeźb (fot.10) , które od paru lat stoją w szeregu tuż przy plaży miejskiej. Są one efektem plenerów malarskich, których dobrym duchem był zmarły dwa lata temu Michał Grzymysławski. On też na owe rzeźby nanosił farbę, czym podkreślił ich baśniowy charakter. Niestety, czas wraz z warunkami atmosferycznymi zrobił swoje. Swoje dodali też wątpliwej jakości dowcipnisie. O ile z daleka, bez dokładniejszego przyglądania się poszczególnym postaciom, raczej niewiele złego zobaczymy, to z bliska pewne ubytki będą już bardziej widoczne. Postać nazwana zbójem straciła coś ze swej maczugi (fot. 11). Postać na nadmiar zębów nie narzeka (to już zamysł rzeźbiarza), ale akurat między jedynymi dwoma zębami tkwi wsadzony pet . Pewna postać kobieca straciła sporą część ręki (fot. 12) i wygląda – choć odziana – niczym Wenus z Milo. Różnych ubytków jest więcej i po prostu... szkoda tych rzeźb, szkoda czyjejś pracy. Po śmierci Michała znikła z MDK-u pracownia rzeźby i najwyraźniej brakuje kogoś, kto mógłby o spuściznę po zmarłym artyście odpowiednio zadbać.
{/akeebasubs}
