Ciąg dalszy sądowych sporów na linii starostwo – Henryk Wilga. Przed szczycieńskim Sądem Rejonowym rozpoczął się proces, w którym w charakterze obwinionego występuje starosta Jarosław Matłach. Wszystko przez to, że nie przyjął on mandatu inspekcji pracy za zwolnienie dyrektora DPS-u bez zgody Rady Miejskiej w Szczytnie. Na razie jednak sąd ukarał ... Wilgę za nieusprawiedliwioną nieobecność na rozprawie.

Starosta przed sądem

NIEPRAWIDŁOWOŚCI NA 600 TYSIĘCY

Rozprawa rozpoczęta przed szczycieńskim Sądem Rejonowym 31 maja to pokłosie zwolnienia przed rokiem Henryka Wilgi z funkcji dyrektora Domu Pomocy Społecznej. Po wypowiedzeniu mu umowy, Państwowa Inspekcja Pracy ukarała starostę Jarosława Matłacha mandatem w wysokości 2 tys. zł za to, że zwolnił dyrektora bez zgody Rady Miejskiej w Szczytnie, której Wilga jest członkiem. Matłach przyjęcia mandatu odmówił, więc sprawa trafiła do sądu. Podczas pierwszej rozprawy wyjaśnienia składał starosta.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Nie przyznał się do winy i tłumaczył, jak doszło do rozwiązania z Wilgą umowy o pracę. Wyjaśniał, że stało się to po stwierdzeniu w DPS szeregu nieprawidłowości istniejących od 2008 roku, a potwierdzonych m.in. kontrolami NIK oraz wojewody. To jednak nie do końca odpowiada prawdzie. Przypomnijmy, że zaraz po przeprowadzonych kontrolach, w lipcu 2010 roku ówczesny wicestarosta Kazimierz Oleszkiewicz w rozmowie z „Kurkiem” stwierdził, że „nie wykazały one poważniejszych uchybień w jednostce”. Tymczasem przed sądem Jarosław Matłach zapewniał, że to w związku z kontrolami Zarząd Powiatu zarządził w placówce audyt wewnętrzny, który był przeprowadzany od połowy lutego do połowy maja ubiegłego roku. Jego wyniki miały skłonić władze powiatu do zwolnienia Wilgi w trybie dyscyplinarnym. – Otrzymany przez zarząd audyt stwierdzał nieprawidłowości na kwotę blisko 600 tys. zł i istniało ryzyko ich występowania w następnych latach – mówił przed sądem Jarosław Matłach. W tej sytuacji, jak argumentował, członkowie zarządu nie mieli innego wyjścia, jak tylko podjąć uchwałę o rozwiązaniu z dyrektorem stosunku pracy. Jej wykonanie zostało powierzone staroście.

RADA MÓWI NIE

Matłach tłumaczył też, że już wcześniej, w lutym zeszłego roku po stwierdzonych nieprawidłowościach starostwo występowało o zgodę do Rady Miejskiej na zwolnienie Wilgi w trybie zwykłym, ale jej nie dostało. – Wtedy widziałem go na innym stanowisku w jednostce podległej starostwu – mówił. Pełnomocnik Wilgi dopytywał, dlaczego władze powiatu, po otrzymaniu wyników audytu i pojawieniu się nowych zarzutów, nie wystąpiły ponownie o zgodę do radnych miejskich na zwolnienie dyrektora. Starosta wyjaśniał, że brakowało już na to czasu, a poza tym łatwo było przewidzieć, że rada zajmie identyczne stanowisko jak kilka miesięcy wcześniej. Do tego jeszcze Wilga poszedł na zwolnienie lekarskie bezpośrednio po tym, jak powiat wystąpił do RM o zgodę na rozwiązanie z nim stosunku pracy. Prowadzący sprawę sędzia pytał starostę o konsekwencje niewykonania uchwały Zarządu Powiatu. – Mogło to być nawet odwołanie mnie z funkcji – odpowiadał Matłach. Przyznał, że w chwili otrzymania wyników audytu członkowie zarządu nie wiedzieli, że zostaną one podważone później przez sąd I i II instancji. Wydane wyroki stwierdzają, że zarzuty zawarte w dokumencie nie stanowiły wystarczającej podstawy do zwolnienia dyrektora.

KARA ZA NIEOBECNOŚĆ

Na rozprawie zabrakło występującego w charakterze oskarżyciela posiłkowego Wilgi. Jego pełnomocnik tłumaczył, że stało się tak z powodu podjęcia przez dyrektora pracy w nowym miejscu, do którego oddelegowały go władze powiatu. Stało się tak na skutek przegranego przez DPS w I i II instancji procesu, w wyniku którego Wilga został przywrócony do pracy. Od kilkunastu dni kieruje Środowiskowym Domem Pomocy Społecznej w Piasutnie. Sąd jednak uznał, że nieobecność oskarżyciela jest nieusprawiedliwiona i wymierzył mu karę porządkową w wysokości 250 złotych. Henryk Wilga tłumaczy nam, że nie wiedział, że jego stawiennictwo w sądzie jest obowiązkowe. – Mój pełnomocnik mnie o tym nie poinformował – twierdzi. Kolejną rozprawę sąd wyznaczył na lipiec.

Ewa Kułakowska

{/akeebasubs}